Jednocześnie Monika Wiench opisuje kulisy demonstracji KOD.- I znów, jak w czasach głębokiej komuny poszliśmy demonstrować. Znów jak wtedy, założyliśmy koszulki z napisem „Solidarność”, wyjęliśmy z miejsc z polskimi pamiątkami flagi, w ciągu kilku godzin przygotowaliśmy plakaty i ulotki, znów w sercach naszych zapanował niepokój i gniew. A wydawało się, że nie nastąpi to już nigdy więcej. Że tutaj, w Australii będziemy mieli wreszcie spokój - relacjonuje Monika Wiench z Komitetu Obrony Polski w Australii.
- Ustawili się do zdjęcia, postali i po trzydziestu minutach, widząc naszą kolosalną przewagę, poszli. Swoje zdjęcie, takiej małej, a zgodniej rodzinki, pewnie przekażą swoim mocodawcom w Europie, pochwalą się komuś, głównie Gazecie Wyborczej, że ponoć demonstrowali w Melbourne – tłumaczy przedstawicielka Komitetu Obrony Polski w Australii.
(Demonstracja KOD)
- Było nas czterokrotnie więcej; z naszymi flagami, hasłami [...]. Niektórzy z nas krzyczeli do nich „czy wam nie wstyd?”. Bo wśród nas byli więźniowie polityczni, ze Stowarzyszenia Więźniów Politycznych w Australii, byli działacze Klubu Gazety Polskiej w Melbourne, aktywni działacze pierwszej „Solidarności”, członkowie niedawno powstałego Komitetu Obrony Polski w Australii, szereg znanych w Polonii melbourneńskiej osób. Byli ci, którzy jeszcze nie tak dawno siedzieli w więziennych celach, walcząc o Polskę właśnie demokratyczną, wolną i niezawisłą – relacjonuje Monika Wiench z Komitetu Obrony Polski w Australii.
(Demonstracja poparcia dla polskiego rządu i prezydenta)Doszło również do incydentu i ostrej wymiany zdań między uczestnikami obu manifestacji. W pewnym momencie jedna z uczestniczek demonstracji sympatyków KOD, członkini Australijskiego Instytutu Spraw Polskich wołała... łamaną polszczyzną: „My jesteśmy quality”.
- Z ponurymi minami, zadziwiająco szybko poszli do domu, żegnani na odchodne gwizdami i buczeniem. A my, wracaliśmy zadowoleni, zjednoczeni i silni – relacjonuje Monika Wiench.
(Demonstracja KOD)