Ekologiczna bajeczka
Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami, z dala od cywilizacji, ludzi i realnych problemów, żyje sobie dzielne plemię ekologów.
Zajmujące się ochroną wilka w Polsce Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” wystosowało petycję do sklepów IKEA. Żąda w niej, aby ta międzynarodowa sieć zaprzestała sprzedaży jednej ze swoich zabawek. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że głównym zarzutem wobec produktu jest to, że zainspirowana została… bajką o Czerwonym Kapturku. Otóż pluszowa zabawka, która wzbudziła emocje ekologów, umożliwia dzieciom umieszczenie w brzuchu wilka maskotki babci. Co gorsze i o zgrozo – staruszkę można uratować, wyjmując ją przez rozpruty brzuch. „Tego typu czynności pozwalają tym samym na symulację okrutnego traktowania osób starszych, a także samego zwierzęcia. Mogą one też wywoływać i utrwalać w dzieciach strach przed wilkami i niechęć do tego gatunku” – czytamy w oficjalnym stanowisku SdN „Wilk”.
Co z innymi bajkami?
Nie wiadomo dokładnie, ile set lat liczy sobie bajka o Czerwonym Kapturku. Wiadomo jednak, że została spisana po raz pierwszy przez Charles’a Perraulta w książce „Bajki Babci Gąski” (1697 r.) i do dzisiaj jest hitem wśród najmłodszych. Jak się okazuje, bardzo groźnym. A to jedynie wierzchołek góry lodowej. No bo np. taki Szewczyk Dratewka, który uwolnił kraj Kraka od smoka, jest błędnie uważany za bohatera. W rzeczywistości, patrząc przez pryzmat ekologii, to okrutny sadysta, który zamordował ostatniego przedstawiciela zagrożonego gatunku. Mało tego, zrobił to ze zwyczajnej chciwości, dla kobiety i pieniędzy. Zresztą takich sprzedawczyków na kartach ksiąg jest więcej. Dość przypomnieć historię, również bardzo rzadkiego, bazyliszka i młodego czeladnika z Warszawy, który zabił biedne stworzenie za pomocą lustra.
W zasadzie trudno wymienić jakąkolwiek bajkę, która nie prezentowałaby nagannych postaw. Reksio nawet w czasie mrozów mieszka w nieocieplonej budzie i jest pozbawiany miłości. Objawia się to tym, że nie ma psiego kubraczka, a do jedzenia zamiast pysznej karmy z puszki dostaje białe kości, bez chociażby grama mięsa. A Kubuś Puchatek? Jest uzależniony od miodu, przez co przyjmuje nadmiar kalorii, co skutkuje otyłością – promuje niezdrowy styl życia. Słowem: patologia.
Fanatyzm zabija inteligencję
„Baśnie są bardziej niż prawdziwe nie dlatego, że mówią nam o istnieniu smoków, ale dlatego, że uświadamiają, iż smoki można pokonać” – miał powiedzieć kiedyś angielski pisarz Gilbert Keith Chesterton. Zapewne jednak nie zrozumieją tego ekolodzy, którzy wpatrzeni w swoją ideologię, z „Czerwonego Kapturka” zapamiętali jedynie, że to atak na image wilka. To jednak pokazuje zasadniczą cechę całej tej grupy – mianowicie wybiórczość zarówno argumentacji, jak i postrzegania świata. Widać to na przykładzie Puszczy Białowieskiej. Staraniem ekologów ma ona zostać nietknięta ręką ludzką. Wielu z nich jest również zdania, że w ogóle nie powinno się wycinać drzew w lesie. Nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć, że taka polityka na dłuższą metę jest szkodliwa dla środowiska. Jeżeli przyjąć, a ekolodzy są do tego w 100 proc. przekonani, że istnieje problem efektu cieplarnianego, to nie ma innego sposobu walki z tym zjawiskiem niż sadzenie drzew, które w fazie intensywnego wzrostu pochłaniają i wiążą duże ilości dwutlenku węgla. Dlatego też z punktu widzenia ocieplania się klimatu lepiej zastąpić dojrzałe drzewostany młodymi. To nie jest moja oryginalna teoria, bo głosi ją m.in. guru światowej ekologii Al Gore (opisuje to w książce „Nasz wybór”).
Chcecie bajki, oto bajka
Do naszych fanatyków to jednak nie trafia, bo przecież według ich propagandy leśnik to wróg, który z chęci zysku dąży do zamiany lasu w „uprawę desek”. Gorsi od leśników są chyba tylko myśliwi, którzy są określani jako „mordercy”, ludzie, którzy dla zabawy strzelają do zwierząt. No i za nic ekolodzy nie chcą przyjąć, że odstrzał jest koniecznością, bo człowiek po prostu wtrącił się do przyrody i nie może się z niej wycofać bez szkód dla ekosystemu. Nietrzebienie lisów, które dzięki szczepieniom praktycznie nie padają już na wściekliznę, doprowadziłoby do katastrofy wśród mniejszych zwierząt i ptactwa. A chyba nie chodzi o to, żebyśmy w Polsce mieli same lisy. Podobnie z dzikami, których jest dzisiaj w naszym kraju zatrzęsienie. Jest ich tak dużo, że już nikogo nie dziwi ich widok w centrach miast. Można dziś spokojnie przyjąć, że gdyby wstrzymać teraz odstrzał, liczba dzików w ciągu dwóch lat by się potroiła. To wiązałoby się z licznymi kłopotami i dużo większymi stratami w rolnictwie. No ale to ekologów nie obchodzi, gdyż żyją w imaginowanym świecie. W ich bajce wilk jest jaroszem, który nie zjada babci. Jest za to skłonny do pomocy i razem z Czerwonym Kapturkiem niesie koszyczek do staruszki, która czeka na nich z szarlotką i zimnym kompotem. Nie wiem tylko, czy będąc wilkiem, cieszyłbym się z takiego wizerunku – chyba nadal wolałbym zostać dziki, groźny, nieujarzmiony jak bohater „Obławy” Jacka Kaczmarskiego.