Poza tym: skoro Ewa Kopacz była tam rzekomo prywatnie, a nie jako minister zdrowia - to czy w takim razie każdy Polak, który by się zgłosił, mógł pojechać wówczas do Moskwy i robić to, co robiła Kopacz?
Pojechałam do Moskwy, aby opiekować się rodzinami ofiar katastrofy [...] Nie było mnie w Smoleńsku, uwierzyłam osobom, które przewoziły szczątki ofiar, może to błąd - mówiła wyjątkowo zdenerwowana Ewa Kopacz podczas konferencji prasowej zwołanej po zakończeniu sejmowej debaty nad informacją ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego na temat działań po katastrofie smoleńskiej.
Jedynym moim błędem było to, że uwierzyłam w te słowa: "przekopywano i przywożono". Ale powód, dla którego uwierzyłam, to były te szczątki, które przywożono, ubrudzone w ziemi, rozkawałkowane - powiedziała.
Jeśli komukolwiek z powodu mojej niezręczności czy jakiegokolwiek uchybienia stała się krzywda, przepraszam - stwierdziła marszałek Sejmu.
Kopacz wciąż powtarzała jak mantrę, że eksperci, którzy polecieli do Rosji, wykonali kawał dobrej pracy. O lekarzach, którzy wykonali świetną robotę, mówiła także, zapytana przez dziennikarza "Codziennej" o... spotkanie z Władimirem Putinem, na którym chwaliła działania Rosjan.

