Czy Tusk usłyszy zarzuty? Trzy śledztwa: Smoleńsk, Amber Gold, umowa SKW z FSB...

@EPP/twitter.com

Może lepiej, aby funkcje kierownicze w Unii Europejskiej pełnili ludzie, którzy nawet potencjalnie nie mogą mieć żadnych zarzutów, czy nie są prowadzone żadne śledztwa, w których się pojawiają – powiedział w wywiadzie portalowi onet.pl prezes PiS Kaczyński. Jako przykład przytoczył aferę Amber Gold, czy śledztwo ws. współpracy SKW z FSB.

Szef partii rządzącej został zapytany o możliwe zarzuty prokuratorskie dla Donalda Tuska.

Nie jestem ani prokuratorem, ani sędzią. (…) Nigdy nie przesądzałem tego. Mówiłem, że takie zarzuty mogą być. (…) Może lepiej, aby funkcje kierownicze w Unii Europejskiej pełnili ludzie, którzy nawet potencjalnie nie mogą mieć żadnych zarzutów, czy nie są prowadzone żadne śledztwa, w których się pojawiają. Natomiast nigdzie nie powiedziałem, że tak się stanie. Powiedziałem tylko i to podtrzymuje, że tak się może stać

– odparł J. Kaczyński.

„Równie dobrze prokuratura może żadnych zarzutów Tuskowi nie postawić? Czy jednak to pańskie „przypuszczenie” wynika z jakiejś wiedzy lub oceny opartej na faktach?” - dopytywali dziennikarze portalu.

Mam pewną wiedzę dotyczącą Smoleńska, a raczej do działań rządu po katastrofie. Mam także pewną wiedzę o sprawie Amber Gold… 

- odpowiedział prezes PiS.

"Że Tusk wiedział wcześniej o aferze, a nie zareagował? - pytali redaktorzy.

To jest przestępstwo urzędnicze art. 231 par. 1 kpk. - stwierdził polityk. - To jest oczywiste, że wiedział i nie zareagował. Tak zeznawał przed komisją śledczą choćby były prezes NBP Marek Belka

– tłumaczył prezes PiS.

Pojawił się też temat śledztwa dotyczącego współpracy SKW z rosyjskim FSB? "Prokuratura wzywa Tuska na przesłuchanie, a wedle naszej wiedzy może mu postawić zarzuty” – stwierdzili dziennikarze.

Jeżeli nie dochowano elementarnych zasad ostrożności, to jest to już sprawa bardzo poważna. I do tego trzeba postawić w ogóle pytanie: po co ta współpraca była?

- stwierdził prezes Kaczyński.
Źródło: onet.pl,niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

"Atak paniki": debiut gorący jak wulkan. RECENZJA

Kadr z filmu "Atak paniki" / mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

W „Ataku paniki” emocje bohaterów sięgają krawędzi, za którą czaić się może już tylko szaleństwo. Nic dziwnego, że kipiący od ekspresji debiut Pawła Maślony jest jednym z najgłośniejszych filmowych wydarzeń sezonu.

Maślona zawiązuje akcję w samym środku zdarzeń - bez ceregieli i na dzień dobry funduje widzom scenę samobójstwa jednego z bohaterów, by minuta po minucie intensyfikować napięcie jeszcze bardziej. Niemal równolegle toczy się kilka historii - zestresowana i ciężarna panna młoda (Julia Wyszyńska) nie może doczekać się męża, uzależniony od gier komputerowych kelner (znakomity Bartłomiej Kotschedoff) pada ofiarą ataku hakerskiego, wracające z wakacji małżeństwo (przezabawni Artur Żmijewski i Dorota Segda) zmaga się z natrętnym współpasażerem, a spragniona miłosnego spełnienia pisarka kryminałów (poruszająca rola Magdaleny Popławskiej) gaśnie w oczach, gdy kolejny mężczyzna odprawia ją z kwitkiem. Gdzieś w domu na przedmieściach, gdy dorośli imprezują, za ścianą nastolatkowie (a wśród nich Nicolas Przygoda znany z „Placu zabaw” Bartosza M. Kowalskiego) wyruszają w swój pierwszy trip po marihuanie, gdzie indziej młoda kobieta (Aleksandra Pisula), podczas spontanicznego spotkania z koleżankami, drży ze strachu przed tym, że wstydliwa prawda o jej karierze zawodowej ujrzy światło dzienne.

Każdy wątek, choć początkowo trudno to dostrzec, łączy się z resztą historii, a akcja została zbudowana w taki sposób, by widz czerpał przyjemność z domyślania się i samodzielnego odkrywania tych połączeń. Podobnie jak we wcześniejszej etiudzie Maślony pt. „Magma”, bohaterowie są doprowadzani na skraj załamania nerwowego, za którym może czaić się już tylko szaleństwo. Atmosferę narastającego napięcia doskonale buduje zarówno obsada (oprócz wymienionych już aktorów Maślona do współpracy zaprosił m.in. Grzegorza Damięckiego, Andrzeja Konopkę, Mirosława Haniszewskiego i Annę Romantowską), ciekawy montaż Agnieszki Glińskiej, jak i przyprawiająca o dreszcz niepokoju muzyka Radzimira Dębskiego.

W finale rodzi się nowy człowiek, którego pojawienie się niejako rekompensuje samobójstwo z pierwszej sceny filmu. Jak się okazuje, to tylko chwilowa ulga, bo ostatnie słowa, jakie padają w filmie, brzmią: „Nic już nie ma”. Debiutujący pełnometrażowo reżyser brawurowo rozprawia się z nękającymi dzisiejsze społeczeństwo „atakami paniki”, chociażby dotyczyły spraw pozornie tak błahych jak kiepski żart internetowego trolla. Wnioski, które wyciągamy z filmu Maślony są gorzkie i zabarwione nihilizmem, ale podane w tak zabawnej i atrakcyjnej formie, że podobnie jak niegdyś obrazy Marka Koterskiego, oprócz smutnej autorefleksji, wywołują uśmiech na twarzy.
 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl