Przypomnijmy, dziś Sąd Najwyższy przedstawił pięć pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE oraz zawiesił stosowanie przepisów ustawy o SN, określających zasady przechodzenia sędziów tego sądu w stan spoczynku. Choć "zawiesił" to zbyt mocne słowo, bo według wielu prawników taka sytuacja nie może mieć miejsca. Podobnego zdania jest Barbara Bartuś, poseł Prawa i Sprawiedliwości, prawnik. Rozmawialiśmy z nią o decyzji SN i potencjalnych powodach działania sądu. Nasza rozmówczyni to z wykształcenia prawnik, absolwentka wydziału prawa na Uniwersytecie Rzeszowskim.

- Widać jak konieczne są zmiany w polskim sądownictwie. Dziś opozycja krzyczy o upolitycznieniu sądów, a tak naprawdę sądy były polityczne i boją się, żeby ich nie odpolitycznić. Dla mnie kuriozalne są zachowania Sądu Najwyższego. Były już wyroki, z którymi trudno się zgodzić, ale w tym momencie to brak słów po prostu - mówi poseł Bartuś.

Pytamy więc wprost: czy w polskim prawie istnieje możliwość, by Sąd Najwyższy zawiesił stosowanie przepisów obowiązującej ustawy? Poseł Barbara Bartuś nie ma wątpliwości. Jak mówi...

Sąd jest od stosowania prawa, a nie od oceny czy zawieszania, bo takiej możliwości nie ma. Jeżeli ustawa została przez parlament uchwalona, jeżeli prezydent ją podpisał, jeżeli została w dzienniku ustaw ogłoszona to ustawa obowiązuje, może ją tylko uchylić Trybunał Konstytucyjny w odpowiednim trybie. Nie może Sąd Najwyższy oceniać sobie ustaw. To jest właśnie niezależność, to jest trójpodział władzy.

Niektórzy twierdzą, że decyzja Sądu Najwyższego to desperacja próba obrony stanowiska przez Małgorzatę Gersdorf - byłą pierwszą prezes Sądu Najwyższego, która wciąż uważa się za pierwszego prezesa, choć na mocy ustawy została przeniesiona w stan spoczynku ze względu na wiek.

Jeżeli pani Gersdorf twierdzi, że jest nadal pierwszą prezes Sądu Najwyższego, jeżeli ona nie zauważa, że Konstytucja wprost odsyła do ustaw, która reguluje pracę Sądu Najwyższego, to nie wiem co robi tytuł profesorski przed nazwiskiem. Jeżeli sędziowie w Sądzie Najwyższym nie zauważają przepisów i jeżeli się do nich nie stosują, to naprawdę jest jeszcze dużo w Polsce do zrobienia.

- kończy Barbara Bartuś.