- Jeden z dziennikarzy mówił mi, że na jego oczach zza kordonów policji wybiegła grupa kilkudziesięciu zamaskowanych osobników w kominiarkach, którzy następnie rzucali petardami w uczestników marszu. Byli wyposażeni w pałki teleskopowe, więc ta sytuacja wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z prowokacją – mówi poseł PiS.
- Nasłanie tych kordonów policji, samochodów, które wodą miały zniechęcać manifestantów do uczestniczenia w marszu. Rozpowszechnianie pogłosek, że organizatorzy rozwiązali marsz - to była informacja, którą usłyszałem od funkcjonariusza dowodzącego akcją na ulicy Marszałkowskiej. Wszystko wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z przygotowaną prowokacją pod potrzeby czy czynników rządzących czy lewicowych mediów – relacjonuje poseł.
- Widziałem uczestników Marszu Niepodległości, którzy setkami siedzieli na ulicy Marszałkowskiej i nikogo nie atakowali. Naprzeciwko nich stały kordony policji i samochody do rozpędzania manifestacji – mówi Stanisław Pięta, zaprzeczając tym samym oficjalnym doniesieniom, że konfrontację z policją rozpoczęli uczestnicy marszu.

