- To informacja, która potwierdza niestety, że międzynarodowe grupy przestępcze i ugrupowania terrorystyczne czują się w Polsce bardzo swobodnie, traktując nasz kraj albo jako kanał przerzutowy, albo wręcz jako bazę wypadową do zbrodniczych akcji - uważa Antoni Macierewicz.
Okazuje się, że zapewnienia o bezpieczeństwie, jakie słyszeliśmy od polskich władz, były nic niewarte: powiązani z Hezbollahem obywatel Kanady Hassan El Hajj Hassan oraz obywatel Australii Meliad Farah przebywali w czerwcu 2012 r. w Polsce. Prawdopodobnie przylecieli do naszego kraju samolotem; następnie wyjechali z Warszawy do Burgas pociągiem. Mieli ze sobą najważniejsze elementy bomby: detonator i urządzenie pozwalające na jego zdalne uruchomienie. Zdecydowali się jechać akurat z Polski, choć wiedzieli, że podczas ogromnej imprezy sportowej narażają się teoretycznie na większą penetrację ze strony organów bezpieczeństwa. Mimo tego uznali Polskę za kraj, w którym nic im nie grozi.
- Mamy do czynienia z kolejną kompromitacją polskich służb i polityków za nie odpowiedzialnych. To poważny cios w naszą reputację i wiarygodność w Europie - mówi zbulwersowany Antoni Macierewicz.
Podobnego zdania jest ekspert ds. bezpieczeństwa dr Przemysław Żurawski vel Grajewski. - To sygnał bardzo niepokojący. Niestety, nasze państwo co rusz demonstruje niewydolność jak choćby w 2010 r. czy ostatnio w Łucku. Powiedzmy wprost: terroryści musieli być przekonani, że ich działania na terenie Polski nie grożą dekonspiracją i zatrzymaniem. Ta sytuacja to kolejny dowód na to, że sfera bezpieczeństwa państwa wymaga gruntownej przebudowy.
Na lotnisku w Burgas 18 lipca 2012 r. obok autobusu z izraelskimi turystami wybuchła bomba. Zginęło siedem osób: piątka Izraelczyków, bułgarski kierowca i zamachowiec.
Jak poinformował dziś bułgarski dziennik "Trud", pociągiem z Warszawy miało przyjechać do Bułgarii na 20 dni przed zamachem dwóch wspólników terrorysty, który zginął w zamachu. Jeden z nich miał zmontować bombę i prawdopodobnie w chwili zamachu nie było go już w Bułgarii; drugi odpowiadał za sprawy logistyczne - mieszkania i samochody. Obaj posługiwali się fałszywymi dokumentami.