Premier Mateusz Morawiecki zabrał dziś głos w debacie plenarnej Parlamentu Europejskiego na temat przyszłości Unii Europejskiej. Szef polskiego rządu, po swoim wystąpieniu, odpowiadał na pytania europosłów, m.in. dotyczące reformy Sądu Najwyższego.

Ostatecznie jednak szybko wyszło na jaw, że przeciwnikom polskiego rządu nie chodzi o wysłuchanie drugiej strony sporu, lecz o atakowanie. Kilku europolityków doprowadziło sytuację do absurdu!

Najbardziej kuriozalnie zabrzmiała wypowiedź niemieckiego europosła przewodniczący grupy poselskiej Europejskiej Partii Ludowej w PE, Manfreda Webera. Stwierdził on, że „jeśli Polska sama nie zadba o swoje osiągnięcia, to UE zrobi to za nią”

- relacjonuje M. Kożuszek i ujawnia przykład wręcz paranoidalnego strachu europolityka przed… Polakami.

Weber skarżył się też, że wcześniej unikał wypowiedzi w sprawie Polski, bo bal się, że będzie prześladowany jako Niemiec

- zaznacza dziennikarz.

Weberowi wtórował europoseł Udo Bullman, także podkreślający fakt, że jest Niemcem, który jednak „tak mocno” zaangażował się w polskie sprawy, że sędzię Gersdorf przedstawił jako prezes... Trybunału Konstytucyjnego

- ironizuje Kożuszek.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wiceszef MSZ: Unia Europejska, mimo błędów, nie wyciągnęła wniosków i nie nauczyła się słuchać

Jak dodaje, debata była w rażący sposób jednostronna. 

A gdy europoseł PiS prof. Ryszard Legutko mówił o deficytach demokracji w UE, Włoch, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antoni Tajani zabrał głos, strofujący polskiego europosła przez kilka minut

- mówi nasz wysłannik do Strasburga.

Na sali było jednak więcej przykładów bezczelnego zachowania wobec Polski.

CZYTAJ WIĘCEJ: Za chamstwo i łgarstwa Verhofstadt musi odpowiedzieć. Jest reakcja europosłów PiS