Czytelniczka portalu poczuła się zażenowana, gdy chciała wyjść ze sklepu, ale drogę zastąpił jej ochroniarz. - Miałam przy sobie zakupy i rachunek za nie. Pan z ochrony powiedział, że mam mu pokazać, co mam w torbie. Byłam w szoku i zrobiłam to - wspomina i dodaje, że takie zachowanie ochrony nie świadczy najlepiej o sklepie i zapowiada bojkot Sports Direct.
Przy drzwiach wejściowych do sklepu wisi kartka, na której jest napisane: "Podczas opuszczania sklepu możesz zostać skontrolowany przy wyjściu. Proszę o wybaczenie nam wszystkich niedogodności". - Takie są wytyczne z Londynu, bo w Anglii jest główna siedziba firmy. Mamy sporo kradzieży, dlatego też podjęte zostały takie kroki - tłumaczy kierownik Sports Direct z Młyna Łukasz Fil portalowi gazetawroclawska.pl i dodaje, że "klienci którzy nie godzą się na takie warunki, po prostu mogą nie wchodzić".
- Pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją. Jeśli ochrona nie ma podstaw do interwencji, to nie powinna jej podejmować - mówi Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Kontroli. Adwokat Katarzyna Politańska uważa, że "klient ma prawo nie zgodzić się na kontrolę. Wtedy ani ochroniarz, ani żaden pracownik sklepu nie ma prawa przeszukiwać jego rzeczy. Może jedynie wezwać policję". - W opisywanej sytuacji klient może skierować sprawę do sądu i liczyć na zadośćuczynienie - mówi portalowi prawnik.