Któż mógł przypuszczać, że w III RP znów sprzedadzą się nam postać z gumy, rozciągliwej, w pakiecie z historyjkami? Dzisiejszy Donald jest tak podobny do swojego pierwowzoru sprzed lat, że mógłby fizycznie występować w kreskówkach. Mimo to do 2007 r. przegrywał wszystko, co było do przegrania. Nawet wśród politycznych gangsterów prezentował się jak popychadło. Gdy w czasie nocnej zmiany wypowiadał frazę: „Panowie, policzmy głosy”, trudno było dosłyszeć, co tam mruczy pod nosem. Pamiętam, że kiedy w 2005 r. przegrał teoretycznie wygrane wybory prezydenckie, było mi go autentycznie żal. Starał się, żądza władzy kipiała w nim jak wrzątek w czajniku, miał za sobą całą okrągłostołową wierchuszkę i speców od reklamy, a Polacy wciąż kierowali się zdrowym rozsądkiem. Może byłoby lepiej dla niego, myślałem wtedy, gdyby wycofał się z polityki i bez reszty poświęcił się zbieraniu fotografii niemieckiego Gdańska. Jego albumy były naprawdę niezłe.
Czy Donald dojrzał do władzy? Nabrał charyzmy? Z dnia na dzień stał się politykiem z krwi i kości? Nic z tych rzeczy. Zaczął święcić triumfy właśnie dlatego, że pozbył się resztek charakteru, stając się jeszcze bardziej nijaki. To kultura III RP dojrzała, a raczej nie dojrzała do Donalda. Zinfantylizowała się do tego stopnia, że Donald zaczął do niej idealnie pasować. Gdyby nie było Donalda na świecie, wymyśliłyby go tabloidy. Ale Donald się znalazł, razem z całą swoją rodziną: uśmiechniętą Małgorzatą, blogerką Kasią i japiszonem Michałem. Również partia Donalda, gromadząca ludzi bez właściwości (dość wspomnieć Radka z Twittera), doskonale wpisała się w świat skrojony na miarę celebrytów. Historyjki kolportowane w pakiecie z Donaldem, zasadniczo optymistyczne, miały tylko dwóch negatywnych bohaterów: braci Kaczyńskich.
Jak dowodzą ostatnie sondaże, Donald nie jest wieczny. Skończy jak guma do żucia. Wypluty przez swoich wyznawców, jeszcze przez pewien czas będzie kleił się do butów, ale jego los wydaje się przesądzony. Sęk w tym, że wraz z Donaldem nie ustanie donaldyzm. Twórcy kreskówek zapewne już szykują nam nowego superbohatera i nowe historyjki. Żeby trwale zmienić Polskę, nie wystarczy na krótką metę korzystać z politycznego przesilenia. Trzeba walczyć z fabryką Donaldów, którą jest kultura III RP. To zadanie na lata, bo celebrytyzm i historyczny analfabetyzm rozpleniły się nad Wisłą jak plagi egipskie.
Niezależnie od rozwoju sytuacji politycznej czeka nas żmudna praca. Musimy kontynuować budowę kultury, w której świat tabloidów znajdzie się na właściwym miejscu – w kąciku rozrywki. Jesteśmy zobowiązani wyznaczyć granicę między rzeczywistością a kreacją, oczyścić język z postmodernistycznej fikcji, wcielić w polskie życie wartości II RP i niepodległościowej emigracji.
Czytanie poezji czy chodzenie do teatru nigdy nie będzie powszechne, jednak powinno kojarzyć się ze społeczną nobilitacją. W poważnej kulturze ludzie z gumy kariery nie zrobią. No, chyba że na zasadzie Nikodema Dyzmy.