Kara dla całego środowiska „GP” za pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej

prezydent.pl

Jacek Liziniewicz

Dziennikarz „Gazety Polskiej” oraz „Gazety Polskiej Codziennie”. W \"GP\" kieruje działem dotyczącym tematyki środowiska.

Kontakt z autorem

  

To chyba najbardziej kuriozalny wyrok w historii Strefy Wolnego Słowa. Sędzia Magdalena Kubczak z Sądu Okręgowego w Warszawie skazała wydawcę „Gazety Polskiej” za to, że zgodnie z faktami i nie naruszając żadnych umów, zamieścił na okładce filmu „Córka” nazwiska dwóch autorów Polskiej Kroniki Filmowej: Jana Strękowskiego i Pawła Banasiaka. Sąd nakazał przeproszenie ich na łamach „Rzeczpospolitej” i wypłacenie im po 30 tys. zł - czytamy w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".

Film „Córka” Marii Dłużewskiej to emocjonalna opowieść o pierwszych dniach po katastrofie smoleńskiej. Główną bohaterką dokumentu jest Marta Kaczyńska, która oprowadza widzów po mieszkaniu pary prezydenckiej i wspomina rodziców. Główne zdjęcia kręcone były tuż po katastrofie, a jeszcze przed pogrzebem Lecha i Marii Kaczyńskich, podczas pakowania ich osobistych rzeczy. W filmie wykorzystano wiele zdjęć, w tym archiwalny materiał Polskiej Kroniki Filmowej, którego autorami byli m.in. Jan Strękowski i Paweł Banasiak. Umowa pomiędzy wydawcą „Gazety Polskiej” a PKF zawierała wymóg zamieszczenia w końcowych napisach informacji: „W filmie wykorzystano materiały archiwalne Polskiej Kroniki Filmowej. Realizacja: Jan Strękowski, zdjęcia: Paweł Banasiak, dźwięk: Spas Hristov, współpraca: Mieszko Zieliński”. Taki napis znalazł się w filmie. Ponadto nazwiska znalazły się również na okładce płyty dołączonej do gazety pod hasłem „realizacja”.

To, zdaniem Strękowskiego i Banasiaka, naruszyło ich dobra osobiste. Ich tłumaczenia dużo mówią o 25-leciu polskiej wolności. „Czuję się niekomfortowo, że zostałem przypisany do pewnej opcji politycznej. Tracę możliwości zarobku, ponieważ jestem pomijany przy realizacji niektórych projektów” – przekonywał sąd Jan Strękowski. Obaj wskazywali przy tym, że fakt, iż znajdowali się na okładce filmu, przeszkodził im w możliwości zarobkowania. Jak twierdzą, Polski Instytut Sztuki Filmowej nie dofinansował jednemu z nich filmu o… Misiu Uszatku. Ich zdaniem wszystko przez to, że „GP” jest sprofilowana politycznie.

Nie ulega wątpliwości, że obaj byli autorami fragmentów filmu. Niezwykle dyskusyjne jest naruszenie ich prawa do nazwiska tylko ze względu na wydanie płyty z filmem w sprofilowanym politycznie piśmie. W gruncie rzeczy prowadzić to może do wniosku, że każdy, kto ma coś wspólnego z „GP”, zostaje napiętnowany i ma przez to później w życiu kłopoty, jest wręcz wykluczony – mówi nam mecenas Sławomir Sawicki, reprezentujący „Gazetę Polską”. – Zadośćuczynienie jest nieproporcjonalne do skali domniemanych naruszeń, a ogłoszenia na pierwszej stronie „GP” i „Rzeczpospolitej” są niezwykle dolegliwą karą za tego typu zdarzenie – podkreśla Sawicki.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, ten wyrok to kara dla całego środowiska „GP” za pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej.

Sąd nie ukrywał, że nie podziela naszego sposobu myślenia o Smoleńsku, że ten sposób myślenia uznaje za szkodliwy. To za to zostaliśmy napiętnowani i skazani na bardzo wysokie kary, wręcz groźne dla istnienia tygodnika – podkreśla Sakiewicz. – Jeżeli sąd coś chciał powiedzieć tym wyrokiem, to to, że zakazana jest pamięć o Marii i Lechu Kaczyńskich. Zakazane jest wspominanie tamtej ofiary – dodaje. Jak tłumaczy, w filmie „Córka” nie było żadnej tezy politycznej ani też żadnej teorii na temat tego, co się stało 10 kwietnia 2010 r. – Po prostu chcieliśmy pamiętać. Ta pamięć została przez sąd zakazana – mówi Sakiewicz.

O negatywnym nastawieniu sądu świadczy też fakt, że obaj skarżący, zostali zwolnieni z kosztów sądowych. „GP” zwróci się do wszystkich organizacji monitorujących wolność słowa w Polsce o stanowisko w tej sprawie.

Cały tekst w czwartkowej "Codziennej".

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Olsztyn: Małkowski kontra "Wyborcza"

/ AndreasGa

  

Sąd oddalił wniosek w trybie wyborczym, jaki skierował przeciwko dziennikarzom lokalnej "Gazety Wyborczej" ubiegający się o fotel prezydenta Olsztyna Czesław Jerzy Małkowski. Pozew dotyczył tekstu "Olsztyna gwałt nie razi".

W tekście "Olsztyna gwałt nie razi" lokalni dziennikarze "Gazety Wyborczej" nakreślili sylwetkę startującego w wyborach na prezydenta Olsztyna Czesława Jerzego Małkowskiego, który przed sądem odpowiada za gwałt na urzędniczce.

Prowadzący sprawę olsztyński sąd rejonowy kończy właśnie przesłuchania świadków i - jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem - wyrok może zapaść jeszcze w październiku. Decyzja sądu - niezależnie od tego, czy uzna on winę Małkowskiego, czy nie - będzie nieprawomocna.

W swoim tekście "Wyborcza" przypomniała, że Małkowski był ostatnim szefem cenzury w Olsztynie, że będąc prezydentem "Małkowski realizował (...) swój siermiężny, ale konsekwentny PR: bywał na koncertach, spotkaniach kombatantów czy wernisażach wystaw, rozdawał na nich kwiaty. Rozmawiał z mieszkańcami podczas spacerów po mieście, podawał im rękę, zapraszał do ratusza".

Ważnym elementem tekstu było omówienie tzw. seksafery, która wybuchła w 2008 r., gdy Małkowski był prezydentem Olsztyna. "Rzeczpospolita" napisała wówczas, że Małkowski zgwałcił ciężarną urzędniczkę. Proces w tej sprawie trwa do dziś, wyrok pierwszej instancji uznający go za winnego został uchylony.

W tekście "Wyborczej" Małkowskiego oburzył fragment:

"Mimo, że zapewniał o swojej niewinności, we wrześniu 2015 r. sąd skazał go na pięć lat pozbawienia wolności, uznając go za winnego zgwałcenia urzędniczki w zaawansowanej ciąży i usiłowania gwałtu. Rok później wyrok został jednak uchylony i trwa właśnie kolejny proces, w którym wszystko badane jest od nowa. Wciąż aktualne są zarzuty dotyczące gwałtu oraz seksualnego wykorzystania zależności służbowej. Wcześniej przedawniły się te dotyczące molestowania. Być może w tym roku poznamy wyrok".

Jak poinformowało biuro prasowe olsztyńskiego Sądu Okręgowego, "wnioskodawca podniósł, że część informacji zawartych w powyższym artykule prasowym nie polega na prawdzie, dlatego wniósł m.in. o zakazanie ich rozpowszechniania i sprostowanie, a także nakazanie uczestnikom wpłaty na rzecz organizacji pożytku publicznego kwoty 5 tys. zł celem zadośćuczynienia".

Sąd w Olsztynie oddalił wniosek Małkowskiego, uznając, że "w analizowanym artykule Gazety Wyborczej wskazano na fakty, które nie rozmijają się z rzeczywistością".

Postanowienie sądu w tej sprawie nie jest prawomocne.

Poza Małkowskim w wyborach na prezydenta Olsztyna startują: Beata Bublewicz (Koalicja Obywatelska), Michał Wypij, kandydat Zjednoczonej Prawicy; miejski radny Krzysztof Kacprzycki (SLD); poseł Andrzej Maciejewski (Kukiz'15); Monika Falej (Komitet Wyborczy Wyborców "Wspólny Olsztyn"), a także obecny prezydent Piotr Grzymowicz (własny komitet, popierany przez PSL). 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl