Łupkowa obstrukcja przeciw Polsce. Rząd pod pręgierzem NIK

Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Tadeusz Święchowicz

Kontakt z autorem

Gdy w Ameryce trwa wielki boom łupkowy, w Polsce panują na tym polu zastój i bałagan. Wbrew deklaracjom rządu, nie widać postępu ani w zakresie tworzenia prawa, ani w działaniach wspierających poszukiwania gazu łupkowego. Premier Donald Tusk nie realizuje nawet własnych decyzji w tym obszarze. Te zaniechania godzą w polską rację stanu i służą interesom rosyjskiego Gazpromu - pisze „Gazeta Polska”.

Gdy surowce ze złóż łupkowych odgrywają coraz większą rolę w światowej energetyce, firmy poszukiwawcze wycofują się z Polski, która być może ma największe zasoby tego gazu w Europie. Jak to możliwe? Po części odpowiedź daje druzgocący dla rządu raport Najwyższej Izby Kontroli, który potwierdza fatalny stan naszych poszukiwań złóż niekonwencjonalnych. Nie dość, że nie robimy w tej dziedzinie postępów, to wręcz cofamy się, o czym świadczą spadające tempo prac i liczba koncesji.

Pełnomocnik, którego nie ma

Po ostatnich wyborach premier Donald Tusk zapowiadał wielką łupkową ofensywę, a jej głównodowodzącym miał być specjalny pełnomocnik rządu do spraw rozwoju wydobywania węglowodorów. Rozporządzenie o jego powołaniu premier podpisał 22 czerwca 2012 r. Wszystkim się wówczas wydawało, że sprawa jest prosta, bo chodzi o umożliwienie skutecznego kierowania działaniami władz w sferze łupków Głównemu Geologowi Kraju Piotrowi Woźniakowi. Jednak okazało się, że inni ministrowie mają zastrzeżenia do wzmacniania jego pozycji. Już po czterech miesiącach na pytanie o pełnomocnika premier odpowiedział, że nikt taki nie jest mu potrzebny. Skąd ta zmiana? Premier uznał ponoć, że wobec ostrych sporów w rządzie powołanie pełnomocnika jest niecelowe. „Dlatego stanęło na tym, że politykę państwa w sprawie gazu łupkowego będzie koordynował jak dotychczas szef kancelarii premiera Tomasz Arabski” – wyjaśnił „Polityce” rok temu jeden z działaczy PO. Niedługo potem Arabski uciekł do Hiszpanii jako ambasador, a o sprawie pełnomocnika słuch zaginął, mimo że przewiduje go obowiązujące w Polsce prawo. „Nic mi nie wiadomo, aby obecnie trwały jakiekolwiek prace nad powołaniem takiego pełnomocnika” – powiedział „GP” rzecznik Ministerstwa Środowiska Paweł Mikusek.

Pozorne priorytety

Skoro nie ma specjalnego pełnomocnika, to trudno się dziwić, że nie ma też zmiany prawa, która dawno temu miała uporządkować zasady eksploatacji naszych złóż gazu i ropy naftowej. Kiedy w październiku 2012 r. po długich debatach rząd zatwierdził w końcu założenia tej noweli, ogłoszono, że „wydobycie gazu łupkowego stanie się najważniejszym od dziesięcioleci impulsem pobudzenia gospodarczego Polski”. Zapowiedziano, że utworzona zostanie państwowa spółka Narodowy Operator Kopalin Energetycznych (NOKE), która będzie obejmować udziały we wszystkich koncesjach poszukiwawczo-wydobywczych przyznanych zwycięzcom przetargów. Zyski NOKE miały zasilać nie tylko budżet państwa, lecz także Węglowodorowy Fundusz Pokoleń. – Czas na dyskusje powoli się kończy, kolej na ostateczny projekt – podkreślał wówczas premier. Od tamtej pory minął ponad rok; ustawy jak nie było, tak nie ma, a dyskusja wciąż trwa.

Ślimacze tempo prac nad tym „priorytetem” rażąco kontrastuje z szybkością, z jaką rząd przyjmuje inne ustawy, np. te dotyczące zagarnięcia pieniędzy z Lasów Państwowych czy z OFE. I to pokazuje, co dla rządu jest naprawdę ważne, a co jest tylko grą pozorów. Faktycznie rząd i kontrolowane przez niego firmy wcale się nie palą do poszukiwania łupków i są sceptyczne wobec proponowanych zmian prawa. Wielu ekspertów uważa, że to nasz gazowy monopolista, PGNiG, jest przeciwny tworzeniu NOKE, które jako kontroler krajowych zasobów mogłoby osłabić jego pozycję. PGNiG, które posiada największą liczbę koncesji poszukiwawczych, bo aż 86, nie kwapi się ani do łupkowych poszukiwań, ani nawet do wydobywania gazu z rozpoznanych już złóż konwencjonalnych. Nasz gazowy potentat boryka się bowiem z problemem sprzedaży drogiego, zakontraktowanego gazu z Rosji, a wzrost wydobycia krajowego tylko powiększyłby jego kłopoty. Podpisany w 2010 r. aneks do kontraktu jamalskiego zmusza tę spółkę do zakupu do 2022 r. ponad 10 mld m sześc. gazu od Gazpromu i na zwiększenie wydobycia krajowego surowca na rynku nie ma już miejsca.

Ustawa jak brylant

W grudniu, po dwuletniej pracy nad nowelizacją prawa geologicznego i górniczego, Piotr Woźniak musiał pożegnać się z resortem środowiska. Twierdzi on jednak, że projekt zmian jest gotowy i że można go od razu skierować do sejmu, bo jest „wyszlifowany jak amsterdamski brylant”. Według niego fundamentalne są dwie kwestie: konkurencyjny dostęp do koncesji i państwowy inwestor jako partner mniejszościowy na koncesjach. Były wiceminister jest wciąż przekonany, że narodowy operator powstanie. Przypomina, że to nie jest wcale „nowa koncepcja”, tylko odwzorowanie modelu sprawdzonego w Holandii, Danii i Norwegii. Jego zdaniem system z NOKE broni się z każdej strony, także finansowej.

Problem w tym, że ta doszlifowana koncepcja jest teraz kwestionowana przez nowych szefów resortu środowiska. Obecny Główny Geolog Kraju Sławomir Brodziński od razu dał do zrozumienia, że jest przeciwny utworzeniu NOKE. Teraz trwa ponoć praca nad korektą projektu zmian. Rzecznik Ministerstwa Środowiska powiedział „GP”, że prace w resorcie nad autopoprawką zakończą się za 2–3 tygodnie i wtedy dopiero poznamy ostateczną wersję dokumentu. Na pytanie, czy ostatnie zmiany kadrowe mają związek z pracami nad ustawą i krytycznym raportem NIK, rzecznik resortu powiedział nam: „Ja bym tych spraw nie łączył”.

Grad zarzutów

Nie ulega jednak wątpliwości, że opublikowany w ubiegłym tygodniu raport NIK jest miażdżącym ciosem dla rządu. Tym bardziej że kieruje nim Krzysztof Kwiatkowski, były minister sprawiedliwości Donalda Tuska, któremu trudno zarzucić niechęć do Platformy Obywatelskiej. Izba kontrolowała okres od 2007 do 2012 r., funkcjonowało wtedy 113 koncesji obejmujących blisko 30 proc. terytorium kraju. Stwierdziła, że prace geologiczne prowadzone były na niewielkiej części udzielonych koncesji i często z opóźnieniem. Wskazała liczne nieprawidłowości w działaniach rządu, przede wszystkim brak pełnomocnika i uregulowań prawnych. NIK ocenił, że prace nad poszukiwaniem złóż gazu z łupków wcale nie były „faktycznym priorytetem”. Jako przykład kontrolerzy podali, że w Departamencie Geologii i Koncesji Geologicznych Ministerstwa Środowiska sprawami koncesji łupkowych zajmowały się jedynie trzy osoby. NIK stwierdził też, że postępowania w sprawie udzielania koncesji były nierzetelne i przewlekłe. Decyzje notorycznie wydawano po terminie; średnio po 132 dniach, gdy prawo przewiduje maksymalnie 30 dni. Urzędnicy dopuścili się też wielu innych grzechów. „Występujące nieprawidłowości przy udzielaniu koncesji, polegające na dowolności postępowania i nierównym traktowaniu wnioskodawców, mogą świadczyć o wysokim zagrożeniu korupcją” – napisali kontrolerzy. A że nie są to puste słowa, pokazuje choćby to, że prokuratura postawiła w ub.r. korupcyjne zarzuty wszystkim trzem byłym pracownikom departamentu koncesyjnego, w tym jego dyrektorce.

NIK skrytykowała też sam sposób udzielania koncesji. Rozdysponowano bowiem cały obszar koncesyjny, blokując tym samym na wiele lat dostęp do koncesji innym firmom. Tymczasem, jak stwierdza NIK: „możliwości techniczne koncesjonariuszy pozwalały średnio na wykonanie jednego otworu w ciągu roku”. Zaznaczono, że nieprawidłowości były też po stronie przedsiębiorstw, bo część z nich nie wykonywała zadań i obowiązków wynikających z koncesji lub spóźniała się z ich realizacją, a zdarzały się nawet problemy z samymi opłatami za koncesje.

Pospolite ruszenie na łupki

Na zarzuty NIK rzecznik resortu środowiska odpowiada, że jeśli chodzi o poszukiwania gazu łupkowego, Polska jest najbardziej zaawansowanym krajem w całej UE. Twierdzi też, że raport NIK dotyczy przeszłości, a w ostatnim roku wiele się zmieniło i prace poszukiwawcze przyspieszyły. Jeśli jednak przyjrzeć się faktom, to zmiany są, ale… na gorsze. Kolejne zachodnie firmy wycofują się z Polski. Sojusz między polskimi koncernami w sprawie wspólnych poszukiwań gazu zakończył się kompletnym fiaskiem. Ani pełnomocnika, ani nowego prawa nie ma do dziś.

Sprawą łupków, poza premierem i szefem jego kancelarii, zajmowali się w ostatnich latach prawie wszystkie najważniejsze osoby w rządzie, od szefa MSZ – ze względu na ogólnoeuropejskie znaczenie tych kwestii – aż po Ministerstwo Finansów – z powodu potencjalnych dochodów podatkowych z tego obszaru. Szczególnie zaangażował się w sprawę były minister skarbu Mikołaj Budzanowski. To on był „ojcem chrzestnym” sojuszu łupkowego, który utworzyły w 2012 r. PGNiG, KGHM, PGE, Tauron i Enea. Wstępne porozumienie przewidywało przeznaczenie na poszukiwania ponad 1,7 mld zł. Minister Budzanowski zapewniał wtedy, że w ciągu 2–3 lat poznamy potencjał gazu łupkowego w Polsce. Po jego dymisji inicjatywa straciła impet. Koncerny nie ustaliły nawet szczegółów porozumienia i nie załatwiły niezbędnych formalności. Z końcem ubiegłego roku umowa łupkowa naszych gigantów wygasła.

Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Eksplozja niewybuchu na Podkarpaciu. Są…

Eksplozja niewybuchu na Podkarpaciu. Są…

Centroprawica wygrała wybory w Czechach.…

Centroprawica wygrała wybory w Czechach.…

Polak ze złotym medalem mistrzostw Europy!…

Polak ze złotym medalem mistrzostw Europy!…

"Zabić arbuza" najlepszym obrazem…

"Zabić arbuza" najlepszym obrazem…

Pomnik Rotmistrza Pileckiego stanie przed…

Pomnik Rotmistrza Pileckiego stanie przed…

W parkach powstały ławki dla mam karmiących piersią

/ pixabay.com

Ławki dla matek karmiących piersią to nowość w radomskich parkach. Zadaszone i osłonięte od wiatru mają zapewniać komfort i intymność. Władze Radomia chcą, by takich miejsc było więcej, bo jak podkreślają miasto musi dbać o potrzeby wszystkich mieszkańców.

Ławki posiadają miejsce do przewijania niemowląt. Są zadaszone i osłonięte po bokach. Obecnie jest ich na terenie Radomie kilka w pobliżu placów zabaw.

- Chcemy, aby takie miejsca pojawiły się także przy innych placach zabaw w naszym mieście - zapowiedział prezydent Radomia Radosław Witkowski.

Pomysł chwalą radomianki.

- W Polsce w ostatnich latach kładzie się duży nacisk na politykę prorodzinną. Te ławki są tego przejawem - powiedziała jedna z matek.

- To miejsce, w którym karmiąca mama może się poczuć w miarę komfortowo. Chociaż karmienie piersią w miejscach publicznych nadal należy u nas do rzadkości, bo spotyka się niestety z różnymi reakcjami - zaznaczyła inna kobieta.

Prezydent Radomia podkreśla, że radomski samorząd chce się wpisać w ogólnoeuropejski trend. Pierwsza ławka stanęła w ubiegłym roku w niewielkim mieście w Chorwacji. Uczczono w ten sposób Światowy Tydzień Karmienia Piersią. We wrześniu pierwsze takie ławki stanęły na warszawskich Bielanach.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl