Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę

Cerkiewne drzwi tylko lekko uchylone

Jeszcze na kilka dni przed przyjazdem abp. Świętosława Szewczuka niektórzy mieli nadzieję, że greckokatoliccy hierarchowie przełamią się i pozwolą rodzinom pomordowanych Kresowian uczestniczyć w nabożeństwie żałobnym w cerkwi przy ul. Miodowej w

Jeszcze na kilka dni przed przyjazdem abp. Świętosława Szewczuka niektórzy mieli nadzieję, że greckokatoliccy hierarchowie przełamią się i pozwolą rodzinom pomordowanych Kresowian uczestniczyć w nabożeństwie żałobnym w cerkwi przy ul. Miodowej w Warszawie. Nawet KAI podała, że na nabożeństwo to mają być zaproszeni także „świadkowie tragedii”. Niestety, nadzieje te okazały się złudne. W ostateczności bowiem zaproszenia wysłano tylko do hierarchów kościelnych oraz prezydenta RP i establishmentu partyjno-rządowego. Typowy sojusz ołtarza z tronem.

Przed nabożeństwem abp Szewczuk pojechał na Lubelszczyznę, której część terenów także ogarnęły ludobójcze akcje UPA. Jednak i tutaj nie spotkał się on z rodzinami pomordowanych i nie odwiedził miejsc zagłady. Zresztą organizatorzy wizyty robili, co mogli, aby gość był odgrodzony od zwykłych Polaków. Tak jak to było za czasów komunistycznych. Co do deklaracji podpisanej w piątek, to przełomem ona nie będzie. W tekście znalazło się wprawdzie zdanie: „Jesteśmy świadomi, że tylko prawda może nas wyzwolić (por. J 8, 32); prawda, która niczego nie upiększa i nie pomija, która niczego nie przemilcza, ale prowadzi do przebaczenia i darowania win”. Jednak nie powiedziano prawdy o ludobójstwie. Co więcej, użyto wielu pokrętnych określeń, typu „tragedia” czy „czystki etniczne”, będących miodem na serce Adama Michnika i obecnego na sali posła Mirona Sycza (PO), syna banderowca, którego władze kościelne chętnie zaprosiły, w przeciwieństwie do rodzin pomordowanych. Nie wskazano też wyraźnie, kto i dlaczego dokonał zagłady. Deklaracja zacieśnia także działania zbrodniarzy. Pierwsze bowiem masowe mordy, dokonane przez członków Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich na Polakach, miały miejsce już we wrześniu 1939 r., a na Żydach w lipcu 1941 r. Trwały one jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej. I nie tylko na Wołyniu, ale także w Małopolsce Wschodniej i na Lubelszczyźnie.

W tym kontekście na ogromny szacunek zasługuje postawa abp. Mieczysława Mokrzyckiego ze Lwowa, przewodniczącego łacińskiego episkopatu Ukrainy, który w swoich wystąpieniach odważnie bronił prawdy. Upomniał się także o chrześcijański pochówek dla ofiar, których kości od 70 lat nadal rozsypane są po jarach i lasach. No cóż, trzeba się modlić, aby kolejni prymas i przewodniczący episkopatu Polski mieli odwagę i wrażliwość arcybiskupa z grodu Semper Fidelis.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej