Według funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który zajmował się aferą Amber Gold, służba miała związane ręce, jeśli chodzi o badanie przejęcia przez Marcina P., szefa spółki, linii lotniczych OLT Express. To właśnie w spółkach powiązanych z Amber Gold pracował Michał Tusk, syn byłego premiera.

Małgorzata Wassermann, przewodnicząca sejmowej komisji śledczej, pytała funkcjonariusza w trakcie wczorajszego przesłuchania, czy to oznacza, że nad Michałem Tuskiem był rozłożony parasol ochronny.

Otrzymaliśmy polecenie, aby wstrzymać czynności operacyjne dotyczące Tuska. Powiedziano mi, że prokuratura sobie nie życzy, byśmy zajmowali się tym wątkiem, a jeśli nie zastosujemy się do poleceń, dostaniemy zarzuty za utrudnianie śledztwa

– przekonywał świadek. Wyjaśnił, że śledztwo w sprawie Amber Gold miała prowadzić prokuratura w Gdańsku.
ABW rozpoczęła realne, a nie symulowane działania wobec Marcina P., dopiero jesienią 2012 r., czyli po wybuchu afery. Tymczasem już dziewięć miesięcy wcześniej sporządzono notatkę, w której informowano o podejrzanej działalności Marcina P. Przypomnijmy, że wspomniana notatka została rozesłana do najważniejszych osób w państwie.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"