Sprawa prof. Witolda Kieżuna. Czy to ostatnia debata o lustracji?

Telewizja Republika/print screen

Jakub Brodacki

Kontakt z autorem

W ubiegłym roku wybuchła wojna na Ukrainie, a administracja II PRL sfałszowała wybory samorządowe w Polsce. Tymczasem jesienią rozpętała się w szklance wody burza lustracyjna wokół osoby profesora Kieżuna, osoby mi zupełnie nieznanej, o której istnieniu dowiedziałem się z wywiadu zamieszczonego na youtube – pisze Jakub Brodacki były pracownik Biura Rzecznika Interesu Publicznego.

Ku mojemu zdziwieniu prawicowa blogosfera (czyli owa szklanka wody) natychmiast podzieliła się na zajadłych zwolenników i równie zajadłych przeciwników profesora Kieżuna.

Chcąc co nieco przybliżyć się do zrozumienia racji obu stron, w Nowym Roku zafundowałem sobie wielogodzinny maraton filmowy z udziałem profesora Sławomira Cenckiewicza, red. Piotra Wojciechowskiego i dr Piotra Gontarczyka oraz profesora Jana Żaryna i red. Agnieszki Romaszewskiej. Moja pierwsza uwaga recenzyjna z tego festiwalu brzmi następująco: mamy do czynienia ze starciem racji oraz konfliktem interesów.

O konflikcie interesów nie umiem powiedzieć nic, co nie byłoby rzucaniem oskarżeń na wiatr i tworzeniem szumu medialnego, więc wątek ten pomijam. Zaznaczam tylko, że jeśli uczeni dyskutują o sprawie z takim natężeniem emocji, jak dawni uczeni dyskutowali o istnieniu bądź nieistnieniu ruin homeryckiej Troi, to w grę muszą wchodzić interesy. Uczony z zasady raczej stara się pracować rozumem, a nie sercem, choć serca nie wyklucza i czasem ma je po prawej stronie.

Algorytm obrony TW

W sprawie starcia racji jestem w pełni po stronie Sławomira Cenckiewicza, któremu uścisnąłem dłoń tylko raz w życiu i którego znam tylko z wystąpień publicznych via youtube. Nie chcę wikłać się w szczegółową dyskusję nad życiorysem Kieżuna oczami bezpieki, bo choć pracowałem z materiałami IPN-owskimi, to jednak było to dość dawno i w gruncie rzeczy się na nich nie znam w sensie naukowym. Jestem historykiem XVII wieku.

Z ciekawszych wypowiedzi publiczności podaję wypowiedź Andrzeja Cieślaka:
Algorytm obrony tych ludzi, którzy byli tajnymi współpracownikami był taki: najpierw zaprzecza. Nie, nie byłem TW. Jak mu już udowodniono, że był TW, to mówi tak: oczywiście byłem TW, ale nie donosiłem. Jak kolejny kwit pokazano, to odpowiedź była: donosiłem, ale nie szkodziłem” .

Andrzej Cieślak poprosił dyskutujące strony, by odniosły się do trzech prostych pytań:
1. czy był TW?
2. czy donosił, czy może trzeba zapytać, czy przekazywał informacje?
3. czy informacje te można uznać za nieszkodliwe?

Jak się okazuje, wszyscy spierający się uczeni zgadzają się, że Kieżun był TW oraz że przekazywał informacje. Jednak profesor Żaryn wskazywał na to, że Kieżun był TW z punktu widzenia biurokracji esbeckiej, a niekoniecznie może być uznany za TW z naukowego, historycznego punktu widzenia. Podobnie rzecz objaśniał dr Gontarczyk, choć w większym stopniu koncentrował się na wypunktowaniu domniemanych błędów metodologicznych w rozumowaniu profesora Cenckiewicza.

Autodemaskacja prostaczka

Inny ciekawy głos publiczności brzmiał następująco:
Chciałem dokonać pewnej autodemaskacji... Ze mną też próbowano nawiązać kontakt. Ja odmówiłem tego kontaktu w rozmowie telefonicznej, że nie będę się spotykał. W przekonaniu takim, że z oficerami SB się nie rozmawia. Nawet dla dobra Polski... Dlatego, że rozmowy z oficerami SB mogą służyć dobru PRL, a nie dobru Polski. Teraz się okazało, że rzeczywistość była „bardziej skomplikowana”, ja jestem prostaczkiem. Więc skoro się zdemaskowałem jako prostaczek z takimi prostymi zasadami, to chciałem zadać prostackie pytania, trzy. Po pierwsze: czy wg państwa prawdą jest, że prof. Kieżun współpracował z SB, niezależnie od tego, jakie formy ta współpraca przyjęła, jakie były jej intencje i czy może być uznana za szkodliwą, czy nie...

Główne pretensje do Cenckiewicza zgłaszane przez panów Żaryna i Gontarczyka polegały na tym, że najpierw Cenckiewicz powinien napisać artykuł naukowy z „aparatem”, czyli przypisami i bibliografią, a dopiero potem dokonać publicystycznego uproszczenia na łamach popularnego czasopisma. Jest to prawdopodobnie jedyny zarzut, który można przyjąć w ich argumentacji. Przykro mi to pisać, ale reszta ich argumentacji brzmi niestety raczej jak kazuistyka.

Ustawa dekremlizacyjna pilnie potrzebna

Osobiste wycieczki pomiędzy Cenckiewiczem, Wojciechowskim i Gontarczykiem zmuszają do zadania pytania, czy nie jest to przypadkiem ostatnia dyskusja o lustracji w Polsce, i czy od tej pory spory lustracyjne i w ogóle spory w łonie prawicowej elity będą się toczyły w formie rękoczynów na ulicy i w kawiarniach (starcie Wildstein-Wasiukiewicz 1:0. Swoją drogą, Wildstein napisał całkiem dowcipny tekst o prawicowych bójkach.

Jest to tym bardziej smutne, że na Ukrainie uchwalono znacznie szerszą, niż w Polsce ustawę lustracyjną, i że obejmuje ona nie tylko agenturę. Jest ona w istocie ustawą nie tylko dekomunizacyjną, ale wręcz „derusyfikacyjną”, jeżeli w przypadku Rusi Kijowskiej można takiego słowa użyć. Chodzi o kompleksowy przegląd kadr pod kątem ich związków z Kremlem, nie tylko w okresie sowieckim, lecz także w ostatnim dwudziestoleciu. Poważnym błędem tej ustawy jest oczywiście pominięcie lustracji parlamentarzystów, ale ogólna jej intencja daleko jest szersza, niż ustawa lustracyjna w Polsce.

Przyznam, że taka właśnie ustawa lustracyjna jest dzisiaj w Polsce potrzebna jak woda i powietrze. Dziwi mnie, że klub Ronina zajmuje się tą burzą w szklance wody, jaką jest spór o Kieżuna. Lada chwila dojdzie na Foksal do ustawek, solówek a może i romantycznych pojedynków. Tymczasem każde spotkanie tego klubu powinno się rozpoczynać od relacjonowania wydarzeń na Ukrainie, bo od losów Ukrainy ściśle zależą losy Polski. Mam nadzieję, że z nowym rokiem pojawi się w klubie Ronina debata o nowej koncepcji lustracji, która nie będzie się opierała na kazuistyce Sądu Najwyższego II PRL, ale na zdrowym rozsądku i prawie konieczności.
Źródło: blog-n-roll.pl

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
20 ofiar „cichego zabójcy”. Służby…

20 ofiar „cichego zabójcy”. Służby…

Zbigniew Ziobro podsumował zmiany w prawie…

Zbigniew Ziobro podsumował zmiany w prawie…

Czy IKEA uchylała się od płacenia…

Czy IKEA uchylała się od płacenia…

Bardzo zła jakość powietrza w Warszawie.…

Bardzo zła jakość powietrza w Warszawie.…

Wielka inwestycja w Zakopanem

Wielka inwestycja w Zakopanem

To sędzia Igor Tuleya podjął skandaliczną decyzję! PO od razu rzuciła się na marszałka Sejmu

Igor Tuleya / Marcin Pegaz/Gazeta Polska

Do żadnej dymisji marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego nie dojdzie, a działania podjęte 16 grudnia 2016 r. w Sejmie były transparentne i zgodne z prawem - powiedziała rzeczniczka PiS Beata Mazurek, proszona o komentarz do żądania przez PO dymisji Kuchcińskiego.

