Kazirodztwo, miliony polskich chamów i obrona demokracji. Kim jest pomysłodawca KOD?

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

„Prof. Jan Hartman został wykreślony z rejestru członków Twojego Ruchu. Powodem jego publikacja dotycząca kazirodztwa” – ogłosiła w 2014 r. partia Janusza Palikota. Tekst Hartmana za niedopuszczalny uznał też tygodnik „Polityka” i zdjął go ze swojej strony. Dziś Hartman wraca jako lider obywatelskiej opozycji przeciw PiS: to on wymyślił nazwę Komitet Obrony Demokracji i jest jednym z jego liderów - pisze Piotr Lisiewicz w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.

„Czas założyć nowy KOR. Tym razem chyba bez Macierewicza. Może KOD – Komitet Obrony Demokracji? Warszawko, rusz d...” – to ten wpis Jana Hartmana zapoczątkował działalność Komitetu Obrony Demokracji.

Towarzyszące mu zdjęcie ze spotkania Komitetu Obrony Robotników w latach 70. Hartman uciął tak, że z Antoniego Macierewicza zostało tylko… jedno oko. Tak oto założyciel KOR, do którego dopiero później dołączyli inni jego sygnatariusze i współpracownicy, zniknął z historycznej fotografii.

Hartman dopuścił się jednak także poważnego niedopatrzenia: najprawdopodobniej nie zauważył, że na zdjęciu jest też młody i przystojny… ksiądz Stanisław Małkowski. W ten sposób radykalny antyklerykał dokonał czynu sprzecznego z własnym światopoglądem: zareklamował zaangażowanie duchownych w politykę. A niczemu niewinny ksiądz Stanisław, kościelny konformista, uczestnik smoleńskich miesięcznic, został umieszczony na sztandarze KOD.

„Zwabimy was podstępem do teatrów, wyślemy wasze dzieci w świat”

„Organizacja ateistów mianowała mnie Ateistą Roku. Ateistą ubiegłego roku był prof. Jan Hartman. Insygnium wręczono mi na bankiecie urządzonym w Pałacu Kultury w restauracji »Trojka«”

– pisał 30 marca 2015 r. na swym blogu Jerzy Urban.

Hartman wydaje się godnym rywalem Urbana nie tylko w kwestii rywalizacji o wspomniany tytuł. Niektóre jego teksty zbliżone są też do Urbana stylem.

Przyszły pomysłodawca Komitetu Obrony Demokracji opublikował 26 lutego tego roku na swym blogu wpis zatytułowany: „Ty chamie, polski chamie!”. Napisał w nim, że jakiś „bydlak z wiatrówką” zabił mu psa. Postanowił zrekonstruować mentalność owego bydlaka.

Jak się okazało, jest ona charakterystyczna dla milionów polskich chamów:

„Jak ja to znam. Jak ja to znam. Miliony was, chamy, miliony. I co my mamy z wami zrobić? Ale przyjdzie na was czas. A jak nie na was, to na wasze dzieci. Weźmiemy szturmem wasze szkoły, zwabimy was podstępem do teatrów, wyślemy wasze dzieci w świat. I pewnego dnia zniknie ta zabobonna, prostacka i kruchciana Polska, dławiąca się pychą, jakąż to ona jest »prawdziwą« i »wierną« jest. I narodzi się Polska ludzi przyzwoitych, kulturalnych, wiedzących coś o świecie i zdolnych do myślenia społecznego i obywatelskiego. Brzydzących się okrucieństwem i przemocą. I ja o taką Polskę będę walczył, jak potrafię. Tak pomszczę swojego psa”.


Jak polskie chamy nie dały się zwabić

W świetle powyższego wpisu można łatwo zrozumieć oburzenie Hartmana na krytykę spektaklu teatralnego we Wrocławiu, w którym – jak zapowiadano – wystąpić mieli aktorzy grający na co dzień w pornolach. Pan profesor zdenerwował się, że „polskie chamy” nie dały się tam „zwabić podstępem” i tym samym nie udało się przebudować ich chamskiej mentalności.

Hartman zdemaskował też wygłaszane przez lata gorące zapewnienia establishmentu, że nie prowadzi on indoktrynacji w szkołach, a tylko szerzy oświatę. Jak się okazało, jego celem jest nawet zdobywanie szkół szturmem.

Wypowiedź Hartmana o celowym wywoływaniu emigracji młodych Polaków była jedną z dwóch znanych publicznie. Przypomnijmy, że autorem drugiej był prof. Janusz Czapiński, który przed wyborami apelował:

„Rośnie fundamentalistyczny radykalizm w młodym pokoleniu Polaków. Módlmy się, by jak najszybciej wyemigrowali, dzięki czemu ochronimy porządek”.


Hartman wychwala „język pełen umiaru i godności”

Czy poglądy i język Hartmana pasują do ideologii Komitetu Obrony Demokracji? Nie może być co do tego żadnej wątpliwości, bo to Hartman wyrasta na jego głównego ideologa.

W gorącym apelu „Wesprzyjcie KOMITET OBRONY DEMOKRACJI!” stwierdził, że to właśnie język zawsze wyróżniał inicjatywy, których KOD jest kontynuatorem:

„Zawsze towarzyszył temu ten sam język – pełen umiaru i godności, na wskroś demokratyczny i praworządny. Nikogo nieobrażający”.


Wskazał też jasno, jakie to były inicjatywy:

„Tym językiem mówiła polska opozycja lat 70. i 80., lecz znają go przecież wszyscy demokraci świata – bo jest on idiomem ludzi wolności, idiomem nadziei na lepszy świat, w którym prawo stoi ponad sekretarzami i prezesami, a zaufanie i szacunek wzajemny wygrywa z arogancją, nienawiścią i pychą. Tym językiem przemawiał Komitet Obrony Robotników, tym językiem przemawiała Solidarność w roku 1980 i 1989, a potem rząd Tadeusza Mazowieckiego, Unia Wolności… Później jakoś ten język zaczął w przestrzeni publicznej zanikać”.


Na szczęście dziś wrócił on na scenę wraz z inicjatywą Hartmana, choć niestety nie wszyscy dawni członkowie i współpracownicy KOR zdecydowali się na razie go poprzeć. Pewne problemy mogą być nie tylko z pozyskaniem założycieli KOR Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego, lecz także Zofii Romaszewskiej – ministra w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy, premiera Jana Olszewskiego czy autora ballad i piosenek Jana Krzysztofa Kelusa, który w liście otwartym zarzucił niedawno Adamowi Michnikowi, iż pozwami „zastrasza polemistów” oraz „działa przeciwko wolności słowa”, w czym udział biorą „nieoczyszczone ze złogów komuny sądy”.

Szczególne kłopoty może sprawić zaś pozyskanie pewnego współpracownika Biura Interwencyjnego KSS „KOR”, niejakiego Jarosława Kaczyńskiego…

Czy robotnicy w Stoczni Gdańskiej dyskutowali o kazirodztwie?

Gdyby uznać, że poglądy Hartmana są pełną kontynuacją Solidarności z 1980 r., trzeba by dowieść, że robotnicy w czasie strajków zamiast uczestniczyć w mszach świętych, dyskutowali o… legalizacji kazirodztwa.

W swym najsłynniejszym felietonie „Upadek kazirodczego tabu?” Hartman pisał bowiem:

„Co więcej, jest pewien argument na rzecz tolerowania kazirodztwa. Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?”.


Stwierdzał też:

„Byłoby nieuczciwe i nieracjonalne, gdyby stanowiono restrykcyjne prawo w oparciu o zabytkowe doktryny o czysto spekulatywnym charakterze. Wprawdzie dawniej tak czyniono (czego pamiątką jest m.in. zakaz kazirodztwa), lecz to znowu żaden argument. Złe obyczaje i tradycje w stanowieniu prawa trzeba zwalczać, a nie pielęgnować”.


Seksuolodzy mogli się przy tej okazji dowiedzieć o danych zgoła sensacyjnych:

„Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że ok. 10 proc. braci i sióstr ma wspólne doświadczenia seksualne. Wysokie są też odsetki epizodów seksualnych pomiędzy dwoma braćmi, dwiema siostrami”.


Gdy po owej publikacji Hartman znalazł się na okładce „Wprost” z „córką” na kolanach, obecny lider Komitetu Obrony Demokracji przyznał w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że seks ojca z córką jest „wstrętny” i „budzi obrzydzenie”. „To po co dyskutować o legalizacji czegoś wstrętnego?” – pytał profesora Robert Mazurek. „To są dwa porządki: moja ocena czegoś i dyskusja na temat prawa” – wyjaśniał Hartman.

Zastrzegł też: „Uprzedzam, że każdy, kto publicznie przypisze mi propagowanie kazirodztwa, musi liczyć się z pozwaniem przed sąd”. Tak więc i my zastrzegamy, że robotnicy ze Stoczni Gdańskiej jako protoplaści Hartmana powinni kazirodztwa nie propagować, ale wszczynać o nim dyskusję.

Powinni też walczyć o wzrost znaczenia – tu cytat – „pedałów”. Hartman prezydentury Słupska dla Roberta Biedronia nie skomentował bynajmniej pochwałami dla jego samorządowego programu, lecz innych jego zalet:

„Kto to widział, żeby pedał był prezydentem miasta! Otóż widział – cała Polska widziała! I bardzo szybko się do nich przyzwyczai. (…) A tymczasem radujmy się! Hosanna! Robert Biedroń zasiądzie w przepięknym słupskim ratuszu”.


Jan Paweł II, czyli powrót kultu jednostki

Gdyby protestujący robotnicy z lat 80. chcieli zasłużyć na miano pełnoprawnych protoplastów lidera KOD, powinni poważnie zweryfikować swój stosunek do Jana Pawła II. Jakoś wytłumaczyć się z faktu, iż zdjęcie papieża znalazło się na bramie Stoczni Gdańskiej, a transparenty Solidarności wywieszano w tłumie w czasie jego pielgrzymek.

Hartman bowiem niezbyt wysoko ceni ową postać. W zeszłym roku mówił na łamach „Gazety Wyborczej” o planach stworzenia Muzeum Jana Pawła II:

„Muzeum także wpisuje się w ten kult jednostki – poniżający dla papieża, ale także przez niego zawiniony – bo Jan Paweł II nic nie robił, by ten kult powstrzymać. A nawet do niego zachęcał. Brał przecież udział w uroczystościach na swoją cześć”.


Kto w tej sytuacji najbardziej zasłużył na miłość robotników, którzy modlili się podczas strajków? Nie może być tu żadnych wątpliwości. „Bronię Kościoła przed pedofilią kleru, jego zachłannością i pychą. Za to katolicy powinni postawić mi pomnik” – wyjaśniał na swym blogu Hartman.

„Rosjanie są do pewnego stopnia swoi i nasi”

Jakiego trwałego pomnika stawiać się za to nie powinno? Hartman pisał w 2013 r., że niewłaściwe byłoby umieszczenie na stałe w miejskiej przestrzeni rzeźby przedstawiającej sowieckiego żołnierza gwałcącego ciężarną Polkę. Dlaczego? „Wizerunek sołdata gwałcącego »naszą« wytwarza lub przywołuje dramatyczną opozycję »oni« (agresorzy) i »my« (ofiary). A to nie jest uczciwy opis naszych relacji z Rosją. To nie jest po prostu tak, że »oni gwałcili nasze kobiety«. To się działo wewnątrz w dużej mierze wspólnego i bardzo tragicznego świata” – objaśnił profesor, napomykając przy okazji, że „większość przodków współczesnych Polaków należała do ludności wiejskiej”.

Przestrzegał w szczególności przed „amputowaniem” Rosji z dusz Polaków:

„Kiedyś Rzeczpospolita była potęgą. Potem stała się nią Rosja. Toczyliśmy ze sobą wojny, ale dzieliliśmy kawał wspólnego losu. Amputując z naszych dusz Rosję, amputujemy część siebie i swojego dziedzictwa. (…) To nie są tak po prostu obcy i wrogowie. Rosjanie są do pewnego stopnia swoi i nasi. I oni też tak to odczuwają. Nie powinniśmy robić sobie nawzajem rzeczy, które bolą i które nas od siebie oddalają”.


Tusk ma za mały dom, a jego ministrowie unikają blichtru

O jaki model demokracji, niszczonej przez chamów i zazdrośników, walczy lider KOD? Możemy się tego dowiedzieć z jego felietonu w piśmie „Liberte!” z grudnia 2012 r. „Ależ się ten Tusk nie nachapał!”.

Jego zdaniem władza, która później zasłynęła z konsumpcji ośmiorniczek, grzeszyła przesadną skromnością. Wrażliwego społecznie lewicowca Hartmana szczególnie oburzał fakt, że Tusk mieszka w zbyt mało reprezentacyjnym domu:

„Wstyd mi, gdy pomyślę o powodach, dla których polski premier i ministrowie polskiego rządu zarabiają tyle, co fliziarz zatrudniający trzech pomocników, kierownik działu w średniej wielkości firmie, burmistrz średniej wielkości miasta”.


Kto temu wstydowi jest winien? Tym razem polski cham przybiera postać „wściekłej gawiedzi”:

„Bo co i kto za tym stoi? Ano stoi wściekłość gawiedzi, której cała mądrość polityczna sprowadza się do pogardy dla państwa i jego rządu. To ze strachu przed rytualnym wrzaskiem o złodziejach u władzy, podczas gdy naród głoduje za osiemset złotych na miesiąc, tchórzliwi premierzy boją się zapłacić”.


Zdaniem Hartmana Tusk powinien zarabiać jako premier 100 tys. miesięcznie, a nie mieć pensji „służącej zwykle do motywowania korporacyjnego pingwina”.

Lewicowiec Hartman wskazywał też najpilniejsze potrzeby ludu:

„A swoją drogą gawiedź co innego myśli, a co innego gada. Pogardza władzą i odmawia jej prawa do tych nędznych pięciu »średnich krajowych«, ale tak naprawdę to czym ta władza bardziej dziaduje, niby to spełniając oczekiwania ludu, tym mniejszy ma na nizinach społecznych mir. Gdyby zaś trochę się zaczęła kojarzyć z wielkim światem, dobrymi samochodami i willami w głębi cienistych ogrodów, kutymi bramami i wybrylantynowanymi bodyguardami, z pewnością jej prestiż u tych, co na wersalce przy pół litra, znacznie by się podniósł. Każdy głupi królik w średniowieczu wiedział, że władza wymaga blichtru i splendoru, a Donald Tusk nie wie?”.


Być może liderzy PO przeczytali felieton Hartmana i dlatego nasilili konsumpcję w „Sowie i Przyjaciołach”? Tylko polskie chamy oraz gawiedź felietonu nie przeczytały – bo ciemne – i zareagowały na tę wieść odwrotnie, niż wybitny naukowiec przewidywał…
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Osaczanie Morawieckich? Ksiądz chce pieniędzy od marszałka-seniora

/ Mateusz i Kornel Morawieccy; fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Wojciech Mucha

Dziennikarz, reporter i publicysta mediów związanych ze Strefą Wolnego Słowa (od 2011 r.).

Kontakt z autorem

To szantaż i próba zniesławienia – tak Kornel Morawiecki odpowiada na zarzuty kierowane w jego stronę przez księdza Tomasza Jegierskiego. Znany z zaangażowania w pomoc uchodźcom na Bliskim Wschodzie duchowny oskarża marszałka-seniora, że ten nie chce oddać mu blisko stu tysięcy złotych. Straszy nagłośnieniem sprawy w mediach i przekonuje, że może ona „odbić się na premierze Mateuszu Morawieckim, Dobrej Zmianie i całym rządzie”.

