Jakie są najważniejsze tezy raportu „28 miesięcy po Smoleńsku” opublikowanego wczoraj przez zespół parlamentarny?
Nie sposób wymienić wszystkich tez, ponieważ jest ich blisko pięćdziesiąt. Niemniej nie ma wątpliwości, że od strony politycznej najważniejsze jest to, że udało się nam udowodnić, jak rząd i urzędnicy pana Donalda Tuska bezpośrednio współpracowali z rosyjskim rządem oraz jak gotowi byli wszystko poświęcić, byleby tylko nie doprowadzić do spotkania prezydenta Lecha Kaczyńskiego z premierem Władimirem Putinem. Ten cel był, jak się okazało, wart wszelkich zaniechań i zaniedbań. To nie tylko odpowiedzialność polityczna, ale także karna głównie Donalda Tuska. Istotne, że analiza, którą przedstawiliśmy w raporcie, bazuje przede wszystkim na materiałach zebranych przez polską prokuraturę, m.in. na zeznaniach członków rządu i administracji. Paradoksalnie głównymi oskarżycielami współwinnych katastrofy są ich własne słowa.
A strona techniczna przebiegu wydarzeń?
Przy analizie technicznej korzystaliśmy z wiedzy i pracy ekspertów zespołu, który szczegółowo przeanalizował lot, a zwłaszcza jego ostatnie sekundy. To wysiłek m.in. prof. Wiesława Biniendy, prof. Kazimierza Nowaczyka, dr. Grzegorza Szuladzińskiego czy dr. Wacława Berczyńskiego zapoczątkował badanie naukowe przyczyn katastrofy. W raporcie pojawiają się nowe ustalenia dotyczące m.in. losów lewego skrzydła Tu-154M.
Po raz pierwszy w takim wymiarze prezentujemy analizę miejsc, w których upadły szczątki samolotu. Te nowe dane zawdzięczamy jednemu z ekspertów zespołu. Nie chcę jednak podawać jego nazwiska, gdyż na tle ostatnich wydarzeń trudno się dziwić, że boi się ujawniać swojej tożsamości.
Eksperci zespołu bazowali głównie na danych przedstawionych w raporcie MAK oraz komisji Millera.
Otóż to. Potrzeba ogromnej dozy bezczelności, żeby twierdzić, iż samolot uderzył w brzozę, a równocześnie podawać w załącznikach do raportu liczby wskazujące, że tupolew przeleciał wiele metrów nad brzozą. To wina zadufania urzędników, którzy mają świadomość, że roztoczono nad nimi parasol ochronny. Zbudowano system powszechnego zastraszania i rozpowszechniania kłamstwa. Gdyby nie obietnica bezkarności, Jerzy Miller nie zdecydowałby się na parafowanie tak absurdalnych tez. To teza, która powinna się znaleźć w raporcie. Być może powinna być wręcz tezą tytułową.
Po lekturze raportu wielu Czytelników może zapytać, dlaczego raport jest zatytułowany „28 miesięcy po…”, a nie „Zamach w Smoleńsku”?
Jesteśmy zespołem parlamentarnym, który bada przyczyny polityczne i techniczne, ale nie stawia ostatecznych tez. Ponieważ mamy jednoznaczny materiał dowodowy, wskazaliśmy, że do rozpadu samolotu doszło w powietrzu na skutek dwóch wstrząsów i eksplozji. Jeżeli będziemy mogli przedstawić nazwiska osób, które za to odpowiadają, niewątpliwie to zrobimy. Jak na razie nasi eksperci wciąż pracują, rozważając różne możliwości przyczyn eksplozji na pokładzie tupolewa. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku będziemy w stanie przedstawić pełny raport, w którym znajdą się odpowiedzi na te pytania.
