Afera marszałkowa: Graś pogrąża Komorowskiego

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

Nie pamiętam, nie wiem, nie chcę kłamać, bo nie pamiętam – takich najczęściej odpowiedzi udzielał obecny rzecznik rządu Paweł Graś 19 grudnia 2013 r. na rozprawie w procesie dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Tymczasem jego zeznania, jakie złożył w prokuraturze w 2008 r., pogrążyły Bronisława Komorowskiego, który przedstawił zupełnie inną niż Graś wersję zdarzeń, okrzykniętych później przez media „aferą marszałkową” z racji uczestnictwa w niej ówczesnego marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego.

Przesłuchanie przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Woli Pawła Grasia, obecnego ministra w rządzie Donalda Tuska, przeszło praktycznie bez echa. Media w tym czasie były zajęte rzekomym tłumaczeniem na język rosyjski „Raportu z weryfikacji WSI” przed jego oficjalną publikacją. Mimo że doniesienie tygodnia „Wprost”, który ujawnił „aferę”, okazało się humbugiem, to skutecznie przykryło inne wydarzenia.

Początki prowokacji

Afera marszałkowa, czyli operacja byłych żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych, miała na celu skompromitowanie członków komisji weryfikacyjnej WSI. Nowe światło na kulisy tej prowokacji rzuca toczący się proces dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego oraz emerytowanego żołnierza WSW Aleksandra L. Cała sprawa zaczęła się od wizyty nieżyjącego już żołnierza b. WSI płk. Leszka Tobiasza w gabinecie posła Platformy Obywatelskiej i marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego – obydwu panów skontaktowała ze sobą Jadwiga Zakrzewska, posłanka PO, bardzo dobra znajoma zarówno Komorowskiego, jak i Tobiasza. Pułkownik b. WSI mówił o rzekomej korupcji w komisji weryfikacyjnej ‒ chodziło o pozytywną weryfikację żołnierzy WSI w zamian za łapówkę. Z Komorowskim w tym czasie skontaktował się także Aleksander L. Miał on zasugerować, że ma możliwość dotarcia do tajnego aneksu do raportu z weryfikacji WSI, w którym miały znajdować się informacje dotyczące m.in. Komorowskiego. Ten otwarcie przyznał, że jest zainteresowany tą ofertą. W grudniu 2007 r . Prokuratura Apelacyjna w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie… ujawnienia pracownikom spółki akcyjnej AGORA w bliżej nieustalonym miejscu i czasie, nie później niż w dniu 20 listopada 2007 r., informacji stanowiących tajemnicę państwową w postaci treści aneksu do Raportu Komisji Weryfikacyjnej WSI oraz w sprawie powoływania się na wpływy w Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI w okresie od stycznia 2007 r. do 21 listopada 2007 r. i podjęcia się pośrednictwa w pozytywnej weryfikacji płk. Leszka Tobiasza w zamian za korzyść majątkową w wysokości 200 tys. zł. Pierwszy wątek rozpłynął się we mgle, w drugim zostali oskarżeni dziennikarz Wojciech Sumliński oraz Aleksander L.

Graś nic nie pamięta i… pogrąża Komorowskiego

Jak wynika z przesłuchania Bronisława Komorowskiego, w listopadzie 2007 r. poinformował on o całej sprawie Pawła Grasia, ówczesnego ministra koordynatora ds. służb specjalnych. „Minister Graś powiedział mi, że jest to sprawa, którą powinno zająć się ABW nie tylko ze względu na korupcję, lecz także zagrożenie państwa” ‒ zeznał Komorowski.

Dopiero w trakcie procesu okazało się, że są niezwykle istotne rozbieżności w datach: Komorowski zeznał, że sprawa zaczęła się po wyborach, w listopadzie 2007 r., natomiast Paweł Graś – że znacznie wcześniej. Z zeznań Grasia wynika, że jeszcze przed wyborami w 2007 r., w czasie gdy był on szefem komisji ds. służb specjalnych, skontaktował się z nim Bronisław Komorowski. Stwierdził on, że posiada jakieś ważne informacje dotyczące bezpieczeństwa państwa. Doszło do spotkania, w którym brali udział Paweł Graś, Bronisław Komorowski oraz płk. Leszek Tobiasz, który twierdził, że ma jakieś dowody i nagrania dotyczące korupcji w Komisji Weryfikacyjnej WSI. Z zeznań Grasia złożonych w prokuraturze wynika, że po powołaniu rządu Donalda Tuska ówczesny marszałek sejmu Bronisław Komorowski skontaktował się z Pawłem Grasiem ponownie, mówiąc, że znów jest u niego płk Tobiasz. Po tej informacji Graś zadzwonił do Krzysztofa Bondaryka, który kilka dni wcześniej został p.o. szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

„Zaproponował spotkanie na terenie sejmu w tym samym dniu. (...) Minister Graś poinformował mnie w skrócie, że istnieje potrzeba – prośba ze strony Marszałka Komorowskiego, abym się udał do jego biura poselskiego, ponieważ jest u niego w tym momencie ktoś, kto ma ważne informacje dla bezpieczeństwa kraju. Minister Graś powiedział, że jest to prawdopodobnie oficer, a sprawa dot. korupcji związanej z Komisją Weryfikacyjną. Minister Graś poinformował mnie, że marszałek tam na mnie oczekuje i żebym tam się udał i osobiście podjął czynności służbowe” ‒ czytamy w protokole przesłuchania Krzysztofa Bondaryka z 28 listopada 2008 r.

Podczas przesłuchania w warszawskiej Prokuraturze Apelacyjnej Graś zeznał, że od marszałka Komorowskiego dowiedział się o wątku szpiegowskim. Z rosyjskimi służbami specjalnymi miał być powiązany L., z którym spotykał się Bronisław Komorowski.

Na procesie Wojciecha Sumlińskiego Paweł Graś potwierdził swoje zeznania złożone w prokuraturze, ale nie odpowiedział na kluczowe pytania m.in. dotyczące wątku szpiegowskiego, nie pamiętał również szczegółów spotkań Komorowskiego z Tobiaszem L. i nie pamiętał nawet, gdzie się one odbyły.

Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

„Jeśli Gersdorf chce jeździć po świecie, to jej podróże powinny mieć charakter prywatny”

Małgorzata Gersdorf / Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

  

Uważam, że w sytuacji, gdy pani Małgorzata Gersdorf przeszła w stan spoczynku minister spraw zagranicznych pan Jacek Czaputowicz powinien poprosić o odesłanie paszportu dyplomatycznego, który zapewne otrzymała jako I prezes Sądu Najwyższego, bowiem taki jej przysługuje. Jeśli chce jeździć po świecie, to te podróże powinny mieć charakter prywatny - mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl Witold Waszczykowski, poseł PiS i były minister spraw zagranicznych.

Wczoraj prezes niemieckiego Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (BGH) Bettina Limperg oceniła, że I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf została zwolniona z urzędu niezgodnie z prawem.

CZYTAJ WIĘCEJ: Prezes niemieckiego sądu murem za Gersdorf. Czy to przypadkiem nie mieszanie się w sprawy Polski?

Gdyby coś podobnego stało się w Polsce i polscy politycy chcieliby ingerować w podobny sposób w sprawy niemieckie, poprzez przyjmowanie tamtejszych polityków, udzielanie im politycznego parasola, na pewno podniósłby się wielki krzyk. I na pewno stałoby się to nie tylko w Niemczech, ale też Niemcy czyniliby to w całej Europie. Mamy więc tu kolejny przykład podwójnych standardów. Widzimy przecież sytuację w wielu innych krajach Zachodniej Europy. Dobrym przykładem jest chociażby sprawa Katalonii. Cała Europa odnosiła się do tego konfliktu w delikatny sposób i nie chciała mieszać się w spór między Madrytem a Barceloną. Większość opowiadała się po stronie rządu centralnego. W przypadku Niemiec i polskiego Sadu Najwyższego mamy problem z interwencją, która jest cicho sankcjonowana w Europie Zachodniej

- mówi Witold Waszczykowski.

Wczoraj wieczorem swoje wystąpienie na konferencji prasowej w niemieckim Karlsruhe miała Małgorzata Gersdorf. "Sędziowie nie mają wojska. Sędzia zawsze przegra z władzą. Będę I prezesem na uchodźstwie" - obwieściła.

CZYTAJ TEŻ: Uwaga! Gersdorf w Niemczech ogłosiła się... prezesem Sądu Najwyższego na uchodźstwie

Uważam, że w sytuacji, gdy pani Małgorzata Gersdorf przeszła w stan spoczynku, minister spraw zagranicznych pan Jacek Czaputowicz powinien poprosić ją o odesłanie paszportu dyplomatycznego, który zapewne otrzymała jako I prezes Sądu Najwyższego, bowiem taki jej przysługuje. Jeśli chce jeździć po świecie, to te podróże powinny mieć charakter prywatny. Również dyrektor generalny w Sądzie Najwyższym powinien odebrać jej możliwość takich wyjazdów poprzez odbiór delegacji, biletów, itd. Małgorzata Gersdorf nie może wykorzystywać urzędu do uprawiania równoległej polityki do polityki władz polskich

- stwierdza Witold Waszczykowski.

Czy organy polskiego państwa powinny zwrócić uwagę Niemcom, że ich działania są niestosowne? - zapytaliśmy.

To mogłaby być cicha interwencja. Przecież jesteśmy państwami zaprzyjaźnionymi. Nie chodzi więc o to, by wywoływać skandale. Informacja do ambasady niemieckiej, albo z naszej ambasady w Berlinie powinna być przekazana - że polskie władze traktują panią Gersdorf jako osobę emerytowaną i nie pełniącą stanowiska I prezes Sądu Najwyższego. Nie powinna być więc ona przyjmowana przez władze niemieckie

- dodaje były szef MSZ.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl