Bez prawdy o Smoleńsku nie jesteśmy Zachodem
Nie ma w Polsce bardziej antyzachodniej partii niż PO i bardziej antyeuropejskich mediów niż TVN i „Gazeta Wyborcza”. Zachód to nie promowanie gejów czy plucie na polskość, jak usiłuje się nam wmówić. To niezawisłe sądy, sprawna prokuratura, wolne me
Wśród mitów, jakie obalił ostatecznie Smoleńsk, jest prozachodni charakter elit III RP. Ekstatyczne parady Schumana, wywieszanie wszędzie flag Unii Europejskiej czy kuriozalne zrównywanie „Ody do radości” z „Mazurkiem Dąbrowskiego” – wszystko to nie ma nic wspólnego z dążeniem do wprowadzenia u nas zachodniego poziomu cywilizacyjnego.
Dagestańczyk dziwi się III RP
Nocny pociąg z Warszawy do Poznania, kilkanaście dni przed 3. rocznicą 10 kwietnia. W przedziale jest nas trzech. Polak, który wraca od matki z Toronto. Matka jest ze starej emigracji, załatwiła mu tam pracę, z przemilczeń rodaka domyślam się, że na czarno. Jest też Dagestańczyk, który jedzie za chlebem do Francji. Porozumiewamy się z nim łamanym rosyjskim. I ja, dziennikarz „Gazety Polskiej”, wracający do domu, do Poznania.
Dagestańczyk sam z siebie pyta o Smoleńsk: „Waszego prezydenta ubili?”. Przytakujemy, opowiadamy, co wiemy o Smoleńsku. On mówi, że od początku to podejrzewał, bo widział zbrodnie Putina na Kaukazie. Rozmawiamy o historii, o Katyniu, o wywózkach narodów kaukaskich w czasie wojny... On słyszał o zatrzymaniu w Polsce czeczeńskiego premiera Ahmeda Zakajewa. Odpowiadam, że to był skandal, ale sąd go wypuścił. Chwalę się grzywną 500 złotych za pikietę w obronie Zakajewa.
Rodak wracający z Kanady częstuje wódką. Ma gest, przez parę miesięcy zarobił tyle, ile w Polsce przez parę lat. Dagestańczyk jest religijnym muzułmaninem, nie pije. Za to zaczyna wypytywać: jak to możliwe, że Polska, kraj zachodni, członek NATO, pozwolił zabić swojego prezydenta, zupełnie jak u nich Asłana Maschadowa. A teraz nic się w tej sprawie nie dzieje, nawet hałasu na świecie nie ma, Putina nadal wszędzie zapraszają.
I co my mamy odpowiedzieć przybyszowi z Kaukazu? Tłumaczymy, że u nas to trochę jak u was – bogaci i wpływowi biznesmeni są związani z Rosją. Oni mają wpływ na politykę, a polityków mamy sprzedajnych i oni nic przeciwko Rosji nie zrobią. Prezydent Kaczyński był inny – naraził się Putinowi, zatrzymując czołgi jadące na Gruzję.
Dagestańczyk świetnie rozumie, ale się dziwi. Myślał, że u nas inaczej niż u nich, że Zachód.
Siermięga PRL‑u przebrana za Europę
Elity III RP mogą odmieniać słowo europejski na wszystkie sposoby. Jednak jak ryba w wodzie czują się w postkomunistycznej siermiędze urzędów III RP, zaludnionych przez powiązane z nimi wielopokoleniowe sitwy.
Ani im w głowie wprowadzanie tu zachodnich standardów, gdy chodzi o wolną konkurencję, przejrzystość czy sądową niezawisłość. Bo one byłyby zagrożeniem dla trwania uprzywilejowanych, zmusiłyby ich do konkurowania z innymi.
Skutkiem tego jest stan państwa, który odsłoniło tzw. śledztwo smoleńskie, będące de facto parodią śledztwa. Zamiast Zachodu mamy PRL – nie jest ono ani odrobinę bardziej wiarygodne od śledztw w sprawie zamordowania Stanisława Pyjasa czy Grzegorza Przemyka.
Europejskość w propagandzie III RP miała być przeciwieństwem zaściankowej polskości. Batem na nią. Uwolnieniu się od komunizmu miało towarzyszyć oswobodzenie się od polskiej historii i przyłączenie do nowoczesnego Zachodu.
Jak bardzo schematyczna była ta proeuropejskość, pokazał w zabawny sposób Aleksander Kwaśniewski w czasie debaty z Jarosławem Kaczyńskim w 2007 r. Oto jako antypisowskiego, otwartego Europejczyka postanowił on przedstawić... Mikołaja Kopernika. Informacją, że Kopernik walczył z Niemcami w obronie Olsztyna, wydał się zaskoczony.
Jednocześnie te same elity utrwalały typowo wschodnie obyczaje, gdy chodzi o budowanie własnej pozycji. Jak widzą nas pojawiający się tu zachodni biznesmeni? III RP to dla nich jeden z krajów na Wschodzie, w którym trzeba płacić haracz miejscowemu układowi politycznemu i wtedy można robić interesy.
Nie trzeba natomiast liczyć się ani z racją stanu owego kraiku, ani z zatrudnionymi pracownikami. Opłacając haracz, wynajmując wpływowych tubylców, którzy mogą wszystko, kupujemy sobie prawo pomiatania zarówno owym krajem, jak i tubylczą ludnością. Dlatego więcej pojawiało się w III RP inwestorów nastawionych na szybki zysk niż wieloletnie, poważne inwestycje, tworzące miejsca pracy.
Medialna teza o tym, że zacofaniu Polski winna jest jej patriotyczna tradycja, prowokuje pytanie: kto jest winny tego, że nie mamy autostrad i sprawnej kolei? Przecież rządy Kaczyńskiego i Olszewskiego to tylko 2,5 roku z 24 lat historii III RP. Przez pozostałe 21 lat mieliśmy rządy oświecone.
Lis i Olejnik, czyli rosyjska koncepcja duchowa
Smoleńsk dał jasną odpowiedź, czy jesteśmy na Zachodzie, czy na Wschodzie. W żadnym kraju Zachodu, w jakkolwiek bardzo złej byłby on kondycji, śledztwo smoleńskie nie mogłoby się zdarzyć. Prokuratura i sądy podporządkowane rządowi i służbom specjalnym to standardy Rosji i jej strefy wpływów.
Wybitny XX-wieczny znawca Rosji Ryszard Wraga zwracał uwagę na to, że Rosja sowiecka, podobnie jak i Rosja carska „w swojej polityce podbojów zmierzała i zmierza zawsze do tego, żeby narzucić terenom okupowanym nie tylko swoją koncepcję ustrojową, lecz również i swoją koncepcję duchową”. Wyjaśniał: „Wraz z sowietami przychodzą na teren okupowany w Europie sowieckie wyobrażenia o demokracji, o socjalizmie, o religii, o wychowaniu, o stosunkach międzynarodowych, o postępie i kulturze”.
Po Smoleńsku zobaczyliśmy to jak na dłoni. Porzucone przez pół roku szczątki ciał ofiar smoleńskiej tragedii odebraliśmy jako obcy polskiej wrażliwości, sowiecki brak szacunku dla zmarłych. Ale czym innym jak nie odcieniem tego samego barbarzyństwa było porzucenie ofiar Smoleńska przez dziennikarzy największych polskich mediów? Czym nagonki prorządowych mediów na nielicznych dziennikarzy, którzy próbują dochodzić prawdy (ostatnio na Anitę Gargas) różnią się od tego, jak rządowe media w Rosji traktowały Annę Politkowską czy Andrieja Babickiego?
Zemsta za Gruzję
To prezydent Lech Kaczyński był tym, który chciał, by Polska – wbrew azjatyckim „GW” i TVN‑owi – stała się państwem rzeczywiście zachodnim. Podwyższenie statusu państw Europy Środkowo-Wschodniej, uczynienie z nich równoprawnych państw europejskich, było najważniejszym jego celem.
Gdy w czasie rosyjskiej agresji na Gruzję przemawiał na placu w Tbilisi, przychodziła na myśl powieść „Kontra” Józefa Mackiewicza. Książka o losach żołnierzy narodów leżących na wschód od Polski. Podczas wojny walczyli przeciwko Związkowi Sowieckiemu, wobec ofensywy Armii Czerwonej uciekli na Zachód. A potem – jako członkowie narodów drugiej kategorii – zostali wydani przez cywilizowany Zachód w ręce Stalina.
Gdy w Tbilisi obok polskiego prezydenta stanęli prezydenci Ukrainy, Litwy i Estonii oraz premier Łotwy, przełamany został przeklęty fatalizm historii. Oto narody drugiej kategorii zachowały się jak narody z tej lepszej Europy. Zapewne Smoleńsk był odpowiedzią na tę historyczną scenę.