Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę

Od folwarku oligarchów do republiki obywateli

W otoczeniu Rzeczypospolitej są państwa potężniejsze, ale nie ma ważniejszego niż Ukraina.

W otoczeniu Rzeczypospolitej są państwa potężniejsze, ale nie ma ważniejszego niż Ukraina. Jest tak, gdyż tylko ten kraj ma dostateczną wagę, by jego przesunięcie na Zachód zmieniło układ sił w regionie w sposób rozstrzygający, i tylko on ma obecnie zdolność do przesuwania się w którymkolwiek kierunku.
 
Ukrainę różni to od 10-krotnie mniejszej od niej Mołdawii, której prozachodni zwrot ma znaczenie lokalne, oraz zamrożonej w bezruchu czterokrotnie mniejszej Białorusi. Ewentualne zwycięstwo prozachodniej orientacji na Ukrainie przypieczętuje takiż wybór Kiszyniowa i może zapoczątkować „rozmrażanie się” sytuacji w Mińsku. Będzie też śmiertelnym ciosem dla rosyjskiego imperializmu. Dlatego kompromis i porozumienie w tej sprawie między Polską a Rosją jest niemożliwe. Podobnie, choć z innych powodów, niemożliwe jest rzeczywiste porozumienie między obozem władzy Wiktora Janukowycza a zrewoltowanym majdanem.

Unijny zapalnik zdetonował narodową rewolucję

Odrzucenie przez Janukowycza umowy o stowarzyszeniu z UE było jedynie detonatorem protestów. Kolejne tygodnie zmieniły cele i charakter narastającej rewolucji. Ukraina jest państwem skorumpowanej postsowieckiej oligarchii, a nie republiką swoich obywateli. Fakt ten z całą mocą ukazał się milionom Ukraińców, a setki tysięcy z nich pchnął do pokojowych protestów na kijowskim majdanie i na euromajdanach w innych miastach Ukrainy. Kijów przeżywał kilka dramatycznych zwrotów, z których dwie siłowe próby rozbicia ruchu (30 listopada i 10–11 grudnia) wzmocniły go, zamiast spacyfikować. Okres świąteczny osłabił skalę manifestacji i przyniósł próbę instytucjonalizacji protestu przez powołanie Ogólnoukraińskiego Zjednoczenia „Majdan” i zorganizowanie w Charkowie Forum Euromajdanów (11–12 stycznia 2014 r.). Instytucjonalizacja miała być remedium na zamieranie nieskutecznych demonstracji ulicznych pozbawionych po nieudanej próbie odwołania rządu Mykoły Azarowa wyraźnego celu politycznego.

Ustawy z Moskwy

Władza przeszła jednak do kontrofensywy. 16 stycznia Rada Najwyższa, głosami Partii Regionów – bazy politycznej Janukowycza – przyjęła „ustawy antymajdanowe”. Po blisko dwóch miesiącach pokojowego demonstrowania na mrozie, zamiast rozmów i ugody demonstranci doczekali się uchwalonych ze złamaniem konstytucji drakońskich praw, ograniczających swobody obywatelskie i chroniących skorumpowany reżim. Niektóre z przyjętych ustaw były dosłownym tłumaczeniem aktów prawnych Federacji Rosyjskiej – zmieniono tylko nazwę państwa. Ukraińcy o tym wiedzieli. Stało się oczywiste, że stoją w obliczu wyboru między dyktaturą a rewolucją, między pogłębieniem antycywilizacyjngo uzależnienia od Rosji a niepodległością i otwartością na Zachód. Po 16 stycznia nadzieja na uczciwe wybory prezydenckie w 2015 r. i odsunięcie rządzącej kliki od władzy za pomocą kartki wyborczej jawiła się jako oczywista naiwność. Nie po to reżim ogranicza prawa obywateli, by przeprowadzać uczciwe wybory. Stało się jasne, że rozsądniej jest walczyć o obalenie dyktatury teraz niż w 2015 r. – w obronie wyniku wyborczego przed nieuchronnymi fałszerstwami. Tak czy inaczej o odejściu Janukowycza rozstrzygnie ulica, a nie urna. Odkładanie walki to dawanie reżimowi czasu na konsolidację i aresztowanie przeciwników.

Rewolucje szanują tylko zwycięskich wodzów

18 stycznia na łamach „Ukraińskiej Prawdy” członkowie Rady Zjednoczenia „Majdan” Wiktoria Sjumar i Ołeksandr Suszko wezwali do tworzenia alternatywnych struktur władzy obywatelskiej i służb jej ochrony. Nazajutrz ruch nabrał nowej dynamiki. Dramatyzm wyboru, przed którym stanęli demonstrujący Ukraińcy, stał się paliwem dla radykalizacji nastrojów. Przywódcy „starych” partii opozycyjnych: Witalij Kliczko (UDAR), Arsenij Jacyniuk (Batkiwszczyna) i Ołeh Tiahnybok (Swoboda), nie potrafili poprowadzić demonstrujących do sukcesu. Utracili więc zdolność kontroli majdanu na rzecz radykałów. Daremnie Kliczko z Jaceniukiem usiłowali powstrzymać protestujących. Demonstranci uderzyli na pilnujący dzielnicy rządowej Berkut i rozpoczęli walki, które 22 stycznia przybrały krwawy charakter.

Kijowie, wstawaj, Kacapie, zdychaj!

Pięciu zabitych, w tym Jurij Werbyćkyj – naukowiec ze Lwowa, porwany ze szpitala, torturowany i zamordowany, inni polegli od kul snajperów (czego nie da się zakwalifikować jako wypadek przy rozpędzaniu demonstracji), zastrzelony w tajemniczych okolicznościach Białorusin – Michaś Żyzniewski, użycie przeciw demonstrantom mętów społecznych opłacanych przez reżim – tzw. tituszek – oddzieliło majdan od rządu krwią. Przypomniało ludziom kryminalną młodość Janukowycza. Ukazało władzę jako bandę mającą w pogardzie dobro kraju oraz życie i godność obywateli. Jej dalsze znoszenie jest upokarzające dla każdego patrioty. Ukraińcy z majdanu gotowi są siłą bronić się przed importem rosyjskich praw i obyczajów politycznych. „Duszu ji tiło my położym za naszu swobodu i pokażem szczo my, bratia, kozaćkoho rodu!” – śpiewali swój hymn narodowy, waląc w zaimprowizowane kotły niczym Zaporożcy. Protestujący odmówili Janukowyczowi dalszego mandatu do rządzenia. Zaczęto tworzyć alternatywne struktury władzy – Radę Ludową.
Uczciwe porozumienie – jedyny nierealny scenariusz

Pęknięcie jest ostateczne i nieodwracalne. Władza nie jest stroną do rokowań z narodem.

Naród jest suwerenem. Majdan można rozgonić, ale nie będzie to oznaczało stabilizacji władzy Janukowycza. 23 stycznia zwolennicy majdanu przejęli budynki administracji rządowej we Lwowie, w Równem, Tarnopolu, Chmielnickim i Czerkasach, zablokowali w Winnicy, Sumach, Łucku i Mikołajowie. Podjęli próby przejęcia w Iwano-Frankowsku (Stanisławowie), Połtawie i Żytomierzu. Sytuacja jest dynamiczna i ta lista być może wygląda już w tej chwili inaczej. Berkutowców nie wystarczy do tłumienia protestów we wszystkich tych miastach, armia pozostaje neutralna, a Janukowycz, odmiennie niż Jaruzelski, nie może straszyć rodaków sowiecką inwazją.

Protestujący Ukraińcy nie mają zaś żadnego powodu, by ufać prezydentowi. Negocjować mogą warunki jego dymisji, a nie jego pozostania u władzy. Janukowycz zaś jest świadomy, że po tym, co się stało, nie może liczyć na spokojną emeryturę. Naród zażąda ukarania winnych. „Grubej kreski” nie będzie. Nie ma więc pola na uczciwy kompromis. Przed Ukrainą rysują się dwa scenariusze – stłumienie majdanu siłą lub oszustwem i okres niestabilnej, wstrząsanej rozruchami dyktatury Janukowycza, uzależnionej w pełni od poparcia Moskwy albo obalenie obecnych władz i próba budowy demokratycznego państwa zorientowanego na Zachód i zdystansowanego od Rosji.

Gdzie jest rząd polski?

Ważą się losy Ukrainy, a rząd RP jest nieobecny. Działa Sejm i europosłowie, ale gdzie są prezydent, premier, minister spraw zagranicznych?

Polska powinna lobbować w UE, by ta natychmiast wprowadziła sankcje wobec Janukowycza i jego pretorianów (zakaz wizowy dla członków rządu, deputowanych odpowiedzialnych za antydemokratyczny zamach konstytucyjny z 16 stycznia, funkcjonariuszy odpowiedzialnych za brutalne tłumienie manifestacji oraz członków ich rodzin, taki sam zakaz dla oligarchów popierających reżim i zamrożenie ich kont na Zachodzie). Tusk nie ma racji, gdy powołując się na przykład Białorusi, twierdzi, że sankcje byłyby nieskuteczne. Skala powiązań Ukrainy z Zachodem jest nieporównanie większa. Gdyby premier czytał materiały swoich służb, wiedziałby, że Białoruś nie ma oligarchów stanowiących zaplecze Łukaszenki, których konta bankowe znajdują się w krajach UE. Za Janukowyczem stoją zaś oligarchowie i można ich nacisnąć. Nie ma na co czekać. Sankcje mają być instrumentem presji odwodzącym zaplecze Janukowycza od akcji siłowej, ukazując oligarchom i komendantom policji cenę takiej akcji. Ich wprowadzenie ma sens teraz, gdy decyzja się waży, a nie „po bitwie”, gdy byłyby już tylko gestem moralnym. Trzeba też postawić na forum UE sprawę zniesienia opłat za wizy dla obywateli Ukrainy. Skoro do 2007 r. darmowe wizy mogła im wydawać biedna Polska, to może to czynić bogata Unia. Skoro polski rząd na stabilizację strefy euro przeznaczył lekką ręką 6,27 mld euro, nie uzyskując dla Polski nawet statusu stałego obserwatora na szczytach Eurogrupy, a UE na całe Partnerstwo Wschodnie wydała ok. 4,5 mld euro, to warto rozważyć, czy nie zainwestować polskich pieniędzy w grę o Ukrainę, gdzie miałyby swoją wagę, zamiast w grę o euro, gdzie o niczym nie przesądzają.
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE