Kto dziś umrze za Gdańsk

Kiedy zaczęto mówić o „gdańskim układzie”? Kiedy „liberałowie” z Gdańska zaczęli nadawać ton polskiej polityce? Kiedy pieniądze, zamiast orła w koronie, zaczęły ciążyć nad miastem, w którym rodziła się Solidarność?

Droga do budynku, w którym mieściła się sławna sala BHP, w której 31 sierpnia 1980 r. podpisano porozumienie między strajkującym Trójmiastem a delegacją rządu PRL, prowadzi przez przemysłowe cmentarzysko. Stocznia Gdańska, od której rozpoczęła się solidarnościowa rewolucja, dziś wygląda jak porzucone miasto. Wśród rozpadających się budynków, zardzewiałych ramp, od lat nieużywanych urządzeń i dziurawych ogrodzeń, otoczona rozlewiskami błota i pofabrycznym śmietniskiem, historyczna sala sprawia przygnębiające wrażenie. A w środku, oblepiona kolorowymi planszami i plakatami, przypomina bardziej jedną z kontrkulturowych dyskotek modnych na Zachodzie w latach siedemdziesiątych, niż miejsce, w którym zawróciła historia.

Wycieczki, które tu docierają, niewiele mają do oglądania. Na stronie internetowej Europejskiego Centrum Solidarności można zobaczyć projekt wielkiej multimedialnej wystawy, planowanej w budynku, którego budowa ma się zakończyć w 2014 r. Na razie trzeba się zadowolić skromnymi wystawami, konkursami, zawodami sportowymi. Niektóre z nich adresowane są do młodzieży, ale sądząc po fotografiach, które w internecie publikuje Fundacja Centrum Solidarności, prezentują infantylne wyobrażenia działaczy kultury o tym, co młody człowiek jest w stanie zrozumieć i czym można go zająć, żeby przypadkiem nie nabrał podejrzenia, że ktoś chce go czegoś nauczyć.

Stolica wolnej Polski

A wokół Gdańsk, odnowiony, bogaty, przyciągający tłumy turystów. Jak to się stało, że przez ponad 20 lat to miasto nie zdobyło się na upamiętnienie wydarzeń, dzięki którym w 1980 r. znalazło się na czołówkach gazet i telewizyjnych programów na całym świecie?

Kiedyś Wolne Miasto, w założeniach traktatu wersalskiego miało być łącznikiem między Polską a Niemcami. Opanowane przez hitlerowców pod koniec lat trzydziestych, stało się jednym z pretekstów do niemieckiego ataku na Polskę w 1939 r. Zniszczone w czasie wojny, ale odbudowane i zamieszkane w większości przez przybyszów z części Polski zagarniętej przez Związek Sowiecki, okazało się miastem niepokornym i nieulękłym. W grudniu 1970 r. zainicjowało bunt, który chociaż został utopiony we krwi, zmusił komunistyczną dyktaturę do zmiany kierownictwa i politycznego kursu. Gdańsk dla milionów Polaków w kraju i na świecie był wtedy dumnym miastem gniewu i nieugiętego oporu. „Gdańsk pamiętamy”, „Gdańsk pomścimy” - pisano na murach wielu miast.

W 10 lat później Gdańsk stał się stolicą wolnej Polski. Tu podpisano porozumienie z rządem, tu 17 września, na spotkaniu komitetów strajkowych z całego kraju, powstała Solidarność. Tu postawiono pierwszy antykomunistyczny pomnik, na który reżim musiał wyrazić zgodę, tu działała centrala ruchu, który zmieniał Polskę, tu obradował pierwszy krajowy kongres wolności - I Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność”. Tu w latach stanu wojennego nieustannie tliło się ognisko oporu, a poza Warszawą, Krakowem i Wrocławiem to właśnie na ulicach Gdańska toczyła się polsko-jaruzelska wojna, w której bronią były demonstracje i uliczne starcia, a zdarzało się, że także barykady, kamienie i butelki z benzyną.

Partia z Gdańska

A później, gdy komunistyczny system zaczął się przepoczwarzać w III Rzeczpospolitą, Gdańsk wciąż zachowywał swoje ważne miejsce na politycznej mapie Polski. Stąd w 1990 r. ruszała kampania prezydencka Lecha Wałęsy, stąd pochodził premier rządu Jan Krzysztof Bielecki, zgłoszony na premiera przez Wałęsę po jego zwycięstwie, tu nadal często zbierała się Komisja Krajowa „Solidarności”. W pierwszych wolnych wyborach parlamentarnych w 1991 r. Solidarność, Wyborcza Akcja Katolicka, Porozumienie Centrum i Porozumienie Ludowe zdobyły tu w sumie sześć poselskich mandatów, Unia Demokratyczna dwa, a KPN, PSL i SLD po jednym, ale trzy mandaty dostał Kongres Liberalno-Demokratyczny, często nazywany wtedy partią z Gdańska.

O programie tej partii wiele mówi ówczesna wypowiedź jednego z jej liderów, Donalda Tuska, który przekonywał, że trzeba „wyjść z zaklętego kręgu: komuniści - Solidarność. Ludzie rozglądają się za jakąś nową siłą polityczną, wykraczającą poza anachroniczne podziały; za ugrupowaniem, które nie powołuje się bez przerwy na Częstochowę, orła w koronie i barykady stanu wojennego, lecz pokazuje, jak można zrobić biznes, jak zarabiać pieniądze”.

Czyżby już wtedy, w 1991 r., nad Gdańskiem zbierały się czarne chmury?

Cała władza w nasze ręce

Kiedy zaczęto mówić o „gdańskim układzie”? Kiedy „liberałowie” z Gdańska zaczęli nadawać ton polskiej polityce? Kiedy pieniądze, zamiast orła w koronie, zaczęły ciążyć nad miastem, w którym rodziła się „Solidarność”?

W 1993 r. wybory w Gdańsku wygrał SLD, zdobywając pięć mandatów, uzupełnionych przez dwa mandaty Unii Pracy i dwa PSL. Taki był paradoks historii: komuniści, do których obalenia przyczyniła się Stocznia Gdańska, wracali do władzy wybrani w demokratycznych wyborach. Jeszcze w 1997 r. wybory wygrała Akcja Wyborcza Solidarność, SLD dostał cztery mandaty, a Unia Wolności dwa. W 2001 r. znów triumfował SLD przed Platformą Obywatelską oraz Prawem i Sprawiedliwością. Od tego czasu minęło 10 lat i nikt już nie może mieć złudzeń: w ostatnich wyborach Platforma zdobyła 8 mandatów poselskich, zgarniając większość głosów SLD i dawnej Unii Wolności.

Dziś znów Gdańsk jest na czołówkach gazet, tym razem tylko polskich. Afera z piramidą finansową, gdańskim lotniskiem, filmem o Wałęsie, synem premiera, sędzią na posyłki, nierychliwym wymiarem sprawiedliwości, a w tle „Nikoś”, oszustwa, wyłudzenia i korupcja, oklejają Gdańsk jak lepka pajęczyna. Fotografia gdańskich prominentów, ciągnących po płycie lotniska samolot Marcina P., w przyszłości znajdzie się w każdej encyklopedii Gdańska, w każdej rzetelnej monografii tego miasta. Czy wszystko zaczęło się 20 lat temu, kiedy młody polityk zapragnął „robić pieniądze”?

Przede wszystkim biznes

Kiedyś Europa nie chciała umierać za Gdańsk. W rezultacie wybuchła wojna, która pochłonęła miliony ofiar i obróciła Europę w gruzy. Dziś skala jest inna. Ale dzisiejsza władza broni swojego matecznika i gotowa jest na wiele, aby zminimalizować straty. Czy jednak zechce umrzeć za Gdańsk, za kolegów, którzy mają kłopoty? Raczej w końcu ich poświęci, bo przecież sensem życia jest „zrobić biznes”.

A sala BHP i tradycja Solidarności? Niech o nią nadal upominają się naiwni poczciwcy, którzy nigdy nie dorobią się niczego.

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Wszystko wskazuje na rychłą degradację gen. Jaruzelskiego. „Wypełnia komplet przesłanek”

Wojciech Jaruzelski przygotowujący się do odczytania przemówienia informującego o wprowadzeniu stanu wojennego. / By nieznany - Archiwum Dokumentacji Mechanicznej, Wojskowa Agencja Fotograficzna, Domena publiczna, /commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=34778580

Są trzy przesłanki, które spowodują, że zostaną zdegradowane osoby noszące wysokie stopnie oficerskie, czy w ogóle stopnie wojskowe; postać gen. Wojciecha Jaruzelskiego je wypełnia- ocenił dziś szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin.

Komitet Stały Rady Ministrów omówi dziś projekt ustawy umożliwiającej odebranie stopni generalskich m.in. Wojciechowi Jaruzelskiemu i Czesławowi Kiszczakowi. Sasin, pytany w radiowej Trójce, czy projekt ten był pisany "pod tych generałów", podkreślił, że nie jest to projekt "personalny".

Są trzy przesłanki w projekcie, które spowodują, że osoby noszące wysokie stopnie, czy oficerskie, czy w ogóle stopnie wojskowe, zostaną zdegradowane

 - powiedział minister.

Jak dodał pierwszą przesłanką będzie "zasiadanie w Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego, czyli w organie, który został - nawet w prawie PRL-owskim - bezprawnie ustanowiony i służył zniewoleniu Polski i Polaków w czasie stanu wojennego, czy zduszeniu wolności".
Według drugiej przesłanki zdegradowani zostaną "wszyscy ci, którzy zwalczali niepodległościowe podziemie, a cieszą się - często pośmiertnie - szacunkiem jako generałowie polskiej armii, czy oficerowie polskiej armii".
Trzecia przesłanka dotyczy osób odpowiedzialnych za organizowanie antysemickich czystek w polskim wojsku w 1968 roku.
To jest coś haniebnego, również te osoby powinny być ukarane i napiętnowane
 - podkreślił Sasin.

Minister zapowiedział, że za ewentualną zgodą rządu będzie to degradacja "w ogóle, (...) czyli nie do poziomu szeregowca, tylko w ogóle odebranie stopnia wojskowego i tym samym usunięcie z polskiej armii".

Według niego postać Wojciecha Jaruzelskiego "wypełnia" wszystkie trzy przesłanki przewidziane w projekcie.

I walczył z niepodległościowym podziemiem tuż po II wojnie światowej, i organizował jako minister obrony narodowej antysemickie czystki w 1968 roku w polskim wojsku, i - wreszcie - był przewodniczącym Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego

 - powiedział minister.

Ustawę "chcielibyśmy uchwalić jak najszybciej" - dodał Sasin. Dopytywany czy jest szansa, aby stało się to do 8 marca, powiedział: "Być może jest".

Przypomniał, że ósmego marca przypada 50. rocznica tzw. wydarzeń marcowych z 1968 r., czyli "antysemickiej awantury, zorganizowanej przez ówczesne władze komunistyczne". Sasin zwrócił uwagę, że "po drodze" wypada 1 marca, Dzień Żołnierzy Wyklętych.

Ale nie o daty tutaj chodzi, chodzi o to, aby ta ustawa wreszcie zaistniała, dwadzieścia kilka lat za późno, ale lepiej późno, niż wcale

- podkreślił Jacek Sasin.

Projekt ustawy pozwalającej pozbawiać stopni wojskowych żołnierzy niebędących już w służbie czynnej, także pośmiertnie, zapowiadał b. minister obrony Antoni Macierewicz. Pod koniec 2016 r. projekt został skierowany do konsultacji wewnątrzresortowych, w lipcu 2017 został opublikowany na stronie RCL. Jesienią ub. roku opublikowano stanowiska zgłoszone w ramach konsultacji i odpowiedzi wnioskodawcy.

Projektowana nowelizacja ustawy o powszechnym obowiązku obrony zakłada, że osoba, która z racji wieku lub stanu zdrowia nie podlega obowiązkowi służby wojskowej, oraz żołnierz rezerwy, którzy byli członkami WRON, pełnili służbę w organach bezpieczeństwa państwa wymienionych w ustawie lustracyjnej mogą być pozbawieni stopnia oficerskiego lub podoficerskiego.

O pozbawieniu stopnia miałby decydować – wobec generałów i admirałów – prezydent, a w odniesieniu do pozostałych oficerów i podoficerów minister obrony. Postępowanie byłoby wszczynane z urzędu lub na wniosek ministra obrony, IPN, Wojskowego Biura Historycznego, archiwów państwowych oraz organizacji kombatanckich i niepodległościowych. Pozbawienie stopnia miałoby następować w formie postanowienia.

Celem projektu jest – jak zadeklarowano w uzasadnieniu – "stworzenie możliwości prawnych pozbawienia stopnia oficerskiego i podoficerskiego m.in. Wojciecha Jaruzelskiego oraz Czesława Kiszczaka", a także innych osób, które były członkami Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.

Wspomniane osoby pełniły służbę wojskową na rzecz totalitarnego państwa i swoją postawą sprzeniewierzyły się polskiej racji stanu

– głosi uzasadnienie.

Autorzy zwracają też uwagę, że w obowiązującym stanie prawnym nie ma możliwości pozbawienia stopnia wojskowego pośmiertnie.

Negatywne opinie o projekcie wyraziły Związek Żołnierzy WP, Federacja Stowarzyszeń Rezerwistów i Weteranów Sił Zbrojnych RP oraz Zrzeszenie Weteranów Działań poza Granicami Państwa. Zarzucały one projektowi naruszenie konstytucji i brak szacunku dla stopnia wojskowego, zwracały też uwagę, że kwestie pozbawienia stopnia są już wystarczająco uregulowane.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl