Także dziś europosłowie poparli projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym internetu. Przeciwnicy tych regulacji ostrzegają przed "cenzurą w internecie" i końcem wolności w sieci.

W Parlamencie Europejskim w Strasburgu odbyło się dziś głosowanie nad projektem rezolucji wzywającej kraje członkowskie UE do uruchomienia art. 7 traktatu unijnego wobec Węgier. Autorzy dokumentu argumentowali, że w kraju tym łamana jest praworządność.

Głosowanie w tej sprawie odbyło się po godzinie 13. Aby wniosek został przyjęty, a następnie przekazany Radzie Unii Europejskiej, potrzebne jest poparcie bezwzględnej większości europosłów, tj. 376, przy dwóch trzecich oddanych głosów.

Za uruchomieniem art. 7 wobec Węgier głosowało 448 posłów, przeciw było 197. Przeciwko Węgrom głosowali także politycy PO.

 


Węgierscy europosłowie rządzącego Fideszu już w ubiegłym tygodniu alarmowali, że w głosowaniu nad tym raportem może dojść do zastosowania triku prawnego. Do przyjęcia dokumentu przez PE jest potrzebne poparcie 2/3 europosłów. Niezdecydowanie części europosłów mógłby oznaczać, że taka większość się nie znajdzie.

Podczas głosowania w nad rezolucją uruchamiającą art. 7 wobec Węgier do wyniku nie będą wliczane głosy wstrzymujące się – informowało wcześniej PAP źródło w tej instytucji.

Wątpliwości wzbudza rozumienie, czy głos wstrzymujący się w takim głosowaniu ma być zaliczany do oddanych, czy też nie. Interpretacja służb prawnych PE oznacza, że głosy takie nie będą liczone.

Taki sam mechanizm zastosowano, gdy z funkcji wiceprzewodniczącego europarlamentu odwoływany był europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Wówczas również wynik był bardzo niepewny i interpretacja regulaminu, by nie liczyć głosów wstrzymujących się, przyczyniła się do tego, że stracił on stanowisko. Informowaliśmy o tym na stronach naszego portalu.