Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

​Aparatczycy na taczki!

Amerykański śpiewak o polsko brzmiącym nazwisku, Valerian Ruminski, został usunięty z obsady „Toski”, która ma być wystawiona w Opera Lyra w Ottawie.

Amerykański śpiewak o polsko brzmiącym nazwisku, Valerian Ruminski, został usunięty z obsady „Toski”, która ma być wystawiona w Opera Lyra w Ottawie. Przyczyną tej decyzji był prześmiewczy wpis artysty na Facebooku o pomalowanych paznokciach mężczyzny spotkanego w autobusie. Tak. To skandaliczna decyzja. Ale w porównaniu do poprawności politycznej na polskim podwórku operowym to naprawdę nic wielkiego!

Swego czasu słynną osobowością polskiego środowiska artystycznego był dyrektor jednocześnie dwóch polskich oper. Nie miał on muzycznego wykształcenia, jedynie aspiracje… by być znawcą. Stołek swój zaś zdobył z nadania partyjnego. By ujrzeć to niebywałe przyspieszenie w karierze w odpowiednim kontekście, pragnę wyjaśnić, że skrzypek, aby usiąść przy ostatnim rzędzie pulpitów w filharmonii bądź orkiestronie, potrzebuje 18 lat nieprzerwanej nauki. Nauki muzyki, solfeżu, kształcenia słuchu, mozolnych wielogodzinnych ćwiczeń indywidualnych, zespołów kameralnych, historii muzyki i wielu innych przedmiotów.

Słynny dyrektor tak się mądrzył i pomiatał ludźmi w teatrach, aż został przez zespół artystyczny wywieziony z jednej z oper na taczkach. Do dziś z tych taczek się nie podniósł i próbuje zniszczyć wielu wartościowych, pracowitych i wykształconych ludzi w naszym kraju. Mechanizm zastraszania partyjnego, spadek po ostatnim systemie, ciągle egzystuje w umysłach ludzi. Dzięki temu były dyrektor wciąż jest rozgrywającym. Próbuje oferować przez pośredników swoje „usługi” jako doradca artystyczny. W zamian za miesięczną gażę, a raczej „mafijny haracz” oferuje „nie kąsać”, być miły i popierający.

Kiedy zostałam ambasadorem, a potem dyrektorem artystycznym Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy-Zdroju, dostałam od przyjaciela wspomnianego dyrektora propozycję nie do odrzucenia. Miałam płacić haracz, by dobrze się o mnie wypowiadano w środowisku. Odmówiłam, co zaowocowało paszkwilami na mój temat. Byłam wtedy również świadkiem telefonów, które odbierali artyści wydarzenia artystycznego, którym kierowałam. Rozmówca groził im, że jak wejdą na scenę, więcej już nigdzie nie zaśpiewają, że ich kariera jest skończona. Wyobrażają sobie Państwo, co czuje artysta, odbierając taki telefon na chwilę przed koncertem?

Oddzielmy wreszcie sztukę od brudnych rozgrywek politycznych! Zwłaszcza wielką sztukę, która bez mecenatu państwa nie jest w stanie egzystować. Dajmy szanse świetnej, kreatywnej, wykształconej polskiej młodzieży. Aparatczykom zaś powiedzmy: czas na emeryturę.

Tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"
 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane