11 listopada bez prowokacji

Po raz kolejny zielone ludziki albo pożyteczni idioci zaatakowali naszego dziennikarza. Akcja nieznanych sprawców przepowiadania śmierci Dawida Wildsteina sugeruje, że określenie „pożyteczni” może być tu zupełnie zbędne. Jeśli inspiratorem byli Rosjanie, to wykonawcami wyjątkowi kretyni. Jednak 11 listopada grozi nam coś zupełnie poważniejszego. Tym razem prowokacjom na ulicach Warszawy może sprzyjać nie tylko obecność ultraradykałów i promoskiewskich słowianofilów, ale także zbliżające się wybory. Za wszelkie rozruchy władza będzie winiła PiS i kluby „Gazety Polskiej”. Dlatego proponuję powtórzenie scenariusza z zeszłego roku. 10 listopada spotkajmy się w Warszawie po comiesięcznej mszy św. w katedrze św. Jana. Złóżmy kwiaty przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego. 11 listopada pojedźmy do Krakowa na Wawel do grobu Piłsudskiego i Lecha i Marii Kaczyńskich. Szczegóły obchodów będziemy podawali w naszych mediach. Sytuacja w Polsce i za naszymi granicami jest zbyt trudna, by ulec prowokacji. W zeszłym roku obchody w Krakowie zakończyły się ogromnym sukcesem (w tym czasie były burdy na ulicach Warszawy). Apeluję o udział w tych uroczystościach do wszystkich Czytelników, ale szczególnie do klubów „GP”.

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Dialog a system wartości

Delikatność strony polskiej zderza się z twardym stanowiskiem (tupetem) przedstawicieli Ukrainy.

Wicepremier Ukrainy Paweł Rozenko przed rozmowami w Warszawie nie ukrywał, że dla niego kluczowym zagadnieniem będzie kwestia ustawy o IPN. „Uważamy, że ustawa powinna zostać zmieniona”. Komunikat po rozmowach potwierdza ten właśnie cel rozmów, a pomija kluczową dla nas sprawę ekshumacji polskich ofiar, wstrzymanych przez władze w Kijowie. Ponadto czytamy, że „zapadły konkretne uzgodnienia wobec działań na rzecz stworzenia warunków dla inwentaryzacji oraz dalszej legalizacji miejsc pamięci na terenach dwóch państw, a także odnowy śladów zniszczenia miejsc pamięci, które stały się przedmiotem wandalizmu na terenie Polski”. Znamienne, że wandalizmem nazwano dokonaną zgodnie z prawem rozbiórkę monumentu bojowników UPA, postawionego nielegalnie w Hruszowicach koło Przemyśla. Stanowisko polskiego Ministerstwa Kultury po spotkaniu pokazało, jak bardzo rozjeżdżają się narracje Warszawy i Kijowa. Delikatność strony polskiej zderza się z twardym stanowiskiem (tupetem) przedstawicieli Ukrainy. My próbujemy rozmawiać o ekshumacjach.

Oni ignorują problem, a wracają w kółko do sprawy „legalizacji miejsc pamięci” i „zniszczenia”. Ostatnio rzadko na tych łamach można znaleźć pochwały pod adresem Prezydenta RP, ale w tym wypadku Andrzej Duda zareagował szybko i kategorycznie, wyrażając „duże rozczarowanie i smutek”. To wyraźna zmiana tonu, bo jak widać dyplomatyczne grzeczności nie przynoszą rezultatu. Stanisław Srokowski, pisarz i strażnik pamięci o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów, w jednym z naszych programów w 2016 r. ostrzegał: „Problem pomiędzy Polską a Ukrainą nie jest problemem tej czy innej ustawy. To problem systemu wartości”. Polska ma za sąsiada kraj, którego najwyższe czynniki polityczne wyznają inny system wartości. Co stanie się, jeśli w przyszłości podczas oficjalnej wizyty prezydent Rzeczypospolitej będzie miał złożyć kwiaty w miejscu narodowej pamięci Ukrainy i okaże się, że to pomnik przywódców odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków: Dmitro Klaczkiwskiego, Stepana Bandery czy Romana Szuchewycza? 
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl