Dobra zmiana? Nie w Białowieży
Puszcza Białowieska nie jest od tego, by szybko i łatwo zarabiać na niej pieniądze. W ogóle nie jest od tego, by traktować ją jako kolejne źródło zarobków.
Już niemal wszystko jest na sprzedaż – pod przeróżnymi pretekstami i pod dyktando narzekania, że „ekoterroryści atakują”. Wielka szkoda, że w wypadku Białowieży ta dość typowa dla rodzimych przemian społeczno-gospodarczych historia powtarza się pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. W tym wypadku nie ma żadnej dobrej zmiany. Jest za to kontynuacja złych obyczajów III RP.
Ulicami Warszawy 17 stycznia przeszedł ponadtrzytysięczny Marsz Entów, gromadzący przeciwników planów dotyczących nawet kilkakrotnego zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Pomysłami obecnego Ministerstwa Środowiska zaniepokojone są nie tylko proekologiczne środowiska polityczne i społeczne. Zdaniem Komitetu Ochrony Przyrody PAN tak radykalne działania nie mają żadnego merytorycznego uzasadnienia i grożą skreśleniem Puszczy Białowieskiej z listy miejsc Światowego Dziedzictwa UNESCO. Z kolei Państwowa Rada Ochrony Przyrody jeszcze w listopadzie 2015 r. przedstawiała eksperckie uzasadnienie swojego sprzeciwu dla zwiększenia wycinki drzew w Białowieży: „W świetle badań naukowych usuwanie zaatakowanych drzew, służące jakoby zwalczaniu kornika drukarza, nie ma istotnego wpływu na przebieg jego gradacji i tempo wydzielania się posuszu, a przynosi poważne szkody przyrodnicze, w tym w gatunkach będących przedmiotami ochrony w Obszarze Natura 2000 »Puszcza Białowieska«, a także narusza naturalną dynamikę procesów regeneracyjnych zachodzących w ekosystemach leśnych”.
Leśne laboratorium naukowe
Jakie konkretnie zmiany forsuje Ministerstwo Środowiska? Dokonano ich w dokumencie pt. Plan Urządzania Lasu (PUL) Nadleśnictwa Białowieża na lata 2012–2021. O ile wcześniej zakładane średnie roczne pozyskanie drewna miało wynosić 6347 m sześc. netto, o tyle obecny aneks zwiększa je do 52 982 m sześc. netto, tj. ponad ośmiokrotnie. Z 21 proc. do 58 proc. wzrósł również odsetek powierzchni nadleśnictwa objęty cięciami. W praktyce oznacza to drastyczny wzrost intensywności użytkowania drzewostanów na terenach objętych ochroną jako obszar Natura 2000 „Puszcza Białowieska” PLC200004. Jak widać, spór w Białowieży toczy się nie „o kornika”, jak czytamy niekiedy w prawicowych mediach, ale o dobrostan obszarów, które są olbrzymim „laboratorium naukowym”, miejscem, które pozwala nam dziś zobaczyć, jak przed kilkoma tysiącami lat wyglądały lasy pokrywające Europę.
Czy plany ministerstwa mają jakikolwiek sens, poza doraźnym zarobkiem? Śmiem wątpić, także dlatego, że Puszcza Białowieska jest jedynym lasem w Europie, w którym żyją wszystkie europejskie gatunki dzięcioła, dzięki naturalnemu charakterowi lasu i dużej ilości starych i martwych drzew. Jedynym – powtórzmy. Takim dziedzictwem dysponujemy i możemy je poważnie nadszarpnąć wskutek zupełnie zbędnej w tym miejscu wycince drzew, które powinny ulec biodegradacji. Zwiększona wycinka w Puszczy Białowieskiej naruszy warunki ochrony choćby dzięcioła trójpalczastego i dzięcioła białogrzbietego. Ten ostatni gatunek jest szczególnie narażony na niebezpieczeństwo, gdyż gniazduje głównie w lasach z ponadprzeciętną ilością martwego drewna i żeruje przede wszystkim na martwych drzewach.
Głęboki konflikt
Warto w tym miejscu przypomnieć, że – wbrew temu, co próbują niekiedy przedstawić zwolennicy ministra środowiska Jana Szyszki – spór o Puszczę Białowieską to nie jest wcale konflikt: „ekoterroryści” i przeciwnicy dobra Polski kontra Prawo i Sprawiedliwość. To prezydent Lech Kaczyński w trakcie swojej kadencji powołał zespół, który negocjował kompromis między interesami utrzymujących się z gospodarki leśnej i handlu drewnem Lasów Państwowych, a środowiskami przyrodników i ludzi zatroskanych o długotrwały dobrostan dziedzictwa przyrodniczo-kulturowego. Po raz kolejny ten kompromis został naruszony. I to wcale nie przez przyrodników.
Adam Ostolski, przewodniczący Zielonych, którego poprosiłem o komentarz w tej kontrowersyjnej sprawie, zwraca uwagę, że Puszcza Białowieska to ostatni zachowany w dziewiczym stanie las nizinny w Europie: „To jest nasze dobro narodowe, podobnie jak Wawel, i nie wolno traktować jej [Puszczy] po prostu jako źródła drewna. W okresie transformacji udało się nie dopuścić do prywatyzacji Lasów Państwowych, to sukces, ale połowiczny, bo jednocześnie zaczęły one w coraz większym stopniu działać jak firma nastawiona na zysk. Tymczasem to powinna być instytucja zarządzająca lasami jako dobrem wspólnym, a nie przedsiębiorstwo przynoszące dochody do budżetu”. Ostolski podkreśla, że Ministerstwo Środowiska faktycznie nie przedstawiło przekonujących argumentów za tym, że kornik stanowi zagrożenie dla ekosystemu: „Wszystko wskazuje na to, że jest to tylko wymówka, a w istocie las jest oceniany przez pryzmat wartości ekonomicznych”.
W podobnym duchu wypowiada się Remigiusz Okraska, redaktor naczelny kwartalnika „Nowy Obywatel”: „Trudno zrozumieć postawę ministra Jana Szyszki wobec Puszczy Białowieskiej. To absolutny unikat przyrodniczy w skali kraju i Europy. Puszcza jest obszarem bez istotnego znaczenia gospodarczego – choć oczywiście na jej wyrębie można zarobić parę groszy – w kraju, który ma sporą lesistość i wiele lasów stricte gospodarczych. Chodzi więc albo o lokalne interesy, którym minister sprzyja, albo o chęć postawienia na swoim i swoistą zemstę za prestiżową porażkę, jakiej minister Szyszko doznał nad Rospudą”. Okraska dodaje: „Mamy w Polsce krótkowzroczny zwyczaj, że jeśli PiS coś propaguje, to cała reszta automatycznie to zwalcza – ale gdy reszta (»Gazeta Wyborcza«, lemingi itp.) coś popierają, to PiS i sympatycy też odruchowo to zwalczają. W tym wypadku niestety cierpi na tym bezcenny obszar przyrodniczy, którego właśnie prawica powinna bronić jako skarbu Polski i ważnej części naszego dziedzictwa przyrodniczo-kulturowego”.
Powyborcza amnezja
Dodajmy do tego jeszcze jedną istotną kwestię. To politycy Prawa i Sprawiedliwości przed wyborami dużo i chętnie mówili o tym, że polskie lasy nie są od tego, by kosztem naruszania dobra wspólnego wyciągać z nich każdą złotówkę, razem z każdym kubikiem drewna. Mówiono to w kontekście horrendalnego haraczu, jaki na leśników nałożyły rządy Platformy Obywatelskiej. A dziś, jakby pod wpływem totalnej amnezji, Ministerstwo Środowiska postanowiło zwrócić na siebie uwagę wszystkich… zabierając się do zwiększania wycinki drzew w Białowieży. Mocno parafrazując znane powiedzenie: to nie jest nawet zła zmiana, to jest wizerunkowy strzał w kolano.
W 2011 r. na łamach „NO” Robert Cyglicki, dyrektor programowy Fundacji Greenpeace Polska, przypominał, że badacze Puszczy Białowieskiej od kilkunastu lat zabiegają o poszerzenie Białowieskiego Parku Narodowego i zmniejszenie pozyskania drewna w Puszczy Białowieskiej: „Niestety, przez te kilkanaście lat niewiele udało się zrobić. Argumenty merytoryczne, opracowania naukowe, dziesiątki spotkań – nie przyniosły pożądanego efektu”. Jak widać, rządy się zmieniają, a politycy, nawet ci powołujący się na arcypatriotyczne hasła, wciąż patrzą bardzo krótkowzrocznie na kwestie ochrony cennego dziedzictwa przyrodniczego w Polsce. Najsmutniejsze, że to właśnie Ministerstwo Środowiska okazuje się resortem tak bardzo antyśrodowiskowym.