Jeden dzień na Łączce (2)
Wchodzących na powązkowski Cmentarz Wojskowy wita grób płk. Ryszarda Kuklińskiego, usytuowany na samym początku Alei Zasłużonych.
Gdyby w epoce dominacji ZSRS pułkownik nie podjął swojej straceńczej misji, wydarzenia w tej części Europy potoczyłyby się zapewne nieco innym torem. Losy Kuklińskiego i jego najbliższych także wyglądałyby inaczej – być może nie byłoby w nich miejsca na zgryzotę i cierpienie, na pytania o sens wyborów stawiających interes zbiorowości wyżej niż osobiste korzyści. Grób pułkownika na Powązkach to znamię pieczętujące całą dwudziestowieczną historię Polski. „Jestem tu” – mówi do odwiedzających nekropolię – „byście pamiętali, z jakim trudem osiąga się miejsce w panteonie, jak wiele trzeba poświęcić, ile zapłacić”.
Powązki Wojskowe jawią się komuś, kto obcuje z historią, z jej pisemnymi przekazami, kto próbuje zrozumieć rytm dziejów, znaleźć zasadę porządkującą, cel i sens, telos historii – jako domena aksjologicznego chaosu, jako przestrzeń znaczeń nieostrych, rozmytych, nawzajem się wykluczających i pozbawionych hierarchii. Groby katów stoją tu w sąsiedztwie grobów bohaterów. „Polska” śpi obok Polski.
Osoby nieobeznane z historiografią, nieznające faktów (np. młodzież szkolna) przyjmują do wiadomości równowartość porządków niewspółmiernych, uczą się postrzegać tradycję jako mieszaninę postaw sprzecznych, wartości prawdziwych i fałszywych, stanowisk wyrastających z systemów wartości i antywartości. W owym tyglu wszystko jest równie istotne i wszystko w równym stopniu pozbawione istotności. „Prawda nie istnieje – sączy się w uszy przechodnia szatański szept. – Prawda jest kwestią interpretacji; wybieraj więc, klucz, kontaminuj, konstruuj całość z dowolnie wyselekcjonowanych fragmentów”. W takim kształcie, jaki został nam dany, Powązki narzucają wizję wolności „od” (obowiązku, powinności, wierności), nie wolności „do”. Zamiast zobowiązania – brak zobowiązań. Zamiast kontynuacji – nieustanne rozpoczynanie od nowa. Jakby przeszłość nie istniała, jakby nigdy nie było nic prócz wiecznego „teraz”.
Jaka i czyja?
W jednej ze swoich wypowiedzi płk Kukliński stwierdził, że jego osobisty los niewielkie ma znaczenie, że ważne jest tylko jedno pytanie: „jaka Polska i czyja Pol-ska?”. Stoimy w miejscu, przez które biegnie alejka między kwaterami Ł i ŁII, nad dołem wydrążonym przez koparkę. Andrzej Pilecki, syn rotmistrza, prof. Krzysztof Szwagrzyk i my, troje wolontariuszy. Ściskam rękę pana Andrzeja i bąkam kilka okolicznościowych słów, skonfundowany i przejęty. Pan Andrzej opowiada o swoich wizytach na Łączce w latach komunizmu, o zostawianych przezeń kartkach z informacją dotyczącą losów ojca, o tym, jak prędko znikały, jak bardzo teren ten kontrolowany był przez służby jawne i tajne. Profesor opisuje mu zakres działań podjętych przez IPN. Zaglądają do pustej jamy w ziemi. „Jaka Polska i czyja Polska?” – rozbrzmiewa bezgłośnie pytanie Ryszarda Kuklińskiego, ale odpowiedź nie pada. Słońce popołudnia przeczesuje wąskie przestrzenie między grobami i kapituluje przed tym, co w głębi, pod powierzchnią. Oddalam się, by obserwować ich z dystansu, gestykulujących, kiwających głowami, przechadzających się po kilku metrach kwadratowych ziemi i piasku. Mam wrażenie, jakbym oglądał film z zamierzchłej przeszłości, wrażenie wzmocnione wytrwałym szumem kamery Arkadiusza Gołębiewskiego, który stoi przy ogrodzeniu i stara się niczego nie uronić z tej chwili.
Jaka i czyja jest współczesna Polska? Gdyby była krajem, o który walczyli Pilecki, Dekutowski, Ciepliński, Fieldorf, Kasznica oraz zastępy innych – czy nie uczy-niłaby wszystkiego, by ich hańbiącą śmierć nagrodzić, by szczątki swoich najlepszych synów wydobyć z anonimowych dołów i z państwowymi honorami przenieść na miejsce wspólnej pamięci? Czy ich kości i czaszek nie traktowałaby jako świętości, relikwii, jako znaków własnego trwania? Jeżeli tak nie czyni – czym jest? A tamci Zmarli, tkwiący pod grobami funkcjonariuszy komunistycznego systemu, gdyby zostali przywróceni do życia, czy powiedzieliby: „Tak, to nasza ojczyzna, nasza matka, za którą raz jeszcze gotowiśmy oddać, co mamy najcenniejszego”?
Jeśli nie, co by nam rzekli, rozważcie, co by nam rzekli?
Cały artykuł ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"