Ksiądz Tomasz Jegierski to postać rozpoznawalna na polskiej prawicy. Był komentatorem w mediach, uczestnikiem dyskusji w Księgarni "Gazety Polskiej". Ostatnio w czerwcu ubiegłego roku gościł podczas „Przystanku Niepodległość” w Dusznikach Zdroju. Jest założycielem Fundacji "SOS dla życia", która przekazywała pomoc dla uchodźców na Bliskim Wschodzie. W działalność księdza zaangażowane były instytucje państwowe.

29 grudnia 2016 roku dostarczyliśmy pomoc do Erbil w Kurdystanie samolotem wojskowym Hercules we współpracy z MON. Transport wykonany został przez 33. Bazę Wojskowego Transportu Lotniczego z Powidza. We współpracy z Województwem Małopolskim i Agencją Rynku Rolnego dostarczyliśmy mleko w proszku dla dzieci i dorosłych. Pomoc w postaci mleka w proszku objęła 30 tys. osób

– czytamy na stronie Fundacji.

Ksiądz Jegierski podczas IX transportu humanitarnego (fot. Fundacji)

To nie koniec. W 2014 r. w Hotelu Prezydenckim w Rzeszowie odbył się Wielki Charytatywny Bal z Gwiazdami organizowany przez Fundacja SOS DLA ŻYCIA i FT FILMS – firmę z Rzeszowa, z którą także powiązany jest ksiądz Jegierski. Wystąpili celebryci: wokalistka Anna Jurksztowicz i aktor Radosław Pazura. Zagrali: kompozytor i muzyk Krzesimir Dębski oraz najbardziej znany chrześcijański zespół - New Life'm. Pojawił się także Stephen Baldwin, hollywoodzki aktor i producent filmowy. Fundacja była często obecna w mediach, a sam ksiądz Jegierski był stałym komentatorem od tzw. Państwa Islamskiego i sytuacji w Syrii.

Ksiądz Jegierski podczas Wielkiego Balu. W tle Jan Pospieszalski (fot. Fundacji)

„W gotówce, za (dziwacznym) pokwitowaniem”

Ale cieniem na działalności charytatywnej i publicystycznej księdza Jegierskiego kładzie się dziwna sprawa, która za sprawą duchownego od kilku tygodni krąży pomiędzy najważniejszymi urzędami w państwie, w tym Prokuraturą Krajową, Kancelarią Premiera oraz Prezydenta RP.

Jak ustaliła „Gazeta Polska” ksiądz Jegierski domaga się od Kornela Morawieckiego, marszałka seniora Sejmu RP, szefa koła poselskiego Wolni i Solidarni, oraz prezesa Stowarzyszenia Solidarność Walcząca zwrotu 96 tysięcy złotych. Ksiądz twierdzi, że miał je rzekomo pożyczyć Kornelowi Morawieckiemu jeszcze w 2013 r. właśnie na działalność wspomnianej fundacji.

Dotarliśmy do korespondencji, którą ksiądz Jegierski dosłownie bombarduje najważniejsze osoby w państwie. Oto treść listu wysłanego na adres Kancelarii Premiera. Podobne listy trafiły - według naszej wiedzy - także do Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy:

Szanowny Panie Premierze,
W imieniu Fundacji SOS DLA ŻYCIA próbuję od roku 2013 r. odzyskać środki w kwocie 96 tys. zł. pożyczone Stowarzyszeniu Solidarność Walcząca. Kwotę tę osobiście odebrał ode mnie w gotówce 5 stycznia 2013 r. p. Prezes Kornel Morawiecki. Otrzymałem od p. Kornela Morawieckiego pokwitowanie odbioru pożyczki. Przez cały okres, aż do dnia wczorajszego, nie było żadnej reakcji ze strony p. Kornela Morawieckiego czy Stowarzyszenia.
30 sierpnia 2017 r. zostały wysłane dokumenty z wypowiedzeniem pożyczki, a 8 grudnia 2017 r. ostateczne przedsądowe wezwanie do zwrotu pożyczki. Wczoraj otrzymałem email z biura poselskiego p. Kornela Morawieckiego informujący jedynie o możliwym spotkaniu.
Sprawa pożyczki dotyczy również Pana Premiera, gdyż pożyczka krótkoterminowa została udzielona Stowarzyszeniu ze środków z dotacji, jakie uzyskała Fundacja z Banku BZ WBK.
Brak spłaty środków, które należą do Fundacji powoduje, że zasadne jest poniższe zawiadomienie do prokuratury. Zdaję sobie sprawę, że takie zawiadomienie i nagłośnienie medialne tej sprawy mogłyby bardzo zaszkodzić Panu Premierowi, Rządowi i Dobrej Zmianie. Dla opozycji byłaby to woda na młyn.

Jako dowód na potwierdzenie swoich słów, ksiądz Jegierski dołącza pokwitowanie, które miało być podpisane przez Kornela Morawieckiego „w chwili odbierania pożyczki”. Rzecz opatrzona jest pieczątkami - Stowarzyszenia Solidarność Walcząca oraz samego Kornela Morawieckiego, a także podpisem o treści „Kornel Morawiecki” – podobnym do tego, który jest w oświadczeniu majątkowym, jednak trudno powiedzieć, czy prawdziwym. Co jednak ciekawe, na „pokwitowaniu” brak choćby nazwiska księdza Jegierskiego, miejsca zawarcia umowy, czy deklaracji daty, do której miałaby być zwrócona powyższa kwota. Na pierwszy rzut oka widać też, że charakter pisma osoby sporządzającej to pokwitowanie jest inny niż charakter pisma osoby podpisującej. Dodatkowo podpis umieszczony jest na dole kartki, a nie bezpośrednio pod tekstem „pokwitowania”, co także budzi podejrzenia.

„Pokwitowanie” dot. domniemanej pożyczki. Widoczne pieczątki i podpis z nazwiskiem Kornela Morawieckiego

Sam Kornel Morawiecki w rozmowie z „Gazetą Polską” stanowczo zaprzecza, jakoby miał pożyczać pieniądze od duchownego, czy podpisywać cokolwiek.

Uderzyć w premiera

Sprawa zatacza jednak coraz szersze kręgi, zahaczając aż od samego premiera – Mateusza Morawieckiego. Jak widać po ujawnionej przez nas korespondencji, ksiądz Jegierski sugeruje bowiem, że pieniądze, które rzekomo pożyczył pochodziły z dotacji, jaką na działalność jego fundacji przekazał w grudniu 2012 r. Bank Zachodni WBK, którego prezesem był wówczas właśnie Mateusz Morawiecki.

Pożyczyłem te pieniądze właśnie ze środków z dotacji

– mówi nam ks. Jegierski.

Innych wówczas na koncie nie mieliśmy. Wypłaciłem i zaniosłem w gotówce do siedziby Stowarzyszenia

– dodaje.

Dlaczego w gotówce? Ksiądz Jegierski twierdzi, że był to pomysł asystenta Kornela Morawieckiego.

Nie mówił, na co pieniądze pójdą, ale wydaje się, że na jakieś działania stowarzyszenia lub dla osób powiązanych. Jeździliśmy wspólnie po Wrocławiu z p. Kornelem i asystentem Kornela Morawieckiego, przekazywał kwoty tej gotówki jakimś osobom. 

Dlaczego pokwitowanie wygląda w tak dziwny, nie spełniający żadnych standardów sposób?

Ponieważ miała to być krótkoterminowa pożyczka nie spisywaliśmy umowy i wydawało się to pokwitowanie wystarczające

– przekonuje duchowny.

Trudno sobie wyobrazić, by takie pokwitowanie mogło być dowodem. O tym, że o sprawą zajmie się prokuratura, świadczy treść zawiadomienia do Prokuratury Krajowej, jakie ksiądz Jegierski przesłał Kornelowi Morawieckiemu. I choć w rozmowie z nami duchowny przekonuje, że „jeszcze go nie złożył”, wynika z niego, że nosi się z zamiarem złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa.

Kornel Morawiecki: - To zniesławienie, szantaż i groźba

Ksiądz Jegierski za każdym razem powołuje także się na swoje znajomości, zawarte przy okazji wcześniejszej działalności humanitarnej, m.in. na współpracę z politykami z Polski i zagranicy. Jednoznacznie domaga się interwencji i grozi, że jeśli nie otrzyma „zwrotu pożyczki”, zainteresuje sprawą media. W innej korespondencji, do której dotarliśmy przekonuje, że jeśli nie otrzyma pieniędzy, to „jako obywatel kanadyjski” nie zawaha się poinformować o pożyczce… kanadyjskich władz, a także mediów na całym świecie oraz „prokuratury krajowej, Komisji Nadzoru Finansowego, Urzędu Skarbowego, ABW i NIK”. Jak dowodzi, nikt do kogo się zwracał, sprawą się dotąd nie zainteresował.

Zdaję sobie sprawę, że takie zawiadomienie i nagłośnienie medialne tej sprawy mogłyby bardzo zaszkodzić Panu Premierowi, Rządowi i Dobrej Zmianie. Dla opozycji byłaby to woda na młyn

– czytamy.

W całej sprawie ciekawe jest jeszcze to, że że ksiądz Jegierski jako duchowny przed kilkoma laty przyjechał z Kanady. W związku z tym nie ma w Polsce żadnych przełożonych, nie podlega żadnemu biskupowi diecezjalnemu, którzy mogliby pomóc w rozwiązaniu tej budzącej kontrowersje sprawy. W konsekwencji mamy „słowo przeciwko słowu” oraz zapowiedzi możliwego kryzysu.

W rozmowie z „Gazetą Polską” ksiądz Tomasz Jegierski podtrzymuje wszystko, co opisaliśmy powyżej.

Świadkiem przekazania pieniędzy był asystent Kornela Morawieckiego. Również członkowie zarządu i nasza księgowość wiedzą o tym fakcie

– dodaje, twierdząc że to właśnie asystent Morawieckiego miał namawiać go do pożyczki. Duchowny twierdzi, że w ostatnich dniach również starał się dotrzeć do otoczenia marszałka-seniora, jednak ostatecznie zakończono z nim rozmowę.

Zapytany przez „Gazetę Polską” o tę sprawę Kornel Morawiecki odpowiada:

To przykra sprawa. Wiem jak trudno zdobyć pieniądze na działalność społeczną i z jakimi trudnościami borykają się organizacje, które taką działalność prowadzą.

Dlatego nigdy nie pożyczyłbym pieniędzy od organizacji charytatywnej i nie pożyczyłem ich od prowadzonej przez księdza Jegierskiego Fundacji SOS dla Życia. Niestety, obawiam się, że mamy do czynienia z oszustwem. Nie wykluczam, że ktoś posłużył się podrobionymi dokumentami, ale trudno było nam to wyjaśnić z księdzem Jegierskim, ponieważ z nieznanych mi powodów odmawiał nam spotkania. Prowadził jedynie z naszym Stowarzyszeniem wymianę korespondencji. Dlatego skierowałem sprawę do organów ścigania i wierzę, że wyjaśni się kto za tym wszystkim stoi

– opowiada marszałek-senior.

Również z korespondencji pomiędzy prawnikiem marszałka-seniora a księdzem Jegierskim do której dotarliśmy wynika, że Kornel Morawiecki uznaje roszczenia duchownego za bezpodstawne.

Mój Klient nigdy nie składał i nie składa propozycji ugody, ponieważ uważa roszczenia za bezpodstawne. Klient zdecydował o zakończeniu rozmów polubownych na podstawie oceny dotychczasowych działań Księdza, które polegały na zniesławieniu, szantażu i groźbie. Do wyjaśnienia tych i innych spornych kwestii pozostaje ‎droga oficjalna

- napisał do ks. Jegierskiego Olgierd Pankiewicz, prawnik Kornela Morawieckiego.

Zakończyłem już rozmowy polubowne

– odpowiada równocześnie duchowny.

Planujemy kontynuację tematu.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl