Nie chcemy na Ukrainie drugiej Magdalenki

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Katarzyna Pawlak

Kontakt z autorem

Majdan bardzo źle przyjął słowa Radosława Sikorskiego. Bohaterowie, którzy zginęli za Ukrainę, gdyby jeszcze raz mieli podjąć decyzję, czy iść na barykady, poszliby. Żaden by się nie cofnął. Dlatego powiedzenie nam „Podajcie rękę Janukowyczowi, bo was powybija”, oznaczało „Przyznaj się, że przegrałeś” - mówią „Gazecie Polskiej” wiceszef samoobrony Majdanu Andrzej Garbow i szef Czarnej Sotni Aleksander Tretiakow.

Załóżmy, że świat w końcu stanowczo tupnie nogą i wyrwie Putinowi Ukrainę. Jednak rosyjskie wpływy są zakorzenione mocno w waszej administracji, służbach, armii. Polska po tylu latach nadal sobie z tym nie poradziła. Ludzie szkoleni w Moskwie są doradcami prezydenta, sędziowie stanu wojennego nadal wydają wyroki, brutalni zomowcy siedzą na ciepłych posadach w spółkach skarbu państwa.
AT: Wiemy, że przed nami bardzo ciężki proces. Zmiana rządu to dopiero początek. Ważny krok, ale mały. Jeżeli ktoś brał łapówkę albo wydawał niesprawiedliwy wyrok, nie zmieni się tylko od tego, że zasiądzie w innym gabinecie.
AG: Dlatego samoobrona Majdanu zadecydowała, że już teraz w każdym komisariacie będą nasi ludzie. Stworzymy policję nadzorczą. Policjant będzie odpowiedzialny zarówno przed komendantem, jak i przed przedstawicielem samoobrony. Przez rok zamierzamy ich pilnować i zgłaszać wszelkie nieprawidłowości. 

A po roku?
AT: Zobaczymy. Najpierw władza musi się nauczyć, że odpowiada przed narodem za swoje decyzje i działania. Będziemy uważnie patrzeć jej na ręce, żeby nie zginęły pod stołem z kolejną kopertą.

Macie na to zgodę ministerstwa spraw wewnętrznych?
AG: Tak, bezpośrednią. Jesteśmy w trakcie zmiany niezbędnych ustaw. Ale już teraz w zasadzie żaden funkcjonariusz nie wychodzi na patrol po mieście bez przedstawicieli samoobrony. 

Pojawiały się obawy, że ludzie Majdanu, którzy weszli do rządu, będą odgrywać rolę paprotek pozbawionych realnej władzy.
AG: Nie pozwolimy sobie na polską Magdalenkę. I chociaż jesteśmy zwyczajnie fizycznie wykończeni wielomiesięcznym Majdanem, sporo osób, które stały na barykadach, często młodych chłopaków, musi się pozbierać psychicznie po tym, co przeszły. Nie odpuszczamy. I pilnujemy Ukrainy.

Nie ufacie Julii Tymoszenko?
AG: Odpowiem tak: Ona nie może decydować dziś o Ukrainie, bo jej z nami nie było na Majdanie. 

Nie mogła być.
AG: No właśnie.

Gdyby nie była w więzieniu, pewnie stałaby z Wami.
AG: Może by stała. 

Komu ufacie?
AG: Adrzejowi Parubijowi [szef Samoobrony Majdanu, obecnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy – przyp. red.].
AT: Zanim podszedł do mnie Parubij, przychodziło pięciu czy sześciu polityków, którzy proponowali mi różne stanowiska czy funkcje. Ale współpracuję z Parubijem, bo to reprezentant narodu. A to naród walczył, a nie politycy. Znam Parubija i ufam mu. Niewiele osób o tym wie, a on sam tego nie powie, ale to chyba pierwszy deputowany na Ukrainie, który nie przyjął od rządu przydziału mieszkania. To w naszym kraju nie do pomyślenia.

Jak Majdan zareagował na słowa polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego: „Podpiszcie albo zginiecie”?
AT: Bardzo źle. Nie twierdzimy, że wasz minister jest zły, ale to, co powiedział, było złe.
AG: Polska, jako jedyny kraj, od pierwszego dnia rewolucji wspiera nas bardzo mocno. Żaden kraj nam tak nie pomógł. Są tu wasi dziennikarze, wolontariusze, politycy. Otrzymujemy pomoc np. medyczną, leczycie naszych rannych. Bardzo wam za to dziękuję w imieniu wszystkich Ukraińców. Ale to, co powiedział wasz minister po wyjściu z rozmów z naszą opozycją było złe. Byliśmy tak zdeterminowani, że nie baliśmy się śmierci, tylko domagaliśmy się twardych negocjacji i sprawiedliwości. Bohaterowie, którzy zginęli za Ukrainę na Majdanie, gdyby jeszcze raz mieli podjąć decyzję, czy iść na Hruszewskiego czy Instytucką, poszliby. Żaden z nich by się nie cofnął. Zresztą idąc tam, stojąc na pierwszych barykadach, w każdej sekundzie liczyli się z tym, że za chwilę padną strzały i to oni będą na pierwszej linii. I zginą.
AT: Dlatego powiedzenie nam „Podajcie rękę Janukowyczowi, bo was powybija”, oznacza: „Przyznaj, że przegrałeś”. A Ukraina już nigdy nie będzie na kolanach przed Rosją.

Radosław Sikorski tłumaczył później, że nie groził, tylko ostrzegał. Następnego dnia ujawniono rządowe plany brutalnej pacyfikacji Majdanu. Może gdyby nie to porozumienie, ofiary liczono by nie w setkach, lecz dziesiątkach tysięcy?
AT: Ostrzegał po trzech miesiącach. To jakieś nieporozumienie. Kto był na barykadach i Majdanie, dobrze wiedział, w jakim celu stoi i co może go spotkać. Staliśmy tam z konkretnymi postulatami. I każdy był gotowy stać tak długo, aż zostaną zrealizowane. Albo aż zginie.
AG: Nikt nas nie musiał ostrzegać. Nawet w razie pacyfikacji nie oddalibyśmy Majdanu. Bo to serce narodu ukraińskiego. Oddając Majdan, oddalibyśmy swoją wolność. Z całym szacunkiem, ale wiemy lepiej od pana Sikorskiego, jakim człowiekiem jest Janukowycz, nie trzeba nas ostrzegać. Powtarzam, nie chcemy na Ukrainie Magdalenki.

Całość wywiadu w najnowszym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska"
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Szukali ciała Iwony Wieczorek, znaleźli…

Szukali ciała Iwony Wieczorek, znaleźli…

Prokuratura ponownie zajmie się…

Prokuratura ponownie zajmie się…

Nie żyje legendarny amerykański bokser.…

Nie żyje legendarny amerykański bokser.…

Są plany rozbudowy terminala w…

Są plany rozbudowy terminala w…

Karczewski i Radziwiłł promują szczepienia…

Karczewski i Radziwiłł promują szczepienia…

Merkel poucza i potępia Trumpa. Bo ośmielił się zagrozić wojną Korei Północnej

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

Kanclerz Niemiec Angela Merkel w wywiadzie dla telewizji Deutsche Welle ostro skrytykowała wystąpienie prezydenta USA Donalda Trumpa na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Zaznaczyła, że Niemcy odrzucają militarne rozwiązanie konfliktu z Koreą Północną. Takie "pacyfistyczne" stwierdzenia tylko ośmielą komunistycznych szaleńców z KRLD, którzy już teraz otwarcie grożą wojną całemu wolnemu światu...

Odnosząc się do groźby wypowiedzianej przez Trumpa, że w przypadku ataku ze strony KRLD Stany Zjednoczone będą zmuszone "całkowicie zniszczyć" ten kraj, Merkel powiedziała:

"Jestem przeciwna takiej groźbie. Muszę powiedzieć w imieniu swoim i rządu: uważamy każde militarne rozwiązanie za absolutnie niewłaściwe, stawiamy natomiast na zabiegi dyplomatyczne".

Jak podkreśliła, właściwą odpowiedzią na politykę władz w Pjongjangu są... sankcje. "Wszystkie inne (działania) z związku z Koreą Północną uważam za błędne" - zaznaczyła szefowa niemieckiego rządu. "W tej kwestii (między mną) a amerykańskim prezydentem istnieje wyraźna różnica zdań" - powiedziała Merkel.

Merkel potwierdziła gotowość niemieckiego rządu do włączenia się w zabiegi mające na celu rozwiązanie konfliktu dotyczącego programów zbrojeniowych reżimu w Pjongjangu. "Chociaż (Korea Płn.) jest od nas daleko, to konflikt ten dotyczy nas. Jestem gotowa, podobnie jak minister spraw zagranicznych, do wzięcia na siebie odpowiedzialności" - zadeklarowała.

Jej zdaniem należy, podobnie jak w negocjacjach z Iranem, prowadzić rozmowy z Koreą Płn., w których powinny uczestniczyć Rosja, Chiny i USA. Merkel zaznaczyła, że Niemcy od czasów NRD posiadają przedstawicielstwo dyplomatyczne w Pjongjangu, a Korea Północna ma swoją ambasadę w Berlinie. Niemcy mają też bliskie kontakty z Chinami, Japonią, Koreą Południową, a także z USA.

Przypomniała, że we wrześniu 2013 r. w jednym z berlińskich hoteli prowadzone były tajne negocjacje przedstawicieli USA i Korei Płn.

Na pytanie, czy skontaktuje się osobiście z północnokoreańskim dyktatorem Kim Dzong Unem, Merkel odpowiedziała: "To temat nie na dzisiaj. Nie będę podejmować żadnych nieuzgodnionych kroków".

Odnosząc się do niedzielnych wyborów do Bundestagu, Merkel zapewniła, że "nigdy nie będzie współpracowała" z Alternatywą dla Niemiec (AfD). Eurosceptyczna i antyislamska partia wejdzie prawdopodobnie po raz pierwszy do niemieckiego parlamentu.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Polskie patrole wojskowe na granicy serbsko-kosowskiej

/ mat. DO RSZ / PKW Kosowo

Żołnierze XXXVI zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego KFOR w Kosowie cykliczne realizują patrole wzdłuż umownej administracyjnej linii rozdzielenia między Serbią i Kosowem (ABL - Administrative Boundary Line). Wczorajszy patrol został połączony z przelotem amerykańskim wielozadaniowym śmigłowcem transportowym i wsparcia piechoty Black Hawk UH-60 - podaje Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.

Służba patrolowa na terenie Kosowa jest głównym zadaniem mandatowym żołnierzy kompanii manewrowej. Wczorajsze przedsięwzięcie miało na celu nie tylko manifestowanie obecności wojsk KFOR i monitorowanie stanu bezpieczeństwa i stabilności środowiska w regionie. Żołnierze przeprowadzili także obserwację rejonu przygranicznego pod kątem przeciwdziałania działalności przestępczej, takiej jak m.in. nielegalne przekraczanie umownej granicy, przemyt oraz wycinka drzew i przemyt - czytamy na portalu DO RSZ.

Po wylądowaniu żołnierze przemieścili się z lądowiska na trasie o długości ok. 10 km po przygranicznych, trudnych terenach górzystych. Kolejnym elementem patrolu było założenie sieci posterunków obserwacyjnych i analiza terenu. Po wykonaniu zadania żołnierzy czekał marsz pieszy na trasie powrotnej, po pokonaniu której zostali podjęci i przetransportowani drogą powietrzną do bazy Camp Marechal de Lattre de Tassigny w Novo Selo - podaje Dowództwo Operacyjne RSZ. 

 

Źródło: DO RSZ, PKW Kosowo

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl