Gdzie się podziała opozycja?

To pytanie tylko w pierwszej chwili brzmi bezsensownie. Nie oznacza też ogłaszania jako pewnik, że PiS nie ma z kim przegrać, choć chwilowo byłoby mu trudno. Mimo zgodnego ujadania z zewnątrz od wewnątrz Polacy w swojej masie wydają się zadowoleni z obecnej władzy, a przynajmniej dają temu wyraz w sondażach. Mimo nawoływań „autorytetów” nie zamierzają umierać za Lisów czy Kraśków, zrzucać się na alimenty lidera KOD czy rozbijać majdanu przed Trybunałem Konstytucyjnym.

Zamiast obrony demokracji chętniej wezmą się do prokreacji, by otrzymać po pięć stów na dziecko.

A opozycja – z wyjątkiem egzystujących na głęboko pozaparlamentarnym marginesie socjalistów Czarzastego czy Zandberga i korwinistów od Mikkego – nie ma partii, która mogłaby zaprezentować jakikolwiek program. Zarówno Partia Obrony Banków (Nowoczerska), Partia Obrony Gminnych Układów (PSL), jak i Partia Obrony Własnej Skóry (PO) są jedynie rozpisanym na głosy anty-PiS.

Za czasów Tuska przy medialnym monopolu jakoś to funkcjonowało. Dziś już nie wychodzi. Rzekome marionetki „Kaczora” – Duda i Szydło – uwijają się po świecie, walcząc o obronę polskich interesów, osławiony Macierewicz traktowany jest jako ceniony partner przez globalnych speców od Obrony, wre praca w rządzie, parlamencie, stąd miotane na oślep oskarżenia, a to o lenistwo, a to o nadgorliwość, znoszą się nawzajem.

W dodatku oszołomione politycznym przyśpieszeniem społeczeństwo widzi, że zwycięscy wzięli władzę po to, żeby coś zrobić, a nie wyłącznie się nachapać, stąd trudno brać serio  skowyty w wykonaniu ryjów odrywanych od kryta. 

Mam nadzieję, że czeka nas „wiosna dentystów”, czas precyzyjnego usuwania zębów dotychczasowego układu. Polacy wiedzą, że nie mają się czego obawiać, co innego sędziowie na telefon, żurnaliści zamroczeni własną propagandą i złodzieje, którzy przywarowali w bruzdach, licząc, że ich Ziobro z Kamińskim nie znajdą. Znajdą, znajdą!

Tylko że to są zwyczajne łachudry, a nie żadna opozycja, która, jak wiem z historii, winna być polityczną i personalną alternatywą władzy. Tyglem koncepcji, zbiorem świeżych pomysłów i zdrową konkurencją w aktywności, a nie negacji.

Niestety takiej opozycji u nas nie ma. I wiele wskazuje, że długo nie będzie!

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Ideologia Macrona i gra interesów państw

Kwietniowa sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu miała być zdominowana przez wystąpienie prezydenta Francji Emmanuela Macrona, szczególnie gorąco oklaskiwanego przez lewicę i liberałów. Tak się jednak nie stało, bo w agendzie znalazło się wiele kluczowych kwestii dotyczących gospodarki europejskiej.

W praktyce są one ważniejsze niż bajanie głowy francuskiego państwa na temat europejskiej przyszłości, w sytuacji gdy nawet tandem niemiecko-francuski jest podzielony w kwestii federacyjnej wizji Macrona, a kanclerz Angela Merkel nie kryje sceptycyzmu co do tych federalistycznych wizji kolegi znad Sekwany. Wizja Francuza wydaje się czystą „political fiction” i nie ma, jak na razie dzięki Bogu, żadnych konkretnych następstw dla obywateli krajów członkowskich Unii Europejskiej. Ale już emisja gazów cieplarnianych – o czym debatowaliśmy – jak najbardziej tak.

Unia Europejska jest swoistym prymusem, jeśli chodzi o wdrażanie porozumienia paryskiego, którego efektem są słynny ponadtysiącstronicowy pakiet klimatyczny, a także przygotowywany w tej chwili pakiet zimowy (prace nad nim zakończą się zapewne w przyszłym półroczu, a więc podczas prezydencji austriackiej, bo Bułgaria nie była w stanie sfinalizować tych prac ze względu na brak zgodności państw UE). Oba te dokumenty ekologiczne będą zapewne bardzo istotnym punktem odniesienia w czasie światowej konferencji klimatycznej COP24 w grudniu 2018 r. w Katowicach.

Unio, konkrety!
Przedmiotem sporu w ramach państw UE jest to, czy próbować na nowo dyskusji, podczas gdy trwają jeszcze prace nad celem OZE (odnawialne źródła energii), o konieczności zwiększenia unijnego wkładu (NDC – National Determined Contribution). W praktyce prowadzi to do wewnętrznych konfliktów, i to w momencie, gdy Polska obejmie prezydencję w COP24 (Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu). Głównym priorytetem Rzeczypospolitej podczas naszej prezydencji w COP jest maksymalne wdrażanie PAWP, czyli Paris Agreement Working Plan.

