Sukces geopolityki Lecha Kaczyńskiego

Trzy najważniejsze zadania geopolityczne Lecha Kaczyńskiego są właśnie realizowane. Pierwszym było pełne członkostwo Polski w NATO, czyli możliwość stacjonowania wojsk Paktu, ale przede wszystkim sił USA, w naszym kraju. Wiele wskazuje, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy pojawi się nad Wisłą około 10 tys. żołnierzy Sojuszu. To liczba na tyle duża, by odstraszać potencjalnego agresora. Tym bardziej że bazy zaopatrzenia umiejscowione w Polsce pozwolą przyjąć kolejne tysiące żołnierzy. Można mówić, że w tej dziedzinie w pełni powróciliśmy do programu Lecha Kaczyńskiego.

Bez wątpienia sukcesem jest uruchomienie gazoportu. To rządy PiS zainicjowały jego budowę i trzeba było odsunięcia PO od władzy, by gazoport wreszcie ruszył. Ok. 40 proc. potrzeb gazowych Polski można realizować przez tę instalację. Nic też dziwnego, że nowe władze uczciły gazoport imieniem poległego tragicznie prezydenta Polski. Na tym jednak nie kończymy walki o dywersyfikację dostaw paliw. Polska zwiększa możliwości własnego wydobycia i próbuje uruchomić gazociąg z Norwegii. To całkowicie uniezależni nas od dostaw rosyjskich.

Trzecim wielkim wyzwaniem polskiej geopolityki, która była wielką troską Lecha Kaczyńskiego, jest odbudowa koncepcji Międzymorza, obecnie nazywanej porozumieniem ABC: Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne. Z jednej strony aktywnie uczestniczą w tym projekcie kraje natowskie, z Polską i Rumunią na czele, z drugiej – widać wyraźnie potrzebę włączenia w ów projekt Ukrainy, Mołdawii i Gruzji. Wszystkie te państwa są ofiarą napaści bądź znajdują się w poważnym zagrożeniu militarnym ze strony Rosji. Odbudowa więzów regionalnych pod patronatem USA to było główne zadanie polityki Lecha Kaczyńskiego.

Na niszczeniu tych więzów koncentruje się obecnie prorosyjskie lobby w Polsce, na Ukrainie i w Europie Środkowej. Wystarczy poprzeć koncepcję Międzymorza, by usłyszeć, że jest się banderowcem. Dokładnie takie zalecenia wysyłały rosyjskie służby do swoich agentów i lobbystów w Europie, a nawet USA. Poparcie dla pronatowskiej polityki w myśl tych zaleceń oznaczać ma uległość wobec lobby żydowskiego. Ten stary repertuar rosyjskiej propagandy jest dzisiaj wyciągany jako główna broń przeciwko podstawowym interesom polskiej polityki zagranicznej. Tu wyraźnie chcę zaznaczyć, że jestem największym zwolennikiem wyjaśnienia i potępienia ludobójstwa na Wołyniu. Moja rodzina należała do ofiar ukraińskich nacjonalistów. Wystarczy choćby zapoznać się z historią męczeńskiej śmierci brata mojej babci, ks. Waleriana Raby. Nie życzę sobie jednak, by ich ofiara była obecnie wykorzystywana do szkodzenia Polsce. Ogromna aktywizacja środowisk podających się za patriotyczne ma na celu, używając sprawy walki z ukraińskim nacjonalizmem, zablokowanie realizacji najważniejszych geopolitycznych celów Polski. Rosjanie rękami pożytecznych idiotów chcą zablokować polskie ambicje na Wschodzie. Zauważyłem, że ostatnio sam stałem się ofiarą takiej nagonki. Mam zaszczyt być w dobrym towarzystwie, bo jedną z pierwszych ofiar tego typu działań był właśnie Lech Kaczyński. To jego politykę dzisiaj próbują podważać patrioci spod znaku Targowicy.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Imigracyjna ustawka

Porozumienie sprzed dwóch lat między UE a Turcją (Ankara w zamian za 6 mld euro nie wpuszcza do Europy uchodźców z Syrii i Iraku koczujących w Turcji) zostało zawarte w pośpiechu, byleby tylko zdążyć przed wyborami w trzech niemieckich landach, byleby pomóc wygrać tam CDU Angeli Merkel. Teraz mamy identyczną sytuację: Komisja Europejska zwołuje szczyt dotyczący imigracji po to, by rzucić koło ratunkowe pani kanclerz, z jednej strony podgryzanej przez rywali we własnej partii, z drugiej przez koalicyjną CSU, wreszcie obśmiewanej przez prezydenta USA.

Ani Polska, ani inne kraje Grupy Wyszehradzkiej nie wezmą udziału w spektaklu pt. „Ratujmy Merkel”. Kto ma kierować RFN – nie jest naszą sprawą, z każdym rządem będziemy współpracowali. Chodzi jednak o dwie ważniejsze sprawy. Po pierwsze, to nie KE, coraz bardziej żarłoczna, jeśli chodzi o kompetencje, powinna organizować spotkania szefów rządów, tylko kraj, który ma prezydencję w UE lub Rada Europejska. Po drugie, rezultat tego „szczytu” jest znany – państwa, które prowadziły błędną politykę imigracyjną, chcą się podzielić jej skutkami z państwami, które – tak jak Polska – tych błędów nie popełniły. Nie licz więc na nas, Komisjo!

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl