Komisja Europejska zmienia zdanie! Polska nie musi notyfikować ustawy dotyczącej cen prądu

Zdjęcie ilustracyjne / Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

Polska nie musi notyfikować w Komisji Europejskiej ustawy obniżającej ceny energii elektrycznej w kwestii pomocy publicznej, chyba że uzna sama, że taka notyfikacja jest potrzebna. Informują o tym źródła w Komisji Europejskiej. Wcześniej o tym, że przewidziane w ustawie rekompensaty dla spółek nie są pomocą publiczną mówił szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk.

„Jeżeli Polska oceni, że nowa ustawa nie wiąże się z pomocą państwa, wówczas nie oczekujemy, że Polska zgłosi jakąkolwiek pomoc państwa do zatwierdzenia przez Komisję"

- mówi jedno ze źródeł w Komisji Europejskiej.

Dodało jednocześnie, że jeśli władze polskie uznają jednak, że ustawa wiąże się z pomocą państwa, która musi zostać zgłoszona Komisji Europejskiej zgodnie z przepisami unijnymi, to muszą ją zgłosić. Informację tę potwierdził inny pragnący zachować anonimowość urzędnik Komisji.

Chodzi o nową ustawę obniżającą ceny energii elektrycznej w Polsce, która weszła w życie 1 stycznia. Obniża ona akcyzę na prąd, zmniejsza tzw. opłatę przejściową i ustala ceny energii na poziomie z 30 czerwca 2018 r. W czasie prac sejmowych posłowie opozycji wyrażali obawy o to, czy proponowane przez rząd rozwiązania, w szczególności rekompensaty dla spółek, nie okażą się niedozwoloną pomocą publiczną, którą zakwestionuje Komisja Europejska.

Tymczasem jeszcze 3 stycznia Komisja Europejska informowała oficjalnie, iż oczekuje, że polskie władze przekażą do notyfikacji ustawę. Z informacji ze źródeł Komisji wynika jednak, że choć obecnie Komisja nie ma wątpliwości co do kwestii pomocy publicznej, to jednak chce ocenić ją pod kątem zgodności z unijnym prawem energetycznym.

Komisja obecnie analizuje polską ustawę pod kątem świadczenia tzw. usługi publicznej. Chodzi o usługi świadczone dla dobra ogółu w określonych sektorach, które zaspokajają potrzeby obywateli, opierają się na zasadzie solidarności i równego dostępu. W przypadku polskiej ustawy chodzi o zapewnienie tańszego prądu obywatelom.

Rzeczniczka Komisji Europejskiej Anna-Kaisa Itkonen mówiła w środę, że zgodnie z obowiązującymi przepisami dotyczącymi rynku energii elektrycznej państwa członkowskie mają możliwość nałożenia obowiązku świadczenia usługi publicznej, który musi spełniać określone kryteria, aby był legalny.

„Komisja Europejska jest w kontakcie z polskimi władzami, aby uzyskać pełny obraz skutków nowej ustawy i ocenić ją pod kątem tych kryteriów”

– powiedziała wtedy.

Pragnący zachować anonimowość urzędnik Komisji Europejskiej powiedział, że Komisja dokładnie oceni, czy nowe prawo jest zgodne z unijnym prawem energetycznym, m.in. to, czy nie jest w żaden sposób niedyskryminujące dla rynku oraz czy gwarantuje równe zasady dla wszystkich firm energetycznych.

Zgodnie z polską ustawą umowy na dostawy energii w 2019 r., jeśli zakładają wzrost cen w stosunku do poprzedniej umowy danego podmiotu, do 1 kwietnia 2019 r. będą musiały być skorygowane do poziomu z połowy 2018 r., z mocą od 1 stycznia 2019 r. Sprzedawcy, którzy w 2019 r. kupią energię na rynku drożej niż ustalona cena sprzedaży, będą otrzymywali bezpośredni zwrot utraconego przychodu z tworzonego przez nowelizację Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny. Na wypłatę różnicy cen zarezerwowano 4 mld zł. Fundusz ma zostać zasilony 80 proc. pieniędzy ze sprzedaży przez rząd w 2019 r. dodatkowych 55,8 mln uprawnień do emisji CO2.

Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk przekonywał na początku stycznia, że przewidziane w ustawie rekompensaty dla spółek nie są pomocą publiczną.

"Mamy ekspertyzy, które jednoznacznie wskazują, że nie zostały tu złamane żadne przepisy. To nie jest żadna pomoc, to jest rodzaj rekompensaty dla firm, które wskutek przyjęcia ustawy (...) będą miały niższe zyski"

- powiedział wtedy Dworczyk.

Zgodnie z unijnym prawem środki pomocy udzielone przez państwa Unii Europejskiej przedsiębiorstwom muszą najpierw zostać zgłoszone do Komisji w celu ich zatwierdzenia. Niektóre kategorie pomocy, np. dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz określonych sektorów, takich jak ochrona środowiska, badania i innowacje, są jednak wyłączone z tego obowiązku.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Francja: w sobotę zakaz demonstracji

Manifestacja żółtych kamizelek / / By Obier - Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=74483210

  

Po incydentach spowodowanych przed tygodniem przez uczestników demonstracji "żółtych kamizelek" prefektura policji w Paryżu wydała zakaz organizowania w najbliższą sobotę demonstracji na Polach Elizejskich, na sąsiednich ulicach i nieopodal Zgromadzenia Narodowego.

Nie wolno będzie również demonstrować w okolicy Pałacu Elizejskiego, siedziby prezydenta Francji. Celem wprowadzonych ograniczeń dotyczących protestów "żółtych kamizelek", organizowanych w tę sobotę po raz dziewiętnasty, jest zapobieżenie ekscesom, jakich dopuścili się w zeszłą sobotę uczestnicy demonstracji, spośród których ponad dwustu zatrzymano.

Zaostrzenie środków ostrożności zapowiedział już w poniedziałek premier Francji Edouard Philippe. Uzasadnił je "udziałem w demonstracjach skrajnych elementów, których intencją było powodowanie zniszczeń".

Michel Delpuech, który stał jeszcze przed tygodniem na czele paryskiej prefektury policji i został zastąpiony przez Didiera Lallementa, przyznał, że popełniono błędy w działaniach zmierzających do zapewnienia bezpieczeństwa. Nowy prefekt zapowiedział "zero bezkarności" w stosunku do demonstrantów uciekających się do przemocy.

Lallement uzasadnił to wydarzeniami, podczas których doszło wzdłuż reprezentacyjnej alei Paryża do starć między policją, a niektórymi grupami demonstrantów plądrującymi sklepy.

Zaostrzone metody reakcji na ekscesy demonstrantów będą obowiązywały w sobotę od 6 rano i obejmą również na przestrzeni 100 metrów ulice odchodzące od Pól Elizejskich. Dotyczy to również ruchu samochodowego.

Zmiana rządowej strategii kontrolowania demonstracji "żółtych kamizelek", która ma zapobiec wymknięciu się ich spod kontroli sił porządkowych, obejmuje wprowadzenie większych sił wojskowych do udziału w operacji "Sentinelle" w celu ochrony siedzib oficjalnych instytucji.

Chociaż rząd francuski podkreśla, że wojsko nie będzie wchodziło w bezpośredni kontakt z demonstrantami, francuska opozycja uważa jego obecność za "potencjalnie prowokacyjną".

Prezydent Francji Emmanuel Macron odpowiadając w piątek podczas konferencji prasowej w Brukseli na krytykę, z jaką spotkały się ze strony ruchu "żółtych kamizelek" zapowiedziane środki nadzwyczajne, oświadczył: "Jest to dokładnie to samo, co postanowiliśmy już w grudniu i wielokrotnie w przeszłości, odwołując się do wojska, ponieważ walka z terroryzmem i ochrona wrażliwych miejsc jest jego misją".

"Chodzi o odciążenie policji i żandarmerii w ich zadaniach" - dodał Macron.

Nowe rozporządzenie prefektury zawiera również zakaz noszenia przez demonstrantów broni, "wszelkich przedmiotów mogących służyć jako broń" oraz "niebezpiecznych substancji".

Jedna z grup "żółtych kamizelek" zgłosiła w piątek prefekturze policji zamiar zorganizowania demonstracji, która ma wyruszyć w sobotę o godzinie 13 z Denfert Rochereau na południu Paryża do Sacre-Coeur w północnej części stolicy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl