Jak wynika z ustaleń „Rzeczpospolitej” do fali zwolnień w kierowanym przez Bieńkowską resorcie doszło po połączeniu Ministerstwa Rozwoju Regionalnego z Ministerstwem Transportu. Jeszcze w listopadzie 2013 roku powstały w ten sposób resort infrastruktury i rozwoju zatrudniał ok. 2 tys. Osób. Niewiele ponad połowę zatrudnionych stanowili urzędnicy z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, pozostała grupa to pracownicy Ministerstwa Transportu.
Okazuje się, że zaledwie w ciągu dziewięciu miesięcy od objęcia urzędu przez Elżbietę Bieńkowską pracę w jej resorcie straciło ponad 100 osób. Rzecznik resortu przekonuje, że tylko w przypadku 33 osób, powodem rozwiązania umowy były przyczyny leżące po stronie ministerstwa. W pozostałych przypadkach zwolnionym pracownikom resortu skończyły się umowy lub kończono współpracę za porozumieniem stron.
Inne spojrzenie na całą sprawę mają byli już pracownicy resortu. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” przyznają oni, że „miesięcznie zwalniano mniej niż 30 osób, by nie płacić odpraw”. Część pracowników nie zamierza zostawić sprawy w ten sposób i występuje na drogę sądową. Do sądów pracy wpłynęło już 20 pozwów przeciwko ws. resortu Elżbiety Bieńkowskiej.