PZPN w ogóle zrezygnował z oficjalnej sprzedaży biletów na październikowe spotkanie. Niespełna 30 tys. wejściówek trafiło do Klubu Kibica PZPN, jednak żeby tam się zapisać, trzeba było zapłacić 32 zł.
– Nazywam te karty klubowe kartami kolaboranta. Na jakiej zasadzie osoby, które tam się zapiszą, mają być uprzywilejowane? – piekli się poseł PiS Jan Tomaszewski.
Zdaniem wybitnego bramkarza reprezentacji Polski taka sprzedaż biletów to jawne złamanie statutu UEFA i FIFA. – PZPN łamie międzynarodowe prawo. Ten mecz jest organizowany pod egidą FIFA, a na każdą imprezę typu mistrzostwa świata czy Europy, aby dostać wejściówkę, nie trzeba być członkiem żadnego klubu. PZPN ogranicza dostęp do ogólnonarodowego dobra, jakim jest reprezentacja Polski – dodaje wściekły Tomaszewski.
Jego zdaniem sprawę już bada prokuratura. – Z tego, co mi wiadomo, już po sierpniowej decyzji PZPN o rozwiązaniu współpracy z Oficjalnym Klubem Kibica zostało wszczęte śledztwo. Jakie są jego efekty? Nie wiadomo. Znając sposób, w jaki pracuje prokuratura, pewnie ktoś do kogoś zadzwonił i sprawie ukręcono łeb.
Pojemność stadionu wynosi 58500 miejsc. Niespełna 30 tys. wejściówek trafiło do Klubu Kibica. Co się stało z resztą? – Bilety zostały rozdysponowane pomiędzy okręgowe związki, VIP-ów, kibiców z Anglii i naszych medalistów olimpijskich – tłumaczy rzecznik prasowy PZPN Agnieszka Olejkowska. Dlaczego aż tak dużo? To już decyzja Grzegorza Laty. Czy prezes nie działał na szkodę związku, rozdając aż tak dużo wejściówek? Według szacunkowych danych, gdyby PZPN zdecydował się sprzedać wszystkie bilety, to na jego konto wpłynęłoby ok. 350 tys. zł więcej. – Odpowiedź, dlaczego tak postąpił, jest bardzo prosta. Decyzje zapadały jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem kandydatów na prezesa PZPN. Lato liczył, że porozdaje wejściówki i tym samym załatwi sobie poparcie – przekonuje Tomaszewski.
Podobnie było też z poprzednimi meczami. – Spotkanie z RPA miało się odbyć w Bydgoszczy, żeby dostać głosy od barona Eugeniusza Nowaka, a meczem z Mołdawią we Wrocławiu chciano zmiękczyć Andrzeja Padewskiego – twierdzi poseł PiS. W jego przekonaniu te czasy na dobre odejdą do lamusa. – Jeśli tylko Zbyszek Boniek wygra wybory, taka sytuacja na pewno nie będzie miała już miejsca. Trzeba trzymać kciuki za to, żeby delegaci głosowali na niego podczas październikowego zjazdu – kończy.
