- Niemcy są już praktycznie przyzwyczajone do krytycznych uwag prezydenta USA Donalda Trumpa pod swoim adresem - oświadczyła minister Ursula von der Leyen przed szczytem NATO w Brukseli.

- Radzimy sobie - dodała niemiecka polityk.

Przecząco odpowiedziała przy tym na pytanie dziennikarzy o to, czy czuje się niesprawiedliwie wybrana przez Trumpa jako "cel" wśród ministrów obrony państw NATO.

Podczas spotkania przed szczytem w Brukseli z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem amerykański prezydent po raz kolejny skrytykował kraje sojusznicze za zbyt niskie wydatki na obronność. Ocenił, że wzrost tych nakładów w 2017 roku o 40 mld dolarów w porównaniu z rokiem 2016 jest niewystarczający oraz "nie fair wobec podatników w USA", ponoszących nieproporcjonalnie duże jego zdaniem koszty udziału w NATO.

Trump oświadczył też, że USA chronią kraje europejskie takie jak Niemcy i Francja, podczas gdy Berlin "zawiera umowy na rurociągi z Rosji, wpłacając do jej skarbca miliardy dolarów", stając się "zakładnikiem Rosji".

Także do tej wypowiedzi odniosła się niemiecka minister obrony i stwierdziła, że dobre stosunki należy utrzymywać zarówno z sojusznikami, jak i przeciwnikami.

- Niewątpliwie mamy z Rosją wiele problemów. Z drugiej strony, bez wątpienia należy utrzymać kanał komunikacji między krajami czy sojuszami a przeciwnikami - powiedziała von der Leyen.