Chłopiec z burzy” to niezwykle wzruszająca historia o przyjaźni człowieka i zwierzęcia, ale też uniwersalna opowieść o przyjaźni, miłości, stracie oraz budowaniu relacji rodzinnych. Film jest ekranizacją popularnej australijskiej powieści dla dzieci autorstwa Colina Thiele (książka ukazała się w ubiegłym miesiącu w Polsce nakładem wydawnictwa Albatros). Wydaje się jednak, że wplecione przez reżysera Shawna Seeta oraz scenarzystę Justina Monjo niektóre sceny i dialogi spowodowały, że film jest poważniejszy i bardziej melancholijny niż papierowy pierwowzór. Ponadto Seet mocno zaakcentował przesłanie o potrzebie ochrony środowiska.

Już w pierwszej scenie widzimy, jak główny bohater, dorosły Michael Kingley (w tej roli laureat Oscara Geoffrey Rush), obserwuje z okien wieżowca szarą metropolię. Widok ten mocno kontrastuje z pięknym krajobrazem niosącej ukojenie wody i jedwabistych wydm, gdzie rozgrywasię większość filmowej opowieści. Nagle nadciąga burza i niczym w kinie akcji silny powiew rozwala w drobny pył szklaną ścianę. To symboliczny akcent świadczący, że żywioł jest silniejszy niż wytwór człowieka. Seet buduje bowiem oś filmu na sporze, czy firma wydobywcza może zająć obszary pięknej nadmorskiej krainy. W te rozważania reżyser wplata historię o przyjaźni chłopcaz pelikanem.

Mały Michael zaopiekował się trzema ptakami, choć całe serce oddał temu najsłabszemu, którego nazwał Pan Parsifal. Imię to nie jest bez znaczenia, bo według legend Parsifal był jednym z towarzyszy króla Artura, a zarazem symbolem odwagi. Chłopiec nie tylko ratuje Parsifalowi życie, ale też mozolnie uczy go jeść, latać, a nawet grać w piłkę. W końcu jednak przychodzi moment, gdy pelikan dorasta, a chłopiec musi opuścić domek na plaży. Czy ich przyjaźń jest w stanie przetrwać?

Film wchodzi na duży ekran już dziś. To kino familijne, melancholijne, choć nie brak w nim okazji do śmiechu czy napięcia, gdy ważą się losy bohaterów. Na plus ładna muzyka, piękne zdjęcia i dobra gra aktorska (Finn Little jako mały Michael od początku kupuje widza). „Chłopiec z burzy” powinien się spodobać dzieciom, bo te kochają zwierzęta. Mój syn siedział w kinie jak zaczarowany, choć z reguły woli animacje, komedie i kino akcji. Filmowi towarzyszy program edukacyjny „Pomóż ptakom przetrwać zimę”.