niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
28 czerwca 2017

PSL po liftingu

Dodano: 19.11.2012 [19:44]
Przewrót w Polskim Stronnictwie Ludowym? Rewolucyjna zmiana na polskiej scenie politycznej? Szansa na rozpad koalicji? Aby trzeźwo ocenić to, co wydarzyło się na kongresie PSL-u (odbywającym się nomen omen w Pruszkowie…), na którym nowym szefem PSL-u został Janusz Piechociński, trzeba najpierw uporządkować fakty. A wnioski, które z nich płyną, niekoniecznie muszą nastrajać optymistycznie.

Zacznijmy od próby odpowiedzi na podstawowe pytanie: dlaczego Waldemar Pawlak przegrał z Januszem Piechocińskim? Jego pozycja jako lidera Stronnictwa, a jednocześnie wicepremiera i ministra gospodarki wydawała się przecież tak mocna, że nawet Janusz Wojciechowski, były prezes PSL-u, pokonany przez Pawlaka w 2005 roku, obecnie europoseł PiS-u, jeszcze niedawno twierdził stanowczo, że nie widzi szans, aby ktoś mógł Pawlakowi zagrozić.

Walka klik

Wydaje się jednak, że na swoją porażkę naczelny strażak III RP zapracował sam, popełniając najczęstszy, banalny błąd ludzi, u których zbyt długie sprawowanie władzy usypia czujność: nie docenił przeciwników. I nie chodzi tu nawet przede wszystkim o Piechocińskiego.

Wystarczy przypomnieć sobie sekwencję wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Marek Sawicki, minister rolnictwa, uważany za człowieka numer 2 w stronnictwie, najważniejszego rywala i potencjalnego następcę Pawlaka, 5 lipca oświadcza w wywiadzie prasowym, że czas na przejęcie władzy w PSL-u przez „młodszą generację".

Już 11 dni później wybucha tzw. afera taśmowa, ujawniająca nepotyzm i korupcję w podlegających Sawickiemu instytucjach i spółkach. Oczywiste było, kto na niej skorzystał: Pawlak nie tylko nie stanął w obronie Sawickiego, ale wezwał go na dywanik i publicznie upokorzył. Sawicki został zdymisjonowany i szefowi PSL-u mogło się wydawać, że pozbył się przeciwnika, więc rozpoczął usuwanie jego ludzi. To był błąd.

Podczas kongresu grupa Sawickiego, który zachował spore wpływy w partii, w odwecie za lipcową akcję i bojąc się dalszego jej wycinania w razie wygranej Pawlaka, wsparła Piechocińskiego. Do tego doszły jeszcze głosy niezadowolonych młodych działaczy, blokowanych przez partyjny establishment, któremu patronuje właśnie Pawlak. Obawiają się oni, że polityka biernego trwania na dotychczasowych pozycjach i ograniczania się do konsumowania na bieżąco owoców rządowego sojuszu z PO jest krótkowzroczna i może spowodować klęskę w postaci zejścia PSL-u w najbliższych wyborach poniżej progu wyborczego.

Ten alians wystarczył, by pokonać Pawlaka. Nic jednak nie wskazuje na to, by nastąpiła jakaś głębsza zmiana strategii czy programu ludowców. Zaprzeczył zresztą takiej możliwości natychmiast po wyborze sam Piechociński, najwyraźniej zaskoczony rozwojem wypadków. Jego teatralny gest klęknięcia przed delegatami najlepiej można chyba zinterpretować jako deklarację nienaruszania status quo. Potwierdził to zresztą następnie w serwilistycznej w tonie wobec Pawlaka, podtrzymującej linię partii wypowiedzi. Piechociński wyraźnie podkreślał, że koalicja z PO jest nienaruszalna, on sam ma zamiar ograniczyć się tylko do działalności wewnątrzpartyjnej, a swojego poprzednika prosił wręcz, by pozostał na rządowych stanowiskach.

Wydaje się zatem, że zmiana na stanowisku lidera ludowców nie pociągnie za sobą rewolucji na scenie politycznej. Pawlak prawdopodobnie zostanie w rządzie, podzieli się jedynie wpływami w partii, a Piechociński pozostanie bardziej tytularnym niż faktycznym przywódcą.

Obrotowa partia III RP

Zresztą wystarczy spojrzeć na polityczną drogę Janusza Piechocińskiego, by potwierdzić tę prognozę. Od wczesnej młodości był ZSL-owskim, a potem PSL-owskim aparatczykiem i nic w jego karierze nie wskazuje na to, by miał być człowiekiem o naturze rewolucjonisty. Przeciwnie, jego biografia przypomina raczej przeciętnego członka tej partii, nastawionego oportunistycznie i szukającego przede wszystkim konkretnych materialnych i personalnych korzyści.

Taki charakter ma zresztą sam PSL – typowa partia władzy. To właśnie ten swoisty pragmatyzm pozwolił jej wspierać kolejne pookrągłostołowe rządy i wchodzić równie łatwo w koalicje z UW, SLD czy PO. Przypomnijmy, że choć Stronnictwo ma poparcie elektoratu balansujące na krawędzi progu wyborczego, to po 1989 roku aż przez 15 lat było u władzy. I co charakterystyczne, jedynymi wyjątkami były okresy, w których ster rządów obejmowały siły antyestablishmentowe, np. Prawo i Sprawiedliwość. Warto pamiętać, że to właśnie odmowa PSL-u wejścia do rządu z PiS-em w 2005 r. ostatecznie zmusiła Jarosława Kaczyńskiego do koalicji z Samoobroną i LPR-em. A w roku 2007, gdy PiS szukał możliwości kontynuowania rządzenia po wyrzuceniu Andrzeja Leppera i Romana Giertycha, to ponowna odmowa Pawlaka doprowadziła do przedterminowych wyborów i utraty władzy przez PiS.

Czy nowy układ personalny na czele Stronnictwa będzie mniej antypisowski niż dotychczasowy? Nic na to nie wskazuje. Przeciwnie – Piechociński atakował PiS nawet ostrzej niż Pawlak, m.in. jako jeden z niewielu ludowców wypowiadał się przychylnie o postawieniu Jarosława Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu.

Nadzieje i realia

Jednak tak istotna zmiana, nawet jeśli ograniczona do wymiaru personalnego, może nieco zaburzyć dotychczasową dosyć stabilną sytuację na szczytach władzy. Po pierwsze Piechociński będzie musiał zaoferować jakieś synekury grupom, które go poparły. A to może doprowadzić do „walk buldogów pod dywanem", które mogą przy okazji ujrzeć światło dzienne.

Zmiany mają również niekiedy własną nieprzewidywalną do końca dynamikę i mogą wymknąć się spod kontroli. A emocje też odgrywają swoją rolę. Ewa Kierzkowska, zaufana Pawlaka, minister w Kancelarii Premiera z ramienia PSL-u, odmówiła podania ręki nowemu prezesowi…

Podziały wśród ludowców mogą jednak z drugiej strony na tyle ich osłabić, że może na tym skorzystać Platforma. Wszak różne ich frakcje mogą właśnie u Donalda Tuska szukać poparcia w wewnątrzpartyjnych rozgrywkach. Jeśli tak by się stało, to wybór Piechocińskiego mógłby owocować pogłębieniem wasalizacji stronnictwa wobec PO.

Prof. Andrzej Zybertowicz trafnie określił ludowców, pisząc: „PSL aktywnie blokuje rozwój Polski. Jest zorganizowaną, pasożytniczą grupą interesów, która przyczynia się do ogromnego marnotrawstwa – w skali ogólnopolskiej – zasobów publicznych. W kodzie genetycznym tej partii i jej zaplecza, kodzie wyniesionym z PRL, jest bowiem żerowanie na zasobach publicznych". Czas pokaże, czy cokolwiek w PSL-u w tym zakresie się zmieni, ale trudno na razie mieć na to nadzieję.

Autor: 
Artur Dmochowski
Źródło: 
Gazeta Polska Codziennie
Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl