Szef sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych Arkadiusz Czartoryski odniósł się dzisiaj w rozmowie z PAP do nasilającego się ostatnio problemu pożarów składowisk odpadów. Przyznał, że problem jest "międzyresortowy" i powinny się nim zainteresować wszystkie władze - od samorządowych do państwowych.

Według danych Ministerstwa Środowiska, w tym roku odnotowano już 63 pożary wysypisk i składowisk śmieci i odpadów. 27 zakwalifikowano jako duże i bardzo duże. Dla porównania: w całym ubiegłym roku Państwowa Straż Pożarna zanotowała 37 takich zdarzeń.

- Myślę, że warto przy tej okazji uświadomić sobie, jaką mamy sytuację w Polsce w warunkach przepisów, które weszły jeszcze wiele lat temu w czasach rządów PO, w której to sytuacji w Polsce pojawiła się masa firm komercyjnych zajmujących się zagospodarowaniem odpadów

 - powiedział Czartoryski.

Zwrócił uwagę, że podczas przetwarzania odpadów komunalnych zawsze "pozostaje tzw. reszta", czyli odpady, które nie nadają się do przetworzenia i trzeba je składować. Jak dodał, za odebranie tony takich odpadów właściciele składowisk na wschodzie Mazowsza płacą około 270 zł.

- Składowanie z kolei takiej frakcji też jest bardzo kosztowne, bo wnosi się lokalne opłaty środowiskowe

 - mówił.

- Dlatego uważam, że akurat zagospodarowanie, segregowanie odpadów powinno być pod niezwykle silnym nadzorem lokalnej opinii samorządowej, opinii publicznej i rzucenie tego kilka lat temu na rynek komercyjny może skutkować tego typu problemami, które obserwujemy na ekranach telewizorów

 - powiedział Czartoryski. Dodał, że z rozmową na temat przyczyn ostatnich pożarów należy poczekać na "efekty śledztw".

- Wyobrażam sobie taką sytuację, że na to wysypisko mogą wchodzić osoby zbierające odpady, różni ludzie, którzy mogą zaprószyć ogień, ale też nie wykluczam, że mogą to być podpalenia celowe

 - powiedział.

Jego zdaniem rozwiązaniem problemu mogłoby być ułatwienie samorządom pozyskiwania funduszy na tworzenie instalacji zagospodarowania odpadów, bo instalacje samorządowe łatwiej kontrolować. Wskazał, że podobne rozwiązanie zastosowano w Ostrołęce, gdzie cały proces od odebrania odpadów przez ich segregację po utylizację w całości podlega miastu.

- Długo się nad tym zastanawialiśmy, jak w moim mieście, w Ostrołęce, rozwiązać tego typu problem, i myślę, że można to rozwiązać, bo Ostrołęka ma zarówno firmę miejską, komunalną, która zbiera odpady z miasta, następnie mamy duży zakład segregacji i utylizacji odpadów komunalnych, czyli tzw. RIPOK - Regionalną Instalację Przetwarzania Odpadów Komunalnych, i na końcu też miasto jest właścicielem składowiska odpadów. Ciekawostką jest, że w regionie jesteśmy najtańsi

 - mówił Czartoryski.

Podkreślił, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu poruszy sprawę importowania odpadów do Polski. Będzie pytał m.in. o to, ile odpadów trafia do Polski na tle innych krajów europejskich, np. Rumunii i Ukrainy.

Czartoryski zwrócił uwagę, że kiedy płoną składowiska odpadów, "nie widać organizacji ekologicznych". Dodał, że podobnie było podczas zrzutu ścieków do Motławy.

- O ile mamy sytuację taką, kiedy instytucja rządowa, państwowa rozwiązuje pewne problemy środowiskowe, to organizacje ekologiczne rzucają się dosłownie wściekle. Od razu przychodzi mi na myśl, że są to powody polityczno-ideologiczne. Natomiast kiedy mamy taką sytuację, kiedy np. komercyjna firma, która nie poradziła sobie z oczyszczalnią ścieków w Gdańsku i wylewają się tony kloaki do Motławy, a z kolei Motławą do Zatoki Gdańskiej, to nie widziałem organizacji ekologicznych. Podobnie jest w przypadku pożarów odpadów

 - mówił Czartoryski.