Również kwestiom środowiska poświęcona była debata o gospodarce i obiegu zamkniętym oraz sprawozdawczości w dziedzinie środowiska. Europosłowie z Prawa i Sprawiedliwości, tak jak i rząd polski, realistycznie wyrażają wsparcie dla trwającej na świecie transformacji w kierunku „modelu gospodarki o obiegu zamkniętym”. Polega on na utrzymaniu w obiegu jak najwyższej jakości produktów materiałów tak długo, jak to jest możliwe, a także minimalnym wykorzystaniu zasobów i generowaniu odpadów w całym cyklu życia produktu. Naszym zdaniem ów model może być odpowiedzią na problem ograniczonej dostępności zasobów naturalnych przy uznaniu ich fundamentalnej roli oraz kreowaniu dobrobytu ludzi i narodów. Wsparcie i rozwój ekoinnowacji pozwoli na inteligentną ochronę zasobów naturalnych i zachowanie bioróżnorodności w ekosystemach.

Ekologia po unijnemu: między ideologią a racjonalnością
W grudniu 2017 r., po sześciu tygodniach negocjacji między trzema instytucjami UE: Parlamentem Europejskim, Komisją Europejską i Radą Europejską (reprezentującą państwa członkowskie), doszło do porozumienia w sprawie tzw. pakietu odpadowego. Niestety, w końcowym dokumencie nie uwzględniono niektórych postulatów zgłaszanych podczas tych rokowań przez nasz kraj. Stąd też do protokołu rząd RP zgłosił pisemne oświadczenie w sprawie: 1. częstotliwości składania sprawozdań przez państwa członkowskie, 2. terminów transpozycji trzech dyrektyw, 3. celów recyklingu odpadów opakowaniowych.

Przekładając to z języka branżowego, chodzi o to, aby UE łaskawie uwzględniła sytuację gospodarczo-społeczną Polski, nie traktowała wszystkich tak samo – krajów bogatej starej UE i znacznie mniej zamożnych krajów nowej UE. Mówiąc nieco metaforycznie – jak kraj, który zbudował wszędzie, gdzie było to możliwe, autostrady, domaga się teraz przestrzegania specjalnych obostrzeń ekologicznych przy budowie autostrad – tyle że sam by ich nie wybudował, gdyby one obowiązywały kiedyś. To przykład hipokryzji. Rzecz jasna to metafora, ale próby takiej swoistej unijnej, za przeproszeniem, „urawniłowki” są bardzo niebezpieczne dla gospodarki, lecz także dla wzrostu bezrobocia biedniejszych krajów UE. A Polska wciąż jest jednym z nich, obok Bułgarii, Rumunii, Chorwacji, Węgier, Łotwy i Grecji.

A konkretnie: Polska rozumie idee recyklingu odpadów komunalnych oraz opakowaniowych, ale skrajnie ambitne propozycje Parlamentu Europejskiego w tym zakresie są całkowicie niemożliwe do realizacji przez nasz kraj. Uzgodniony poziom recyklingu odpadów opakowaniowych z tworzywa sztucznego jest zdecydowanie za wysoki jak na polskie możliwości. Nie jest też przez nas akceptowalna częstotliwość składania sprawozdań w zakresie pakietu odpadowego przez państwa członkowskie. Pierwotna propozycja – co dwa lata – była realistyczna. Ostatecznie przyjęta formuła sprawozdań co roku to nadgorliwość, a ta, jak wiadomo, jest gorsza od faszyzmu.

Ambicje europarlamentu a interesy nowej Unii
Dla Polski – i nie tylko – ważne jest, aby Komisja Europejska nie miała możliwości wydawania w tym obszarze aktów delegowanych. To w oczywisty sposób zwiększa władzę eurobiurokracji, która przecież nie jest wybrana w wyborach i nie ma demokratycznego mandatu. Optymalne jest z polskiego punktu widzenia otrzymanie zwyczajowej procedury ustawodawczej. Niestety nie uzyskaliśmy stosownego poparcia innych krajów, dlatego poparliśmy kompromis polegający na znaczącym ograniczeniu prawa Komisji do wydawania takich właśnie aktów delegowanych.

W Strasburgu wracamy do GCR, czyli Globalnego Porozumienia ONZ-etu dotyczącego uchodźców. Między krajami członkowskimi UE są oczywiste różnice. Może jednak warto się starać o wspólny mianownik, coś, co łączy wszystkie państwa Unii – na przykład wysiłki na rzecz pomocy emigrantom i potencjalnym emigrantom TAM, a nie TU. Polska uważa ponadto, że porozumienie ­GCR-u powinno być dokumentem niewiążącym prawnie. Nie może on tworzyć żadnych zobowiązań dla poszczególnych krajów, bo w innym wypadku w sposób oczywisty byłby wykorzystywany jako środek presji na kraje, które nie chcą przyjąć uchodźców spoza Europy, a więc choćby Polskę. GCR powinien się opierać na istniejących ramach prawnych w kontekście ochrony międzynarodowej, praw człowieka i wsparcia humanitarnego.

W agendzie tej samej sesji znalazła się jeszcze debata dotycząca emisji gazów cieplarnianych, ale też wdrażanie postanowień traktatu lizbońskiego, które dotyczą parlamentów narodowych. Wszystkie te debaty dotyczyły konkretnych, w wielu dziedzinach kontrowersyjnych, propozycji i z całą pewnością ich skutki będą znacznie bardziej daleko idące i praktyczne niż gawęda o przyszłości Europy, którą we wtorkowe przedpołudnie snuł prezydent Republiki Francuskiej.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl