Jest kilka zabawnych momentów, jak choćby początek filmu. Oto czterdziestoletni Adrien (Vincent Elbaz) wraca do domu po kolejnej mocno zakrapianej imprezie i niczym pijany nastolatek kompletnie nie kontroluje swojego zachowania (m.in. sika do łóżka). Nieodpowiedzialności męża ma już dość Maude (Laurence Arné), która postanawia wziąć z nim rozwód. Adrien jednak wciąż kocha żonę i próbuje w nieoczywisty sposób udowodnić jej, że oboje są jak dwie połówki pomarańczy, a raczej jak yin i yang. Ona poważna, on nierozważny. Ona odpowiedzialna, on po prostu cool (fajny). Kiedy on na złość jej zakłada domowe przedszkole, okazuje się, że opieka nad dziećmi wcale nie jest prosta. Rozrywkowy opiekun nie radzi sobie w niektórych sytuacjach. Niestety reżyser i scenarzysta filmu Maxime Govare nie rozwinął bardziej postaci Adriena, a pole do popisu było tu ogromne. Doskwiera brak zabawnych dialogów między opiekunem a gromadką kilkulatków, tak jak choćby w filmie „Gliniarz w przedszkolu”.

Główny bohater, którego widzimy niemal non stop z papierosem w ręku, po dłuższym czasie zaczyna męczyć. Tymczasem show kradną urocze, naturalnie spontaniczne dzieci. Bawią w scenach z przedstawieniem dla rodziców czy z wyjściem na spacer. W efekcie „Daddy cool” jest bardziej komedią romantyczną niż komedią. To dobry film na wieczór na zasadzie obejrzeć – zapomnieć.