Na stronach internetowych „Gazety Wyborczej” można zobaczyć 72-minutowe przedstawienie teatralne oparte na tekście Radosława Paczochy. Głównymi bohaterami są trzej kibice – dwudziestolatkowie z małego miasteczka, którzy pod wpływem narkotyków zabijają dwie przypadkowe osoby, za co trafiają do więzienia. Tekst Paczochy jest tak słaby, że recenzując jego gdańską inscenizację, autor „Gazety Wyborczej” Mirosław Baran napisał w styczniu: „»Faza delta« to jeden z najgorszych spektakli Wybrzeża (Teatru Wybrzeże w Gdańsku – przyp. red.) ostatnich lat”. I zdefiniował przyczyny tej klęski: „U podstaw porażki »Fazy delta« leży porażająco niedobry tekst Radosława Paczochy”. Internetową wersję „Fazy delta” wyreżyserował dyrektor warszawskiego Teatru Powszechnego Robert Gliński. Również on nie wycisnął z tego tekstu nic poza nieznośnie banalnym przesłaniem: używki szkodzą, i to bardziej innym niż samemu zażywającemu.
Inscenizacja Glińskiego jest nieśmieszna. Skrajnie sztuczna. Aktorzy nie mówią i nie zachowują się jak ludzie naćpani, używają słów nieużywanych w języku ulicy. Autorowi dialogów wydawało się chyba, że wystarczy, by co trzecie słowo zaczynało się na „k”, żeby przedstawić specyfikę kibolskiej grypsery. Zamiast dobrze sfotografowanego żywego języka – jak np. u Masłowskiej – słyszymy frazy pokazujące jedynie, jak inteligent wyobraża sobie kibolski slang.
Postaci poprowadzone są nieudolnie. Najwyraźniej widać to w całkowicie niewiarygodnej psychologicznie scenie, gdy trzy osoby przyjmują za swoją wersję mordercy, zupełnie nielogiczną. Aktorzy są bezradni wobec tekstu. Próbują ratować spektakl na różne sposoby. Ale „Fazy delta” nie dało się uratować.
I można by na tym zakończyć, a nawet zapytać, po co pisać o kolejnym nieudanym przedsięwzięciu teatralnym. Otóż istotą całego tego wydarzenia jest próba wykorzystania spektaklu przez propagandystów. Próbowano wpisać go w akcję skierowaną przeciwko środowiskom kibiców. Promocją sterowano w taki sposób, że np. na stronie internetowej Polskiego Radia w rubryce „Najczęściej czytane” pierwsze miejsce zajmował tytuł „Kibole zabili na imprezie”, a zaraz pod spodem „Starcia Rosjan w Warszawie, polała się krew”. Tytuł „Kibole zabili na imprezie” odnosił się do sztuki Paczochy. Autorzy tytułów artykułów promujących sztukę w „Wyborczej” marzyli: „Będzie Sajgon”. Jednak Sajgonu nie było.
I dobrze, bo przesłanie „Fazy delta” Glińskiego jest proste. Żeby nie było żadnych wątpliwości, kto jest negatywnym bohaterem, ostatnie ujęcie internetowej inscenizacji „Fazy delta” w tle okraszone jest tłumem skandujących kibiców. Chwilę wcześniej morderca wygłasza zdanie, że „to wszystko”, czyli podwójne morderstwo, „się brało z poszukiwania prawa, ładu i sprawiedliwości na świecie”. Morderca. Ład. Prawo i sprawiedliwość. Rozumiecie? Rozumiemy!
Czy nie należy robić sztuk o kibolach? Należy! Prymitywni ludzie istnieją. Czasami są również kibicami. Ale trzeba choćby spróbować odpowiedzieć na pytanie: skąd bierze się ta frustracja i agresja prowadząca do morderstwa. Zamiast tego mamy agitkę, prowokację. Czytelne stereotypy dla lemingów, tworzenie obrazu groźnego wroga. Na szczęście „Faza delta” jest klęską również jako prowokacja.
