Tydzień po poszukiwaniach czterech imigrantów, którzy napadli na polską parę w Rimini, udało się ich zatrzymać. Jak pan oceni działanie włoskiej policji? 
W przypadku tego typu brutalnych przestępstw powinno się działać błyskawicznie. Już po 24–48 godzinach należałoby takich sprawców ująć. Jednak Włochy są specyficznym państwem. Jest tam wielu imigrantów z Afryki, być może z tego powodu poszukiwania trwały ponad tydzień. Należy również podkreślić, że gdyby nie naciski naszego Ministerstwa Sprawiedliwości na Włochów, śledztwo mogłyby się toczyć jeszcze dłużej. Dopiero po informacji o tym, że na miejsce przyjedzie polski zespół, nastąpiła jego intensyfikacja. Wiele teraz będzie zależało od tego, czy ofiary rozpoznają sprawców. Po szoku, jakiego doznały, może to być trudne. Natomiast zapisy z monitoringu, jakie niedawno opublikowano, nie były zbyt czytelne. Na ich podstawie można uzyskać jedynie informacje o wzroście czy budowie ciała i w ten sposób zawęzić grono podejrzanych. 

Na miejscu, oprócz włoskiej policji, działał również polski zespół. Dlaczego oba kraje nie pracowały w ramach jednego zespołu? 
O tym mówią przepisy. Nie mamy z Włochami podpisanej żadnej umowy, więc to oni są gospodarzem śledztwa. Ale nie można zarzucić im, że nam nie pomagali. Udostępniali bowiem wszystkie potrzebne informacje i dokumenty. 

Na policję zgłosiło się dwóch nieletnich Marokańczyków związanych z mafią narkotykową. Czy nie wzbudza to pana wątpliwości co do tego, kim byli sprawcy ataku na Polaków?  
Oczywiście zdarzają się przypadki, że sprawcy są podstawiani. To znaczy niewykluczone jest, że mafia narkotykowa zapłaciła rodzicom, by ci wydali dziecko policji, które z przestępstwem nie ma nic wspólnego. Możliwe jest również to, że nieletni popełnili przestępstwo, ale to ich szefowie, po różnych układach z policją, kazali im się przyznać. Przypadki podstawiania przestępców zdarzały się również w Polsce. Wyroki odsiadywano po zawartych ugodach. W świecie mafijnym czasem lepiej wydać osoby, które mogą liczyć na łagodniejszy wymiar kary, ten przysługuje np. nieletnim. Policjant musi być podejrzliwy w każdym wypadku, również wtedy, gdy potencjalny sprawca zgłasza się sam.

Więcej na temat wydarzeń w Rimini w dzisiejszym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”.