Gawor - szefowa Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu m. st. Warszawy - była podporucznikiem MO, absolwentką Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Feliksa Dzierżyńskiego oraz pracownikiem Departamentu PESEL MSW. Objęła ją ustawa dezubekizacyjna pozbawiająca SB-eków przywilejów emerytalnych – pisał Sławomir Cenckiewicz w "Gazecie Polskiej".

Według informacji "Gazety Polskiej" Ewa Gawor, która rozwiązała Marsz Powstania Warszawskiego organizowany przez środowiska narodowe, ukrywała fakt, że była funkcjonariuszem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Czesława Kiszczaka. Zgodnie z informacjami udostępnionymi w mediach społecznościowych przez szefa Wojskowego Biura Historycznego Sławomira Cenckiewicza, Ewa Gawor była w Departamencie PESEL MSW w latach 1979-1990, a w 1988 r. miała ukończyć Wyższą Szkołę Oficerską im. Feliksa Dzierżyńskiego w Legionowie.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Gazeta Polska" UJAWNIA: urzędniczka, która rozwiązała Marsz Powstania Warszawskiego, była funkcjonariuszką Kiszczaka!

Historyk wojskowości, dr Lech Kowalski, który miał styczność z Ewą Gawor, wyjaśnił, że poznał ją w 2001 r.

Byłem już drugi raz poza wojskiem, szukałem pracy. Trafiłem do agencji ochrony Solid Security. Będąc szefem tego pionu szkolenia musiałem stykać się z takimi instytucjami jakie reprezentowała pani Ewa Gawor. Widziałem ją tylko w otoczeniu ludzi byłych służb specjalnych. Przez całą dekadę innych ludzi wokół niej nie widziałem – mówił gość red. Stankowskiego. Po transformacji 1989 r. rynek związany z bezpieczeństwem państwa był opanowany przez ludzi byłych służb bezpieczeństwa. SB-ecy byli na tym rynku szkoleniowcami, egzaminatorami. Gen. Zbigniew Nowicki opracował ustawę o ochronie osób i mienia. On był ojcem tej ustawy – mówił na antenie Telewizji Republika.

Historyk dodał, że "pani Gawor dotarła na wyżyny".

Jest to bardzo zorganizowana i przebiegła osoba. Wykonywała dziesiątki telefonów do różnorakich osób, by otrzymać wsparcie. Ona do dzisiaj odwołuje się do okresu kiedy prezydentem Warszawy był śp. Lech Kaczyński – mówił.

Jego zdaniem "tam gdzie partia, tam gdzie PO sprawuje władzę (Wrocław, Gdańsk) są tacy sami ludzie jak pani Gawor".

Oni mają władzę absolutną. Pani Gawor może wykluczyć dowolnego specjalistę z instytucji centralnej jeśli nie będzie jej się podobał. Ona może rozdawać karty – dodał.