Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Rosyjskie media informują o śmierci sowieckiej dysydentki Walerii Nowodworskiej

Dziś w Moskwie zmarła Waleria Nowodworska, jedna z ostatnich żyjących dysydentów z czasów ZSRS - poinformowały rosyjskie media. Nowodworska była autorką m.in.

Autor:

Dziś w Moskwie zmarła Waleria Nowodworska, jedna z ostatnich żyjących dysydentów z czasów ZSRS - poinformowały rosyjskie media. Nowodworska była autorką m.in. licznych publikacji o polskiej historii i polityce. Nad jej biurkiem wisiał portret śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Nowodworska jako 19-latka rozrzuciła na Kremlu ulotki krytykują Moskwę za wysłanie wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji. Została za to skazana na leczenie w szpitalu psychiatrycznym. Po jego opuszczeniu straciła na zdrowiu. Do końca życia ostro krytykowała Władimira Putina, oskarżając go m.in. o przygotowanie zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku w 2010 r. Niedawno założyła partię Zachodni Wybór.


fot.: arch. - 20-letnia Waleria Nowodworska

Dysydentka była autorka tekstu pt. "W Smoleńsku doszło do zemsty"  ("Nowe Państwo" nr 5(75)/2012), w którym czytamy:

"Kto zna dzieje stosunków polsko-rosyjskich, ten powie, że nie ma w nich miejsca na przyjaźń, i to nie z winy Polaków. Polska nigdy nie zamierzała podbić Rosji, natomiast Rosja ciemiężyła Polskę, uśmierzała jej opór, deptała i upokarzała. Bo widziała zagrożenie w jej umiłowaniu swobód. Należało zgasić tę żagiew wolności. Polski przykład był zbyt atrakcyjny: liberum veto w sejmie, wybory króla, tyle swobód obywatelskich, a obok niewolnicza Rosja. Wystarczy przypomnieć powstańcze hasło: „Za wolność waszą i naszą” czy polskie związki z dekabrystami. Ten przykład należało usunąć z rosyjskiego podręcznika myśli społecznej. Dlatego włodarze Rosji pałali nienawiścią do Polski. A władze rosyjskie to imperialiści, którzy nie dysponują własną wolnością ani nie szanują cudzej. Jedyny wyjątek stanowił okres po dojściu w Rosji do władzy demokratów za prezydentury Jelcyna".

"Prezydenta Lecha Kaczyńskiego czekistowska junta nienawidziła, nie ukrywając swoich uczuć. Nie mogli mu wybaczyć solidarności z Czeczenią ani ronda Dżochara Dudajewa w Warszawie, ani tego, że stanął obok prezydenta Saakaszwilego na wiecu w Tbilisi i narażał się na rosyjskie kule. Mają żal do Polski o to, że wspiera rosyjską opozycję demokratyczną, mówi bez wahania prawdę o rządach Putina, o represjach w Czeczenii, o wojnie rosyjsko-gruzińskiej, o tłumieniu swobód obywatelskich. To, co zdarzyło się w Smoleńsku, było zemstą i rozwiązaniem sporu. Tu nie ma co poszukiwać śladów zbrodni. Jak wiemy, czarne skrzynki są poza zasięgiem polskiej opozycji oraz rosyjskich demokratów. Bezczelne kłamstwa rosyjskich środków przekazu o błędach pilotów i pijanym generale zmuszającym ich lecieć na brzozę świadczą, że rosyjskie władze mają coś do ukrycia. Ponadto można się domyślać, że w Polsce nadal działają w ramach służb bezpieczeństwa zakonspirowani sowieccy agenci. Prawdziwie polscy funkcjonariusze nie dopuściliby do lądowania samolotu z tak liczną grupą przedstawicieli polskiej elity państwowej na pokładzie na lotnisku wojskowym ukrytym w lesie, gdzie nie mają dostępu dziennikarze i gdzie samolot był zdany na łaskę rosyjskiej junty czekistów. Co więcej, by wciągnąć głębiej do pułapki Lecha Kaczyńskiego, podjęto kroki bez precedensu. Wykorzystano do tego celu film Andrzeja Wajdy o zbrodni katyńskiej. Ten film, niedopuszczony do kin, pokazano w centralnej telewizji, aby zademonstrować otwartość Rosji w tej sprawie. Chodziło o przytępienie czujności polskiego partnera w przeddzień owego lotu".

"Smoleńska katastrofa nie mogła być dziełem przypadku. Wojskowi dyspozytorzy wykonują rozkazy swoich przełożonych, gdy ci domagają się wypadku; zaś wywołanie mgły przy dzisiejszym poziomie techniki nie jest rzeczą niemożliwą. Domyślam się, że Lech Kaczyński miał opory przed lądowaniem w Moskwie i dlatego wybrał lądowanie w Smoleńsku. Jego portret wisi nad moim biurkiem, dla mnie jest wybitną postacią na równi z Tadeuszem Kościuszką oraz Józefem Piłsudskim. Dzięki takim przywódcom Polska budzi dumę i zawiść. Rosyjski wirus sparaliżuje świat Niestety, katastrofa smoleńska nie uzyskała należnego rozgłosu w świecie i winę za to ponosi premier Donald Tusk. Czekiści potrafią mordować, zaś ich celem był prezydent RP Lech Kaczyński. Uznanie prawdy wymagałoby zerwania stosunków dyplomatycznych oraz kontaktów handlowych. Przecież dokonanie takiego aktu terrorystycznego oznaczało w rezultacie podjęcie działań zbrojnych, czyli wojnę przeciwko Rzeczypospolitej. Oni nie zawahali się zamordować za pomocą radioaktywnego polonu swego byłego agenta Litwinienki na terenie Anglii, czyli na terenie obcego państwa. Rosja nie zasługuje na zaufanie aż do chwili, gdy u jej steru staną demokraci. Powinna być traktowana jak wirus, dopóki się go nie uleczy, czyli do czasu publicznego wyznania swych grzechów wobec Polski i krajów nadbałtyckich oraz wycofania rosyjskich sił zbrojnych z Gruzji i Mołdawii. Katastrofa smoleńska powinna być dla świata symptomem tej choroby. Z nim musi się kojarzyć współczesna Rosja, by cały świat zdał sobie sprawę, iż zasiadanie z nią przy jednym stole jest i nieeleganckie, i groźne dla zdrowia jej adwersarzy. Nadal mieszkam w Rosji i nie zamierzam jej opuszczać, gdyż traktuję ją jak arenę walki. Gdyby wszyscy uczciwi i odważni ludzie ją porzucili, losy świata byłyby bardziej zagrożone. Rosja wymaga zachowania czujności. Polacy powinni pamiętać, że ona jest dla nich wrogiem. Przywódcy Rosji nie znoszą Polski, gdyż kraj ten kojarzy się im z wolnością".
 

Autor:

Źródło: Nowe Państwo,niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane