- Władze nie mają moralnego prawa odbierać każdemu kolejarzowi ulg przejazdowych, najczęściej wykorzystywanych w dojazdach do pracy, w sytuacji gdy same podniosły sobie wynagrodzenia o tysiące złotych i stworzyły stanowiska dla wybrańców Jakuba Karnowskiego – mówi Stanisław Kokot, rzecznik kolejowej Solidarności.
Prezes Karnowski, z wykształcenia bankowiec, nie ma sobie jednak nic do zarzucenia i twierdzi, że jego brak związku z branżą to recepta na sukces. Dlatego na stanowiskach członków zarządów spółek grupy PKP również umieścił ekonomistów. Kolejarze nazywają ich „kastą bankowców", „bankomatami" lub „grupą Balcerowicza". Zarzucają prezesowi kolejowego holdingu i ministrowi Nowakowi, że brak kompetencji powoduje, iż nie umieją rozmawiać ze stroną społeczną. Podkreślają również, że „szefostwo PKP SA nie zna się na funkcjonowaniu kolei i do wypracowania jakiegokolwiek stanowiska potrzebuje analiz zaprzyjaźnionych firm doradczych i kancelarii prawnych, co kosztuje spółkę miliony złotych".
– Skutkiem tego jest fakt, że pozatrudniali sobie zastępy urzędników i doradców, bo się nie znają na kolei – mówi w rozmowie z „Codzienną" Jerzy Polaczek, były minister transportu.
W samej centrali jest 21 dyrektorów departamentów z wynagrodzeniem w wysokości 6–8 średnich krajowych i 25 zastępców tych dyrektorów. Prezes Jakub Karnowski utworzył też zupełnie nowy szczebel zarządzania, tzw. dyrektorów zarządzających, również z wynagrodzeniem 6–8 średnich krajowych. Jest ich siedmiu. Prezes utworzył też 66 wydziałów kierowanych przez wysoko opłacanych naczelników oraz 17 zespołów, też kierowanych przez osoby w podobnej randze.
– Zarząd PKP SA dokonuje gigantycznego zwiększenia wynagrodzeń i rozbudowy struktur, a pracowników informuje, że konieczne są oszczędności i cięcia – oburzają się kolejarze. Nie wykluczają strajku generalnego.
Więcej na ten temat w "Gazecie Polskiej Codziennie"