Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wojciech Mucha,
07.05.2014 07:38

W ministry pizzę dowieziono

Drzewiej na dworach i w pałacach jadało się wytwornie. A to od kapłonów soczystych długie stoły się uginały, a to gęsi faszerowano, prosięta pieczono, polewki gotowano.

Drzewiej na dworach i w pałacach jadało się wytwornie. A to od kapłonów soczystych długie stoły się uginały, a to gęsi faszerowano, prosięta pieczono, polewki gotowano. Pyszniły się na stołach smakowite wiktuały. Uczty we dworach stanowiły o pozycji gospodarza. Na stole króla Władysława Jagiełły (znanego niektórym ze stuzłotówki) ponoć i sto dań się pojawiało. Wreszcie szerokie kontakty zagraniczne, a i przecinające kraj nasz szlaki handlowe pozwoliły na poznanie kuchni dalekiej. Włoszczyznę, jak pamiętamy, sprowadziła królowa Bona. I dziś jest podobnie. Bo choć dworów już niewiele, a mieszkańców wytwornych rzadziej niż w wiekach dawnych spotkać można, to tradycja wciąż żywa. Oto do pałacyku w Chobielinie włoskie specjały dowożą. Nie z Italii dalekiej, a z pizzerii pobliskiej. I nie kupcy śniadzi, ni tragarze najemni, a Biuro Ochrony Rządu. I nie królom na tronach, a Radosławowi Sikorskiemu, z łaski bożej spraw zagranicznych Najjaśniejszej Rzeczypospolitej ministrowi. I tylko lud prosty, jak drzewiej bywało, płacić musi za to. Dobrze tylko, że sobie mleka wielbłądziego imć Sikorski nie zażądał.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane