Genialna Glenn Close jako "Żona". RECENZJA

Do jakiego stopnia można porzucić własne marzenia i ambicje dla ukochanej osoby? Jaką cenę się za to płaci? Takie pytania zadaje widzom laureat Srebrnego Niedźwiedzia Björn Runge, reżyser filmu „Żona”. Inteligentny dramat z fenomenalną rolą Glenn Close już w kinach.

Kadr z filmu "Żona"
fot. mat.pras.

Choć Joan i Joe Castlemanowie są małżeństwem z 40-letnim stażem, cieszą się jak dzieci, skacząc na łóżku i wykrzykując radośnie: „dostaliśmy Nobla!”. Podobnie skakali wiele lat wcześniej, kiedy świętowali wydanie książki. Uwaga, spojler: wspólnej książki. On – brylujący na salonach, uwielbiany przez czytelników pisarz Joe Castleman (Jonathan Pryce), wypiera z siebie myśli, że nie jest głównym autorem swojego sukcesu. Ona towarzyszy mu na każdym kroku. Wspiera, doradza, pilnuje, żeby wziął leki o właściwej porze i żeby w brodzie nie miał okruchów. Wydawałoby się, taka rola żony wielkiego człowieka. Kiedy przybywają do Sztokholmu, by on mógł odebrać Nagrodę Nobla, jemu proponuje się wykłady i spotkania, jej – zakupy i SPA. Bo co ona może wiedzieć o literaturze? Jest tylko żoną. Miło też, że zabrali ze sobą syna. Dzieci laureatów są mile widziane. Później, podczas gali, nagrodzony podziękuje rodzinie. „Tak wypada, wszyscy tak robią” – mówi Joe, kiedy Joan prosi, by jej nie dziękował. Tylko kto, słuchając słów laureata Nagrody Nobla, że bez żony nie odniósłby sukcesu, bierze to całkiem dosłownie?

Björn Runge bardzo dobrze przeniósł na wielki ekran powieść Meg Wolitzer z 2003 r. To właściwie spektakl dwojga wielkich aktorów: nominowanej aż sześciokrotnie do Oscara (ostatnio za tytułową główną rolę w „Albert Nobbs”) Glenn Close i intrygującego Jonathana Pryce’a, którzy pokazują w tym filmie swój talent w pełnej okazałości. I co ważne, czuć między nimi chemię. Ciekawą postacią jest też podstępny dziennikarz pracujący nad biografią Castlemana, Nathaniel Bone, którego wspaniale zagrał Christian Slater.

No i ciekawostka. Bohater filmu otrzymuje Nagrodę Nobla w 1993 r. Jest to rok, kiedy prezydentem USA zostaje Bill Clinton. W „Żonie” jest niezwykle wymowna scena. Kiedy wybucha wiadomość o nagrodzie dla Castlemana, trafia on na okładki gazet. I, jak mówią w filmie, „zdejmuje z okładki” właśnie Clintona. Ot, taka aluzja do Billa i Hillary.

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, gpcodziennie.pl

#żona #Glenn Close #dramat #recenzja

Anna Krajkowska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo