Christian Bale (Batman z „Mrocznego rycerza”, zdobywca Oscara za drugoplanową rolę w filmie „Fighter”) jest po prostu nierozpoznawalny w „Vice”. Aktor genialnie uchwycił maniery i osobowość swojego bohatera, Dicka Cheneya, wiceprezydenta USA za czasów George’a W. Busha. Do swojej roli Bale specjalnie przytył ok. 30 kg, ale jak było widać na gali Złotych Globów, szybko powrócił do dawnej sylwetki.

Podczas uroczystości aktor zszokował swoją przemową, w której podziękował za inspirację szatanowi. Można różnie interpretować te słowa. Bo też i sam Cheney jest w filmie „Vice” ukazany niemalże jak postać z piekła rodem. Już na początku widz dostaje komunikat: „To historia prawdziwa. Prawie. Cheney jest bowiem postacią tajemniczą, ale staraliśmy się (tu epitet), jak mogliśmy". A zaraz później narrator informuje: „Większość z nas nie wiedziała, kim jest i skąd się wziął” (chyba trochę jak nasz Stan Tymiński).

W filmie poznajemy przebieg kariery Cheneya: od wyrzutka społecznego do zastępcy głowy państwa (a raczej szyi, która tą głową kręci). To człowiek, który konsekwentnie przeszedł drogę do realnej władzy i za prezydentury Busha juniora był jednym z najpotężniejszych ludzi tamtego czasu na świecie.

Scenarzysta i reżyser filmu Adam McKay (zdobywca Oscarów za „Big Short”) był zdania, że historia Cheneya to przede wszystkim pretekst do podzielenia się refleksjami o uniwersalnych mechanizmach władzy. Manipulacje. demaskuje niezwykle celnie i z ogromnym humorem. Sięga po postać Donalda Rumsfelda, który „tnie językiem jak brzytwą”, pokazuje dramat Colina Powella, dowala republikanom i wykłada widzowi historię jak z Abu Musaba az-Zarkawiego zrobiono przywódcę irackiej Al-Kaidy, czyniąc pretekst do zbombardowania państwa. W filmie jest też wątek homoseksualny oraz bardzo ciekawie ukazana sytuacja kobiet w polityce. Trochę podobnie jak w „Żonie” Björna Runge’a okazuje się, że Lynne Cheney (w jej rolę wcieliła się świetnie Amy Adams) jest inteligentną kobietą, dzięki której Dick w ogóle zaistniał. Była jego motywatorem i doradcą, czasem nawet zastępcą (wice?).

„Vice” to przede wszystkim fenomenalnie zrobiona komedia. Salwy śmiechu wybuchają w kinie co chwila, udowadniając, że można zrobić dobry film komediowy nawet na tak trudny temat. Prowadzenie narracji (bardzo sprytne, bo McKay pod postacią tajemniczego narratora ukrywa swoje myśli), zabawne teksty i oryginalny pomysł na wtrącenia w obrazie oraz genialna gra wszystkich bez wyjątku aktorów gwarantują świetną rozrywkę. Polecam.