„Dunkierka” Christophera Nolana z mocą torpedy wyprzedza kultowe filmy wojenne. Nolan ze znaną sobie bezwzględnością wobec widza nie tylko topi swoich aktorów w płonącym morzu (dosłownie), lecz także pokazuje dramat żołnierzy, którzy choć niemal widzą na horyzoncie swój dom, wiedzą, że do niego nie powrócą.

Koniec maja 1940 r. Plaża w północnej Francji. Żołnierze brytyjscy, francuscy i belgijscy spychani przez Niemców tłoczą się na plaży w Dunkierce. Linia frontu utrzymywana jest z wielkim trudem. Plan ewakuacji przez morze do Wielkiej Brytanii będzie krwawą walką o przetrwanie. Niemcy sukcesywnie zrzucają na plażę bomby i pociski artyleryjskie. Alianci są w pułapce. Bombowce niemieckie z łatwością niszczą odpływające z żołnierzami brytyjskie statki wojenne. Szukając skutecznego sposobu na przerzucenie żołnierzy, Brytyjczycy do akcji ewakuacyjnej używają niemal każdej cywilnej łajby. Tak ocaleje blisko 340 tys. żołnierzy sił alianckich.

 „Dunkierka” to kino łączące naturalizm z patosem. Przy Nolanie Hitchcock ze swoją teorią o narastającym napięciu mógłby zająć się kinem familijnym. Po seansie w uszach długo jeszcze słychać świst zrzucanych bomb i jęki ginących w wodzie i na lądzie żołnierzy. Reżyser sprawia wrażenie, jakby chciał, by jego żołnierze ginęli jakoś „bardziej” niż ci 77 lat temu. Krwawa jatka, jaką urządza na planie, zdaje się artystyczną wizją piekła. Nolan nie zapomina bowiem, czym jest szok po bombardowaniach i z jakimi problemami psychicznymi boryka się żołnierz na froncie. Tak umęczonych wojaków umieszcza w tonących statkach, następnie wycelowuje w nich torpedę, a potem jeszcze podpala plamę ropy pływającej na tafli morza, w którym toną. W tak totalnej wersji kina wojennego trudno rozstrzygnąć, czy jest to już epatowanie brutalnością wojny, czy jednak banalna próba odwzorowania koszmarnych realiów tamtych czasów i akcji znanej z kart historii jako operacja „Dynamo”. Wiadomo jednak, że Christopher Nolan porusza się w tak brutalnych klimatach nie tyle z lekkością, ile wręcz z nonszalancją. 

Więcej na ten temat w weekendowym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie".