niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
23 maja 2017

Legendarny Kresowianin nie żyje

Dodano: 19.09.2012 [07:31]
W poniedziałek, 17 września 2012 r. tuż przed północą, legendarny obrońca polskości na Kresach śp. Eugeniusz Cydzik odszedł na wieczną wartę w wieku 90 lat. Śmierć w rocznicę najazdu Związku Sowieckiego na Polskę ma wymiar symboliczny w odniesieniu do człowieka, który jako harcerz po ukończonym przysposobieniu wojskowym właśnie 17 września 1939 r. bronił Grodna przed sowieckimi czołgami. 

„Oczekiwaliśmy, że Niemcy raczej zbliżą się od strony Prus Wschodnich i od tej strony była przygotowywana obrona. Gdy 17 września dowiedzieliśmy się o inwazji sowieckiej na Polskę, zaczęliśmy przygotowywać się do obrony Grodna od strony Wschodu. Byliśmy przygotowani, że Sowieci wejdą do Grodna od strony wschodniej. Czołgi sowieckie przeszły jednak przez Niemen w miejscowości Mosty i przez Baranowicze, Wołkowysk weszły do Grodna od strony zachodniej. My broniliśmy przeprawy przez Niemen. Ja byłem między mostami kolejowym i drogowym. Najpierw przez Niemen przeszedł czołg, który został rozbity przez działko przeciwlotnicze, strzelające na wprost. Potem jeszcze rozbiliśmy samochód z radiostacją. Bolszewicy przeprawiali się przez Niemen na łódkach, tratwach i mimo naszej obrony opanowali centrum miasta. Po zajęciu Grodna przez Sowietów starsi koledzy poszli na Litwę, a ja, mając tylko sztucer myśliwski i 20 naboi, wróciłem na wieś do ojca, który miał gospodarstwo rolne 36 km od Grodna w stronę Wołkowyska. Nas bolszewicy na razie nie ruszali, ale terror był okrutny. Szczególnie dawali się we znaki komuniści białoruscy, którzy mordowali Polaków na stanowiskach państwowych oraz zamożniejszych ziemian” – opowiadał Cydzik o obronie Grodna.

W drodze

Młody Eugeniusz przedarł się zimą 1940 r. do Warszawy, a po inwazji niemieckiej na Związek Sowiecki wrócił do Grodna już jako członek Narodowych Sił Zbrojnych. W tamtych okolicach, jak opowiadał, stało w polach wiele czołgów sowieckich z kompletnym uzbrojeniem, ale bez załóg, które uciekły. Tam uzbrajali się polscy partyzanci. Pan Cydzik sam wymontował z czołgu i zamelinował karabin maszynowy oraz wziął zapas granatów i amunicji. 2 lutego 1942 r. złożył przysięgę już jako żołnierz Armii Krajowej. Za wiedzą AK dostał pracę jako stróż w gminnym urzędzie, gdzie pracował przez pół roku. Dzięki kontaktom z zatrudnionymi tam Polakami dostarczył dla Armii Krajowej dziesiątki niemieckich paszportów z pieczątkami. Po sześciu miesiącach dowództwo wysłało go do Grodna na szkolenie dywersyjne do tajnej podchorążówki.

Aresztowany przez NKWD

– Działałem między Grodnem a Białymstokiem. Moim dowódcą bezpośrednim był Zbigniew Jarosz, ps. „Czarny”. On prawdopodobnie poległ w Powstaniu Warszawskim. Front zastał nas nad Biebrzą, w okolicy Suchowoli. 2 sierpnia szliśmy na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. W Korycinie wpadliśmy w ręce kontrozwiedki sowieckiej, która nas rozbroiła. Mówiliśmy, że idziemy do Ludowego Wojska Polskiego do Białegostoku. Broń zabrali, kazali iść do Białegostoku i powiedzieli, że tam nam dadzą broń. No to my, zamiast do Białegostoku, poszliśmy w stronę Janowa – opowiadał.

Razem z dwoma kolegami partyzantami ukrywał się w gospodarstwach rolnych. Jednocześnie organizował wśród okolicznych Polaków samoobronę. W lipcu 1945 r., podczas przekraczania granicy został aresztowany przez NKWD w miejscowości Misiewicze pod Grodnem. Gdy w wyniku śledztwa wydało się, że to on organizował polską samoobronę, został oskarżony o walkę z sowiecką partyzantką, a wobec braku dowodów zarzucono mu „przynależność do polskiej organizacji antysowieckiej” i skazano na 15 lat katorgi. Zesłano go do Workuty.  Tam pracował w kopalni jako elektryk. Tam też spotkał swoją przyszłą żonę Czesławę, która za działalność w oddziale leśnym Armii Krajowej (14. Pułku Ułanów Jazłowieckich kapitana „Draży”) została skazana na 20 lat katorgi.

Lwowskie ścieżki

– W listopadzie 1956 r. rodzice wzięli ślub, rok później przyjechali do Lwowa. We Lwowie pomagali w szkołach polskich – przy organizacji przedstawień, imprez narodowych i religijnych, opiekowali się też cmentarzami i grobami żołnierskimi rozsianymi po lasach i polach, a kiedy można było włączyć się oficjalnie w odbudowę Cmentarza Obrońców Lwowa, bezzwłocznie to uczynili, i tak się złożyło, że tymi pracami kierowali – opowiada córka Cydzików Krystyna Adamska, która odziedziczyła po rodzicach głęboki patriotyzm. Pracowała m.in. z polską młodzieżą jako wiceprzewodnicząca Harcerstwa Polskiego na Ukrainie.

– O widzi pan, tam wisi ten krzyżyk, który moja mama kupiła w 1927 r. w Wilnie podczas koronacji Matki Boskiej Ostrobramskiej. I na ten krzyżyk ja składałem przysięgę na wierność Polsce jako żołnierz Armii Krajowej. Przy tym krzyżu zmarł mój ojciec i moja matka. Był ten krzyżyk przy śmierci mojej żony i będzie oczywiście przy mojej śmierci – powiedział wiosną tego roku Eugeniusz Cydzik, który już wówczas zmagał się ze śmiertelną chorobą. Nie opuszczał go humor. Miał poczucie dobrze spełnionego żołnierskiego i patriotycznego obowiązku. Do końca zachował doskonałą pamięć. Potrafił długo opowiadać o znanych sobie mogiłach żołnierskich rozsianych poza cmentarzami, w sprawie których wielokrotnie interweniował, czasem – niestety – bezskutecznie w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie. Snuł plany. Obiecywał sobie, że jak wydobrzeje, to sam się nimi zaopiekuje.    

Za wybitne zasługi jako prezes Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie został przez prezesa Instytutu Pamięci Narodowej śp. prof. Janusza Kurtykę uhonorowany tytułem Kustosza Pamięci Narodowej. Jako były żołnierz Armii Krajowej został awansowany do stopnia kapitana.


Autor: 
Piotr Ferenc-Chudy
Źródło: 
Gazeta Polska Codziennie
Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl