W ubiegłym tygodniu premier Tusk ogłosił w Sejmie, że podbija stawkę, o którą gra Polska w przyszłym budżecie UE, z 300 do 400 mld zł. Wcześniej mówił tylko o funduszach spójności, a teraz chodzi prawdopodobnie o całość środków z UE, w tym także na rolnictwo. Zgodnie z wcześniejszymi zasadami Polska powinna dostać na rolnictwo co najmniej 170 mld zł. Gdyby więc uwzględnić wyrównanie dopłat dla rolników do średniej europejskiej, to powinniśmy dostać z UE 500 mld zł. Komentatorzy zwracają uwagę, że zapowiedź Tuska, iż będzie walczył o 400 mld zł, jest tylko PR-owską sztuczką i co gorsza zdradza to nasze stanowisko przed rozpoczęciem rozmów. Skoro Tusk walczy o 400 mld zł, to nie powinniśmy się spodziewać, że dostaniemy więcej.
Poseł PiS Krzysztof Szczerski ocenił taktykę negocjacyjną rządu Tuska jako „amatorską”. Przejawem tego jest zbyt szybkie ujawnienie, że Polska nie skorzysta z prawa weta, co pozbawia nas istotnego argumentu w rozmowach. Błędem było też publiczne ogłoszenie kwoty 400 mld zł – niższej niż Polsce się należy. Poseł zwraca uwagę, że jesteśmy na równi pochyłej, bo każda kolejna propozycja z Zachodu przewiduje większe cięcia budżetu. Ostrzega też, że premier może chcieć ratować 300 mld zł obiecanych na politykę regionalną, nawet kosztem polityki rolnej. Jest to też rozgrywka w koalicji rządzącej, na politykę regionalną stawia PO, a przeciw obcięciu funduszy dla wsi jest zdecydowanie PSL.
Propozycja przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya, rozesłana poprzedniej nocy do państw członkowskich, będzie podstawą dalszych negocjacji aż do szczytu przywódców UE w przyszłym tygodniu. Propozycja zakłada cięcia w wysokości ok. 75 mld euro w stosunku do ubiegłorocznej propozycji KE, która przewidywała budżet w wysokości mniej więcej biliona euro. Niemcy i Francja domagały się w nim cięć w wysokości ok. 100 mld euro, a Wielka Brytania nawet 200 mld euro. Propozycja Van Rompuya przewiduje mniejsze wpłaty do unijnej kasy ze strony płatników netto, w tym Wielkiej Brytanii, Niemiec, Holandii i Szwecji, a także przywileje dla państw, które dotknęła recesja, a więc Grecji i Portugalii.
Propozycja Van Rompuya przewiduje też limit dostępu do funduszy spójności dla danego kraju do 2,4 proc. jego PKB. Dawałoby to Polsce możliwość starania się o blisko 74 mld euro z tych funduszy. W zamian Van Rompuy chce cięć we Wspólnej Polityce Rolnej i to aż o 22 mld euro. Aż o 7 mld euro mają się zmniejszyć dopłaty na rozwój obszarów wiejskich.
Premier Tusk uznał, że propozycja Van Rompuya „nie jest dramatycznie zła” i że przewidziane w niej cięcia są rozłożone bardziej proporcjonalnie na różnych projektach, co dla Polski – głównego beneficjenta funduszy spójności – ma być korzystne. Równocześnie dał do zrozumienia, że propozycja ta nie ma wielkiego znaczenia, bo „będzie podlegała maglowi” na szczycie UE, a „efekt spotkania będzie na pewno odmienny od tej propozycji”.
