Uczniowie szkół średnich zwracają się do nauczycieli "profesorze" - jedynie dla okazania szacunku. I podobnie wygląda sytuacja z "profesurą" Władysława Bartoszewskiego. Wie o tym (prawie) każdy kto, choć trochę interesuje się polityką. Jak się okazuje niektórzy nie wiedzą lub udają, że jest inaczej.
PWN pokusiły się o wydanie "Wielkiego Słownika Polsko-Niemieckiego". I chwała im za to. Gdyby nie zaklinanie rzeczywistości. Na liście "patronów honorowych" znalazł się m.in. Władysław Bartoszewski, któremu przed nazwiskiem dopisano "prof. dr. hab". Czyli już nie tylko profesor, ale nawet doktor habilitowany. Pusty śmiech ogarnia....
"Owszem, „profesorem” mianował go w latach 80. bawarski rząd landowy, ale to coś w rodzaju tytułu honorowego. Na tej zasadzie można nazwać Lecha Wałęsę doktorem, bo tytułów honoris causa od różnych uniwersytetów ma chyba tuzin lub więcej" - zauważa portal wpolityce.pl, który pierwszy zwrócił uwagę na publikację PWN.

fot. wpolityce.pl