Warszawski sąd uchylił decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa ws. posiedzenia Sejmu z 16 grudnia 2016 r., podczas którego uchwalono ustawę budżetową. Śledczy decyzję o umorzeniu uzasadniali tym, że obrady miały prawidłowy przebieg; a przeniesienie ich do Sali Kolumnowej było zgodne z prawem.

Sędzia warszawskiego sądu okręgowego Igor Tuleya w uzasadnieniu uchylenia umorzenia śledztwa, stwierdził, że skarżący słusznie wskazali, iż "uzasadnienie zaskarżonego postanowienia skupia się w znacznej mierze, na prezentowaniu negatywnych działań i inicjatyw posłów wywodzących się z ugrupowań opozycyjnych, oraz na poszukiwaniu uzasadnienia i usprawiedliwienia dla działań podejmowanych przez posłów bądź członków organów Sejmu wywodzących się z obecnej większości parlamentarnej".

Tuleya dodał, że w ocenie sądu "nie wyjaśniono w sposób przekonujący z jakiego powodu, kiedy faktycznie i kto rzeczywiście podjął decyzję o przeniesieniu obrad do Sali Kolumnowej".

Wątpliwości sądu potęgują nie tylko kontestowane, dyskusyjne okoliczności wykluczenia posła Szczerby z obrad Sejmu - która to decyzja stała się impulsem do reakcji posłów opozycji, zresztą łatwej do przewidzenia

- mówił.

Czytaj też: Sąd uchylił decyzję o umorzeniu śledztwa ws. obrad w Sali Kolumnowej

Posłowie PO złożyli do sądu zażalenie ws. decyzji prokuratury. Polityk Platformy Cezary Tomczyk na poniedziałkowej konferencji prasowej domagał się dymisji marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek poproszona o komentarz do stanowiska PO podkreśliła, że do żadnej dymisji marszałka Sejmu nie dojdzie.

Oczywiście żadnej dymisji marszałka Kuchcińskiego nie będzie, a dobrze byłoby, gdyby Platforma Obywatelska z głowy stanęła na nogi, bo nie jest od tego, żeby ferować wyroki

- powiedziała.

Mazurek zapewniła, że PiS nie ma nic do ukrycia, a działania podjęte 16 grudnia w związku m.in. z przeniesieniem obrad do Sali Kolumnowej były transparentne.

Cel opozycji był wówczas jeden: destabilizować obrady, żeby nie doprowadzić do uchwalenia budżetu i tym samym skrócić kadencję Sejmu. To się nie udało, więc teraz rozpaczliwie znów próbują zaistnieć i wskazywać, że coś rzekomo było niezgodne z prawem

- stwierdziła.

Jak dodała rzeczniczka PiS, 16 grudnia ubiegłego roku wszystko odbyło się zgodnie z prawem.

Mazurek odniosła się także do poniedziałkowej decyzji Sądu Okręgowego w Warszawie.

To, że PO złożyła wniosek do sądu i sąd nakazał ponowne rozpatrzenie, to mnie wcale nie dziwi, w kontekście tego, jak działają niektóre sądy

- oceniła rzecznik PiS.

Warszawska prokuratura okręgowa w sierpniu poinformowała, że zdecydowała o umorzeniu śledztwa, z powodu braku znamion czynów zabronionych oraz niepopełnienia czynów wskazanych w zawiadomieniach. Postępowanie w tej sprawie prowadzone było od 19 grudnia ubiegłego roku. Dotyczyło przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych oraz działania na szkodę interesu publicznego przez funkcjonariuszy publicznych. Zawiadomienie w tej sprawie złożyły m.in. PO i Nowoczesna.

Chodzi o posiedzenie Sejmu z 16 grudnia 2016 r. W związku z planami ograniczeń w pracy dziennikarzy w Sejmie oraz wykluczeniem z obrad jednego z posłów PO Michała Szczerby, opozycja rozpoczęła wówczas blokowanie sejmowej mównicy. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński wznowił obrady w Sali Kolumnowej, tam też przeprowadzono głosowanie m.in. nad ustawą budżetową na 2017 r. Opozycja podnosiła później, że głosowania te były nielegalne m.in. z powodu braku kworum.

Prokuratura oceniła jednak, że we wszystkich przeprowadzonych w Sali Kolumnowej głosowaniach, w tym nad ustawą budżetową, „brała udział wystarczająca do podjęcia decyzji liczba posłów – od 236 do 237, a więc zostało zapewnione tzw. kworum”.

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP,

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl