Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Tomasz Sakiewicz,
18.12.2012 07:27

Salon strzelił sobie w kolano

Obecna nagonka na Jarosława Kaczyńskiego jest przekroczeniem kolejnej, do tej pory nienaruszanej, granicy. To, że kilka mało znaczących postaci po raz pięćsetny ogłasza jego polityczny koniec, świadczy o potężnym zdenerwowaniu obozu rządzącego r

Obecna nagonka na Jarosława Kaczyńskiego jest przekroczeniem kolejnej, do tej pory nienaruszanej, granicy. To, że kilka mało znaczących postaci po raz pięćsetny ogłasza jego polityczny koniec, świadczy o potężnym zdenerwowaniu obozu rządzącego rosnącymi sondażami PiS. Jednak podważanie działalności z okresu stanu wojennego do tej pory nie należało do stałego repertuaru. Powód był dosyć przyziemny, ale oczywisty. Uchodząca dzisiaj za jądro Solidarności ekipa Geremka, Michnika i Kuronia została w 1981 r. mocno zmarginalizowana w demokratycznych wyborach w związku. To właśnie środowisko „Głosu” i inne, dzisiaj można powiedzieć prawicowe ośrodki zdominowały ówczesną Solidarność. Dopiero lata po stanie wojennym, kiedy komunistyczna machina zniszczyła istniejące struktury, a za partnera wybrała sobie niemającą w Solidarności poparcia korowską lewicę, sprawiły, że Michnik urósł do rangi guru dawnej opozycji. Gloryfikując Michnika, zapomniano o dziesiątkach ryzykujących życie, a co dzień długoletnie więzienie przywódców Solidarności i wielu takich jak Jarosław czy Lech Kaczyńscy, tworzących zaplecze dla działalności tajnych struktur związku. Rozpoczęcie wojny na życiorysy może jednak paru osobom się nie opłacić.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej